- Kompleksowa reforma systemu podatkowego oparta na nowych ustawach podatkowych będzie możliwa w 2009 r. - powiedział w czwartek wiceminister finansów Mirosław Barszcz. W czasie konferencji podatkowej zorganizowanej przez amerykańskie izby handlowe w Czechach, na Węgrzech, w Polsce i na Słowacji minister Barszcz tłumaczył, że 2009 r. jest "realnym terminem", a "przy tak poważnych kwestiach pośpiech jest niewskazany".
2009 r. to nowość. Przed wyborami PiS obiecywał głęboką reformę podatków i obniżkę stawek PIT z dzisiejszych 19, 30 i 40 proc. do 18 i 32 proc. (a docelowo do 18 i 28 proc.) od 2006 r.
Potem stwierdził, że od 2006 r. reformy nie da się jednak wprowadzić, bo na jej przygotowanie i przeforsowanie w parlamencie będzie zbyt mało czasu. Po wyborach usłyszeliśmy obietnice wprowadzenia korzystnych zmian w trakcie 2006 r. (zniknąć miał wtedy np. podatek Belki). Wkrótce okazało się jednak, że i o tym nie ma mowy. Na rozmowy o koalicji z PO przedstawiciele PiS przyszli z planem zakładającym odsunięcie reformy na 2008 r.
Zbyt wielkich nadziei na szybką obniżkę stawek od początku swojego urzędowania nie dawała też podatnikom szefowa resortu finansów Zyta Gilowska. Zaproponowała za to obniżkę składki na ubezpieczenie rentowe. Z początkiem 2007 r. mają też wejść w życie zmiany w przepisach ułatwiające życie podatnikom.
Stanowiskiem Ministerstwa Finansów rozczarowani są przedsiębiorcy. - Dla nas sprawą najważniejszą jest zmiana filozofii. I dlatego dziwi nas, że zamiast dyskutować o systemie, o jego filozofii - a takie były zapowiedzi partii, która wygrała wybory - odchodzi się od tego i próbuje się dokonywać zmian cząstkowych, pozostawiając to, co najgorsze, fatalny system podatkowy - stwierdził w czasie innej czwartkowej konferencji poświęconej potrzebie porządkowania podatków Andrzej Malinowski, prezydent Konfederacji Pracodawców Polskich.
Skrytykował też Ministerstwo Finansów "za asekuranckie podejście do idei cięcia stawek i stwierdzanie, że budżet tego nie wytrzyma".
- Wszystkie dotychczasowe obniżki skutkowały wzrostem wpływów z podatków - mówił Malinowski. - Zdajemy sobie sprawę, że równowaga budżetowa jest zbyt poważną kwestią, aby pozwolić sobie na radykalne eksperymenty. Nie żądamy gwałtownych redukcji stawek podatkowych, ale uważamy, że powinna to być stała tendencja, że ta redukcja powinna następować stopniowo do momentu, aż dochody budżetowe zaczną zbyt mocno maleć - dodał.