Droga do bogactwa wiedzie przez pracę i oszczędność - mawiał Benjamin Franklin. Jeśli to prawda, to przez ostatnie dwie dekady musieliśmy być wyjątkowo pracowici i oszczędni. Bo jesteśmy dużo bogatsi, niż gdy w 1989 roku zdegenerowana komuna kończyła swój niesławny żywot.
"Gazeta" sprawdziła, jak wyglądają portfele Polaków. Przeanalizowaliśmy dane Głównego Urzędu Statystycznego o strukturze comiesięcznych wydatków.
Jaką część wynagrodzeń wydajemy na: prąd, transport, rozrywkę. A przede wszystkim na jedzenie, bo - choć może się to wydać dziwne - za wskaźnik zamożności uważa się na świecie właśnie to, jaką część dochodów wydaje się na obiad, śniadanie oraz kolację.
- Biedniejsi wydają na żywność większą część pieniędzy niż zamożniejsi - tłumaczy dr Irena Topińska, specjalista od ubóstwa i polityki społecznej.
- Codziennie możemy kupić nowy garnitur, ale nie zjemy pięciu obiadów - dodaje Wiktor Wojciechowski, ekonomista fundacji FOR.
Jeżeli tak na to popatrzeć, to Polacy gwałtownie się wzbogacili. Na początku transformacji na jedzenie szła aż połowa dochodów, dziesięć lat - jedna trzecia, a dziś - tylko jedna czwarta!
Przedsiębiorcy górą, rolnicy na dopingu
Brytyjczycy czy Niemcy wydają na jedzenie ledwie 12-13 proc. pensji, ale dystans do Zachodu skracamy szybko. A niektóre grupy społeczne, np. przedsiębiorcy, są już według GUS blisko Zachodu - na jedzenie wydają 20 proc.
Mamy prawie 2 mln małych firm, które wytwarzają jedną trzecią polskiego PKB.
Bohdan Wyżnikiewicz z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową: - Tworzą sól polskiej gospodarki. Z satysfakcją patrzę, jak bogacą się ludzie, którzy po upadku zakładów czy odejściu z fabryk założyli własne warsztaty, sklepy, firmy, biura. Są w tej grupie byli górnicy, hutnicy, inżynierowie.
Nasze domowe budżety turbodoładowało wstąpienie Polski do UE. - Od 2004 r. dochody gospodarstw domowych w Polsce zwiększyły się nominalnie aż o 42 proc. - twierdzi Wojciechowski.
Urząd Komitetu Integracji Europejskiej podsumował: od maja 2004 do końca 2008 r. do Polski trafiło w ramach unijnej pomocy 26,5 mld euro, czyli po dzisiejszym kursie prawie 121 mld zł!
Najszybciej wzbogacili się rolnicy. - W pięć ostatnich lat udział wydatków na jedzenie spadł na wsi z 38 do 32,7 proc. To rewolucja - wyjaśnia Topińska. Wojciechowski: dzięki dotacjom z UE przeciętny dochód rolnika zwiększył się po akcesji o 64 proc.!
Kryzys uczy oszczędzać
A czy kryzys pogorszył sytuację? Rozmawialiśmy z rodziną przedsiębiorców, urzędników, rolnikiem, emerytem i rencistą. Tylko rolnik i emeryt twierdzą, że kryzysu nie odczuwają.
Pozostali wzięli się do mniejszego bądź większego oszczędzania.
W domowe finanse mocno uderzyły zwłaszcza zaciągnięte za prosperity kredyty walutowe. Stanisław Pomecki, przedsiębiorca z Poznania, pożyczył na dom i spłaca równowartość 600 euro miesięcznie. Euro w ostatnim roku zdrożało o jedną trzecią. A frank szwajcarski, w którym kredyt ma małżeństwo Kajanów z Lubuskiego (oboje są urzędnikami) - nawet bardziej. Niedawno płacili 450 zł raty, teraz - ponad 600 zł.
Państwo Pomeccy przestali odwiedzać delikatesy Alma, gdzie kupowali pasztet z królika i sushi, robią teraz raz w tygodniu duże zakupy w tańszym hipermarkecie.
Kajanowie rezygnują z wizyt w pobliskim Piotrze i Pawle, ale nie zawsze im wychodzi. - Wczoraj nie chciało mi się biegać do marketu i kupiłam olej za 7,5 zł u Piotra i Pawła. W markecie zapłaciłabym 5,5 zł. Za pyzy z mięsem zapłaciłam 10 zł, w markecie byłoby 8 zł.
Niby dwa złote to niewiele, ale na dziesiątkach produktów w skali miesiąca robi się z tego kilkaset złotych. Dlatego jeździmy do hipermarketu - mówi pani Kajan.
Źródło: Gazeta Wyborcza