Pamiętacie reklamy funduszy inwestycyjnych ukazujące się w prasie i telewizji niespełna dwa lata temu? Wielkie liczby, kilkusetprocentowe zyski, a na dole drobnym druczkiem zastrzeżenie, że to tylko wyniki historyczne, które wcale nie muszą powtórzyć się w przyszłości. Dziś już wiemy, że się nie powtórzyły. A jeśli ktoś za bardzo podekscytował się mirażami np. 300-procentowych zysków do osiągnięcia w trzy lata, to dziś liczy jak najbardziej realne straty.
Gdy fundusze wyszły z mody, Polacy rzucili się do inwestowania w produkty strukturyzowane. I kupują je równie beztrosko jak niedawno fundusze. Cóż, to brzmi rzeczywiście nieźle: gwarancja zachowania kapitału i możliwość zarobienia na zmianach cen akcji, surowców i towarów. Bezpieczne jak lokata i zyskowne jak fundusz. Czego chcieć więcej?
Nie wiem, czy na "strukturach" da się dobrze zarobić, czy nie. To wyjdzie za dwa-trzy lata, kiedy ich sprzedawcy zaczną rozliczać się z klientami. Wiem tylko, że dziś stosują dokładnie te same nieetyczne metody budowania zainteresowania oszczędzających, które widziałem kilkanaście miesięcy temu na rynku funduszy.
Firma Wealth Solutions, jeden z najbardziej renomowanych sprzedawców produktów strukturyzowanych, jeszcze kilka dni temu kusiła na swojej stronie internetowej takim bannerem reklamującym lokatę Zwrotnik Raka II. "17 proc. zysku w czasie, gdy WIG20 stracił 30 proc.". Na dole, małymi literkami, zastrzeżenie, że dane dotyczą okresu od 27 września 2007 r. do... 10 lipca 2008 r.
Niby drobiazg, ale dziś - pod koniec września - notowania funduszy wchodzących w skład lokaty Zwrotnik Raka II są średnio o 20 proc. gorsze niż na początku lipca. Nawet na początku września, kiedy zaczynały się zapisy na lokatę, funduszom daleko było do reklamowanych 17 proc. zysku. Klient, który dziś chciałby się zapisać na tę lokatę, otrzymuje informację, delikatnie mówiąc, niezbyt aktualną.
Inni sprzedawcy produktów strukturyzowanych robią numery znacznie gorsze. Standardem jest np. manipulowanie wynikami historycznymi proponowanych rozwiązań (np. podawanie średniego zysku tylko za ostatnie cztery lata hossy lub publikowanie stopy zwrotu od dnia X do dnia Y tylko dlatego, że w tym czasie była wyjątkowo wysoka - od dołka do górki).
To nie wszystko. Klient kupujący rozwiązanie strukturyzowane nigdy nie wie, co tak naprawdę jest w środku jego "struktury" - droga, dobra opcja, dająca szansę na zyski, czy tania, "śmieciowa", o której z góry wiadomo, że nic nie zarobi. Ale o tym, kupując "strukturę", nieprędko się dowiemy. Sprzedawcy najczęściej skrzętnie ukrywają ich aktualną wartość (chlubnym wyjątkiem jest wspomniana Wealth Solutions). Po co denerwować klienta i pobudzać u niego przeczucie, że znów dał się wpuścić w maliny?
Według szacunków pośredników finansowych w tym roku kilkaset tysięcy Polaków (w tym część osób, które wcześniej sparzyły się na funduszach) zainwestuje w "struktury" 4-5 mld zł. Ile z nich znów czeka gorzki zawód? Czasy na giełdzie się zmieniają, nowe mody na inwestowanie zastępują stare, ale zwyczaje finansowych marketingowców są wciąż te same. Pamiętajmy o tym, inwestując własne pieniądze.