Na rynku kredytów hipotecznych niewątpliwie czuć wiosnę. Banki na coraz lepszych warunkach pożyczają pieniądze: obniżają standardowe marże, chętniej udzielają kredytów z niskim, a nawet zerowym wkładem własnym. Na ulicach, w telewizji widać też coraz więcej reklam kredytów hipotecznych.
Można jednak zapomnieć o ofertach takich jak w czasie ostatniego boomu kredytowego, kiedy banki lekką ręką dawały kredyty z marżą poniżej 1 pkt proc. Dzisiaj banki, mimo że coraz bardziej liberalne, do biznesu podchodzą ostrożniej, i zazwyczaj udzielając kredytu hipotecznego próbują ugrać coś więcej. Już większość z nich stosuje tzw. cross selling, co w języku bankowym oznacza sprzedaż kilku produktów jednocześnie. Nagrodą za skorzystanie z dodatkowego produktu może być m.in. obniżenie marży kredytu hipotecznego.
Konto do hipoteki z pułapką Najczęściej proponowanym dodatkiem do hipotek jest konto osobiste. Dla kredytobiorców na pierwszy rzut oka to bardzo ciekawa propozycja, bo decydując się na kredyt w danym banku, i tak trzeba posiadać rachunek do obsługi kredytu: standardowe konto oszczędnościowo-rozliczeniowe albo rachunek techniczny (z takiego rachunku spłacamy raty kredytowe). Co prawda konto osobiste kosztuje, ale koszt jego prowadzenia nie powinien przewyższyć tego, co zyskamy dzięki niższej marży. Tym bardziej skorzystanie z promocji staje się dużą pokusą.
Pułapka kryje się gdzie indziej. Większość banków, proponujących rozwiązanie "niższa marża za konto", wymaga, by klient każdego miesiąca przelewał na rachunek określoną kwotę, zwykle 2-3 tys. zł. Co więcej, ten warunek trzeba spełniać przez cały
okres kredytowania, czyli np. przez 30 lat, bo na taki okres średnio bierzemy kredyty hipoteczne.
Np. klienci Raiffeisen Banku mogą zredukować marżę o 0,4 pkt proc., jeżeli posiadają lub założą ROR i zasilają go kwotą 3 tys. zł miesięcznie. W momencie likwidacji konta albo gdy na konto trafiać będzie mniej niż 3 tys. zł, marża wróci do standardowego poziomu.
BNP Paribas Fortis w zamian za niższą żąda jeszcze więcej niż tylko przelewania
wynagrodzenia (wymagania to w tym przypadku 2,5 tys. zł). Klient musi dokonywać co najmniej pięciu transakcji bezgotówkowych w miesiącu, a więc np. przelewu, polecenia zapłaty, zlecenia stałego czy transakcji bezgotówkowej
kartą debetową wydaną do rachunku. A jeśli w ciągu trzech miesięcy nie spełni któregokolwiek warunku, bank automatycznie podwyższy marżę kredytu. Co więcej, raz straconego przywileju (niższej marży) nie da się odzyskać.
Depozyty i polisy mile widziane MultiBank obniży marżę, jeżeli wpływy na konto kredytobiorcy wynosić będą co najmniej 3,5 tys. zł miesięcznie. Alternatywą może być utrzymanie średniego salda depozytów na poziomie 50 tys. zł. Dodatkowymi warunkami jest przystąpienie do ubezpieczenia spłaty rat kredytu, ubezpieczenia na życie i złożenie wniosku o wydanie karty płatniczej. Poprzeczka obniżająca marżę postawiona jest więc znacznie wyżej niż w innych bankach, ale MultiBank wymaga korzystania z tych produktów przez pięć lat. Po tym czasie można zrezygnować z ubezpieczeń i zlikwidować konto, a preferencyjna marża pozostanie.
Na drugim biegunie promocji "niższa marża za konto" stoi ING Bank. Klienci, którzy posiadają lub założą konto osobiste, otrzymają marżę niższą o 0,4 pkt proc. Bank nie wymaga jednak zasilania konta określoną kwotą ani posiadania go przez cały okres kredytowania. Promocja w ING dotyczy kredytów z niskim wkładem własnym - powyżej 80 proc. LtV.
Kredyt hipoteczny oznacza związanie się z bankiem na wiele lat. Trzeba negocjować z nim jak najlepsze warunki. Warto jednak pamiętać, że diabeł tkwi w szczegółach. Spłacając kredyt, wiele może się zdarzyć. Możemy stracić
pracę, pracodawca może spóźnić się z wypłatą pensji. Często warunków promocji możemy nie spełnić nie z naszej winy. Dlatego, zanim skorzystamy z promocji "niższa marża za kredyt", skalkulujmy na wszelki wypadek, o ile wzrosłaby rata, gdybyśmy nasz przywilej stracili.