Jesteśmy finansowymi półanalfabetami

rozmawiał Ireneusz Sudak
2009-05-24, ostatnia aktualizacja 2009-05-25 11:34

Kredyt może wywoływać małżeńskie frustracje, bo jego cena może być dużo wyższa niż suma rat - mówi Dr Joanna Heidtman w rozmowie z Ireneuszem Sudakiem.

Joanna Heidtman, psycholog społeczny, trener i coach kadry menadżerskiej
Fot. Agata Mazur
Joanna Heidtman, psycholog społeczny, trener i coach kadry menadżerskiej
ZRÓB SOBIE FINANSOWY PSYCHOTEST

Ireneusz Sudak: Po co właściwie bierzemy kredyty?

Dr Joanna Heidtman, psycholog społeczny, trener i coach kadry menedżerskiej : Wiele osób zdążyło już zapomnieć, ale jeszcze 15 czy 20 lat temu wszelkie zadłużanie się było czymś podejrzanym. No bo, po co mu ten kredyt, za mało ma pieniędzy? Albo coś kombinuje, albo sobie nie radzi.

Ale szybko się nauczyliśmy. Czy polski kredytobiorca jeszcze różni się od tego z Zachodu? A może jest bardziej szalony, zgodnie ze szlacheckim: "Zastaw się, a postaw się"?

- Raczej nie. Jesteśmy nadal bardziej ostrożni, nie zaciągamy kredytów z taką łatwością jak na Zachodzie, gdzie życie z pożyczką jest czymś normalnym od dziesięcioleci. Wszystko przed nami. Polski kredytobiorca pokaże swoją prawdziwą naturę dopiero za kilkanaście lat.

Chce nas pani nastraszyć? Zadłużymy się tak jak Amerykanie, których pazerność ściągnęła kryzys na cały glob?

- Nie, na pewno nie. W Stanach sytuacja gospodarcza jest specyficzna. Już dziesięć lat temu, gdy byłam tam pierwszy raz, poziom życia klasy średniej był niebywały. Po dwa, trzy samochody na rodzinę, domy, ogrody, wakacje, dzieci na dobrych uczelniach. Pamiętam rozmowę z przyjacielem, mądrym Amerykaninem. Powiedział: "Joanna, to wszystko jest na kredyt. Ameryka nic nie ma, wszystko należy do Sprawdź ofertę PKO BPbanków, wszystkie te rzeczy zostały kupione na kredyt".

Teraz to pani przesadza...

- Jeśli ktoś tam nie był, to trudno mu zrozumieć. Pierwsze duże kredyty Amerykanin zaciąga zaraz po szkole . Studiuje się za pieniądze z kredytu - własnego lub rodziców. Ale to jeszcze nic. Kolega ma nowy samochód, koleżanka jedzie w podróż po Europie, a ja? Presja otoczenia jest ogromna. Jeśli chcesz zostać zaakceptowany przez grupę, musisz mieć pewne dobra. A skąd młodzi mają je wziąć? Idą po kredyt.

W latach 60. Albert Ando i Franco Modigliani opisali finansowy model cyklu życia. Na dorobku żyje się z kredytu, by z wiekiem spłacać zobowiązania z wynagrodzenia rosnącego wraz ze stażem zawodowym.

- Absolwenci dobrych szkół nie boją się o przyszłość. Zaraz po studiach, jeśli są odpowiednio dobre, porywa ich wir kariery. Nawet nie muszą się bardzo starać, żeby odnieść sukces. Wiedzą, że mogą się zadłużyć, bo będzie ich stać na spłacanie rat. W Polsce to nie do pomyślenia. Przyszłość młodych, wykształconych Sprawdź ofertę PKO BPmałżeństw nie jest tak pewna jak w Ameryce. Enklawami dobrobytu, w których ten model się sprawdza, są zapewne duże miasta, szczególnie Warszawa.

Ale ten liryczny model się w USA załamał. Cykl życia tysiącom Amerykanów się załamał.

- Tak, bo przekroczyli granicę rozsądku. Szaleństwo konsumpcji ogarnęło także ludzi mniej zamożnych, bez perspektyw.

W Polsce banki się cieszą, bo pomimo kryzysu zadłużamy się na potęgę.

- Rzeczywiście wykształca się nowa społeczna norma - życie z kredytem. Czasem warto by się było zastanowić, czy nie przesadzamy. Presje się kumulują: posiadania, prestiżu, uznania społecznego. Nieco przerysowuję, ale jeśli ktoś ma 28 lat i mieszka w Warszawie, to praktycznie "musi" mieć mieszkanie i jeździć dobrym lub modnym samochodem, koniecznie z salonu, i jeszcze nosić markowe ciuchy. Tworzy się nowa kategoria ludzi, którzy za wszelką cenę chcą spełnić oczekiwania otoczenia. Biorą kredyty - dzięki temu mogą zaistnieć. Na razie dotyczy to niewielkiej części społeczeństwa, ale...

Dlaczego jeden zadłuża się bez opamiętania, a inny ciuła grosz do grosza?

- Za to odpowiada tzw. mentalność kredytowa. Większość z nas mieści się w normie. Jeśli się zadłuża, to rozsądnie - w miarę możliwości i potrzeb. Ale są przypadki skrajne - ci, którzy nie pożyczają wcale, i ci, którzy idą przez całe życie z długami.

Ci pierwsi źle po prostu czują się z jakimkolwiek kredytem. Czują, że on ich ogranicza, pozbawia wolności. Dlatego wolą raczej pewnych rzeczy nie posiadać. Taka skromność konsumpcyjna może w rozwiniętych ekonomicznie społeczeństwach doprowadzić do marginalizacji: nie żyjesz tak jak my, nie masz tego co my, jesteś inny.

A kredytomaniacy? Czy kredyt zawsze jest zły?

- Nie można nikogo odsądzać od czci i wiary za to, że kupuje sobie różne drogie nowinki, że chce przeżyć luksusowe wakacje lub po prostu mieć coś, co umila lub ułatwia życie. Żyjemy tu i teraz, nie można wiecznie sobie wszystkiego odmawiać. Niektórzy będą bardziej szczęśliwi z ciężką pożyczką na karku, ale za to z kinem domowym czy wieżą hi-fi wysokiej klasy. Co im po tym, że są wolni od zobowiązań, jeśli w kółko myślą, jakby to fajnie było posłuchać muzyki na dobrym sprzęcie, wyjechać na egzotyczne wakacje, mieć piękną łazienkę.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 28 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • Bardzi sympatyczna rozmowa osmiol 27.05.09, 20:37

    Klarownie i bez belfrowania o zjawiskach codziennosci. Trzebaby pokazywac ten wywiad wszystkim kredytobiorcom.Czemu sie komentatorzy czepiaja tej Pani?Nie mam pojecia. Powiedziala jakas »

  • Jesteśmy finansowymi półanalfabetami schaffhausen 28.05.09, 23:35

    i calkowitymi durniami w pisaniu platnych na zamowienie finansjery artykulow w nigdzie na zachodzie nie czytanych gazetach.»

  • Jesteśmy finansowymi półanalfabetami 4dagome1 29.05.09, 13:44

    ani słowa o Palikocie i jego cudach finansowych ten to dopiero finansowy geniusz . »