Za to mu płacił jego pracodawca bank UBS, więc jak tylko mógł, starał się ulżyć bogatym Amerykanom i zaopiekować się ich majątkiem tak, by umknęło to uwadze wścibskich oczu inspektorów amerykańskiego fiskusa IRS. I tak było przez 15 lat.
Birkenfeld był tylko jednym z 60 bankierów wysłanych z Zurychu, Genewy i Lugano do Stanów Zjednoczonych z podobną misją przez UBS. Do ich zadań należało "bywać". Szwajcarski bank sponsorował różne atrakcyjne imprezy - wystawy sztuki, turnieje tenisa czy regaty żeglarskie. Właśnie wtedy najczęściej nadarzały się okazje, by poznać zamożnych Amerykanów i pomóc im w biedzie. Drużyna UBS nie miała w USA statusu oficjalnych doradców inwestycyjnych. Ba, nie mieli nawet wymaganych za Atlantykiem licencji.
Nic dziwnego, że zachowywali daleko posuniętą dyskrecję. W dokumentach podróży zawsze opisywali swoje wycieczki jako krajoznawcze. Używali kodowanych laptopów i nazw nieistniejących firm. Doradzali Amerykanom, jak najskuteczniej obejść przepisy podatkowe. Biżuteria i gotówka znajdowały schronienie w skrzynkach depozytowych. W razie potrzeby pobrania pieniędzy czekiem, należało zgłosić ujawnioną w Stanach sumę jako kredyt z banku UBS. Wszelkie papiery od razu niszczono.
Gotowość do poświęceń szwajcarskich bankierów była naprawdę wzruszająca. Jeden z nich zapłacił 45 tys. dol. łapówki przedstawicielowi szwajcarskiego rządu, by dowiedzieć się, czy nazwisko jego klienta znajduje się pod lupą amerykańskich władz. Inny wysłał własnego ojca, by wręczył klientowi 5 tys. dol. w gotówce na nowojorskim lotnisku Kennedy'ego. Sam Birkenfeld pomógł rosyjskiemu imigrantowi, deweloperowi Igorowi Olenikoffowi "przeprowadzić" 200 mln dol. do Szwajcarii. Załatwił mu też karty kredytowe, by w każdej chwili mógł sprawdzić siłę swoich pieniędzy. Dzięki tym trikom Olenikoff uniknął zapłacenia 7,3 mln dol. podatków.
Birkenfeld, syn bostońskiego neurochirurga, dorobił się luksusowego mieszkania w Genewie i wartego milion dolarów domu w narciarskim kurorcie u stóp Matterhornu. Jeździł luksusowym BMW, podróżował po całym świecie i gdy odwiedzali go przyjaciele ze Stanów, fundował im kulinarne orgie w swoich ulubionych genewskich restauracjach. Wszystko chodziło jak w zegarku.
Z jakiegoś powodu w październiku 2005 r. Bradley Birkenfeld zdał sobie nagle sprawę, że jego pracodawca łamie amerykańskie prawo i porzucił swoją posadę ze względów etycznych. Nieświadom, że otwiera puszkę Pandory, UBS poinformował odchodzącego pracownika, że nie dostanie obiecanej premii.
No i zaczęło się. Birkenfeld pojechał do Waszyngtonu i poinformował Departament Sprawiedliwości o miliardach amerykańskich dolarów ukrytych na
Skorzystaj z naszej oferty!kontach UBS. Jego zeznania są kluczowe w prowadzonym od miesięcy dochodzeniu. Wśród skazanych znalazł się, a jakże, Olenikoff , który zgodził się zapłacić 52 mln dol. zaległych podatków i kar. Toczy się śledztwo w sprawie 150 podatników. UBS ma zapłacić 780 mln dol. rekompensaty rządowi amerykańskiemu, no i przekazał słynną już listę 4,5 tys. amerykańskich właścicieli kont przedstawicielom IRS, które przy okazji ujawniło zagraniczne
Skorzystaj z naszej oferty!konta tysięcy Amerykanów na całym świecie.
Teraz sprawca całego zamieszania skazany na ponad trzy lata więzienia chodzi z elektroniczną obrączką na kostce u nogi. Od stycznia zaczyna odsiadkę. Ale chude lata się skończą, gdy Birkenfeld odbierze należną mu nagrodę od IRS. Informatorowi należy się według ustawy z 2006 r. od 15 do 30 proc. odzyskanych w wyniku jego donosów sum. Według jego prawnika chodzi o sumę siedmiocyfrową. IRS odmawia komentarza.
Na podstawie "Wall Street Journal", Bloomberg.com, "Financial Times", "Los Angeles Times"