http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Historia pewnego sumienia. Bankier z brylantem w tubce

Agnieszka Mitraszewska
2009-11-02, ostatnia aktualizacja 2009-11-01 22:14

Będzie to opowieść o przykładnym pracowniku szwajcarskiego banku. Bradley Birkenfeld oferował swoim amerykańskim klientom dość nietypowe usługi. Zakładał im fikcyjne firmy, które miały rachunki w Szwajcarii. Przewoził cenne depozyty przez granicę, by spoczęły w szwajcarskim sejfie klientów. Zamieniał gotówkę na diamenty, bo w tej postaci łatwiej ulokować aktywa w tubce po paście do zębów i przemycić je przez Atlantyk.

Za to mu płacił jego pracodawca bank UBS, więc jak tylko mógł, starał się ulżyć bogatym Amerykanom i zaopiekować się ich majątkiem tak, by umknęło to uwadze wścibskich oczu inspektorów amerykańskiego fiskusa IRS. I tak było przez 15 lat.

Birkenfeld był tylko jednym z 60 bankierów wysłanych z Zurychu, Genewy i Lugano do Stanów Zjednoczonych z podobną misją przez UBS. Do ich zadań należało "bywać". Szwajcarski bank sponsorował różne atrakcyjne imprezy - wystawy sztuki, turnieje tenisa czy regaty żeglarskie. Właśnie wtedy najczęściej nadarzały się okazje, by poznać zamożnych Amerykanów i pomóc im w biedzie. Drużyna UBS nie miała w USA statusu oficjalnych doradców inwestycyjnych. Ba, nie mieli nawet wymaganych za Atlantykiem licencji.

Nic dziwnego, że zachowywali daleko posuniętą dyskrecję. W dokumentach podróży zawsze opisywali swoje wycieczki jako krajoznawcze. Używali kodowanych laptopów i nazw nieistniejących firm. Doradzali Amerykanom, jak najskuteczniej obejść przepisy podatkowe. Biżuteria i gotówka znajdowały schronienie w skrzynkach depozytowych. W razie potrzeby pobrania pieniędzy czekiem, należało zgłosić ujawnioną w Stanach sumę jako kredyt z banku UBS. Wszelkie papiery od razu niszczono.

Gotowość do poświęceń szwajcarskich bankierów była naprawdę wzruszająca. Jeden z nich zapłacił 45 tys. dol. łapówki przedstawicielowi szwajcarskiego rządu, by dowiedzieć się, czy nazwisko jego klienta znajduje się pod lupą amerykańskich władz. Inny wysłał własnego ojca, by wręczył klientowi 5 tys. dol. w gotówce na nowojorskim lotnisku Kennedy'ego. Sam Birkenfeld pomógł rosyjskiemu imigrantowi, deweloperowi Igorowi Olenikoffowi "przeprowadzić" 200 mln dol. do Szwajcarii. Załatwił mu też karty kredytowe, by w każdej chwili mógł sprawdzić siłę swoich pieniędzy. Dzięki tym trikom Olenikoff uniknął zapłacenia 7,3 mln dol. podatków.

Birkenfeld, syn bostońskiego neurochirurga, dorobił się luksusowego mieszkania w Genewie i wartego milion dolarów domu w narciarskim kurorcie u stóp Matterhornu. Jeździł luksusowym BMW, podróżował po całym świecie i gdy odwiedzali go przyjaciele ze Stanów, fundował im kulinarne orgie w swoich ulubionych genewskich restauracjach. Wszystko chodziło jak w zegarku.

Z jakiegoś powodu w październiku 2005 r. Bradley Birkenfeld zdał sobie nagle sprawę, że jego pracodawca łamie amerykańskie prawo i porzucił swoją posadę ze względów etycznych. Nieświadom, że otwiera puszkę Pandory, UBS poinformował odchodzącego pracownika, że nie dostanie obiecanej premii.

No i zaczęło się. Birkenfeld pojechał do Waszyngtonu i poinformował Departament Sprawiedliwości o miliardach amerykańskich dolarów ukrytych na kontach UBS. Jego zeznania są kluczowe w prowadzonym od miesięcy dochodzeniu. Wśród skazanych znalazł się, a jakże, Olenikoff , który zgodził się zapłacić 52 mln dol. zaległych podatków i kar. Toczy się śledztwo w sprawie 150 podatników. UBS ma zapłacić 780 mln dol. rekompensaty rządowi amerykańskiemu, no i przekazał słynną już listę 4,5 tys. amerykańskich właścicieli kont przedstawicielom IRS, które przy okazji ujawniło zagraniczne konta tysięcy Amerykanów na całym świecie.

Teraz sprawca całego zamieszania skazany na ponad trzy lata więzienia chodzi z elektroniczną obrączką na kostce u nogi. Od stycznia zaczyna odsiadkę. Ale chude lata się skończą, gdy Birkenfeld odbierze należną mu nagrodę od IRS. Informatorowi należy się według ustawy z 2006 r. od 15 do 30 proc. odzyskanych w wyniku jego donosów sum. Według jego prawnika chodzi o sumę siedmiocyfrową. IRS odmawia komentarza.

Na podstawie "Wall Street Journal", Bloomberg.com, "Financial Times", "Los Angeles Times"

  • 31 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    46 głosów

  • Historia pewnego sumienia. Bankier z brylantem ... krakower 02.11.09, 21:50

    Ten Bradley to jakiś mix Vogla z agentem Tomkiem. Czyżby jakieś dziecię Kaczyńskiego z Kamińskim?»

  • Dziwne to sumienie garnek_z_neolitu 09.11.09, 15:52

    Czlowiek zarabia pieniadze, ktorych czesc pod przymusem odbierana jest muprzez ch**ka Sama. Za te pieniadze ch**k Sam angazuje sie w rozne awanturymiedzynarodowe i funduje obywatelom ryzyko »