Konflikt zaczął się w 1999 r. Minister skarbu Aleksander Grad to 11. z kolei szef resortu, który zajmuje się sprawą Eureko - PZU! Szczęśliwie dla Polski ta batalia może wkrótce się skończyć. Kryzys finansowy mocno przycisnął Eureko, Holendrzy wydają się gotowi wycofać z polskiej spółki (której mają 33 proc. akcji) w zamian za rekompensatę. Jej częścią mogłaby by być np. wyciągnięcie dużej dywidendy z PZU, za 2007 i 2008 r.
Jeśli to się nie uda, Polska będzie musiała czekać na ostateczną decyzję Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego, który wyliczy straty, jakie Eureko poniosło w wyniku niewykonania umowy prywatyzacyjnej z listopada 1999 r. i późniejszego aneksu do niej z 2001 r. Sama spółka wylicza je na 35,6 mld złotych!
Czy tego scenariusza da się uniknąć? Dlaczego przez ostatnie dziesięć lat nikt nie potrafił zakończyć tego niszczącego sporu? Czy gdzieś po drodze popełniono błędy? O odpowiedź na te pytania poprosiliśmy polityków, którzy byli zaangażowani w sprawę PZU - Eureko.
Dziś też wybrałbym Holendrów
Jest 5 listopada 1999 r. Minister skarbu Emil Wąsacz triumfuje. Właśnie podpisał umowę o sprzedaży 30 proc. akcji PZU konsorcjum dwóch firm: Eureko i BIG-Bank za 3,02 mld zł. 20 proc. przypadło holenderskiej spółce, 10 proc. polskiemu bankowi (po kilku latach Holendrzy odkupią od banku jego udział). - To najlepsza transakcja prywatyzacyjna Wąsacza! - minister ze śmiechem mówi dziennikarzom.
Prezes Eureko Joao Talone też jest zachwycony. Roztacza wizje rozwoju polskiego ubezpieczyciela. - W ciągu dziesięciu lat PZU stanie się jednym z ważniejszych partnerów grupy Eureko - zapewnia. Prezes jest przekonany, że już za chwilę spółka będzie naprawdę prywatna, bo umowa przewiduje, że w 2000 r. lub na początku 2001 r. kolejne 30 proc. akcji trafi na giełdę.
Talone pewnie nie przypuszczał, jak bardzo się mylił. I że właśnie wciągnął swoją firmę w najdłuższy spór w historii.
Dziś Emil Wąsacz (prezes spółki Staleksport-Autostrady, poza polityką) zapewnia, że błędu nie popełnił. - Nawet gdybym miał obecną wiedzę i gdyby mi przyszło jeszcze raz wybrać między ofertami złożonymi wtedy przez inwestorów, czyli Eureko i francuską Axą, to też wybrałbym Holendrów. Bo oni zaproponowali cenę wyższą o ponad 30 proc., o prawie jeden miliard złotych - tłumaczy. - Gdybym tej umowy nie podpisał, to kolejne 10 lat powinienem w kryminale siedzieć - mówi eksminister. Bo prywatyzować PZU - jego zdaniem - było trzeba. Koniecznie. A wszystko zepsuli dopiero następcy, łącznie z kolejną minister skarbu w rządzie AWS Aldoną Kamelą-Sowińską, która niepotrzebnie podpisała niekorzystny aneks do umowy, na podstawie którego Eureko miało nabyć kolejne 21 proc. akcji. przy okazji jej giełdowego debiutu.
Prezes Jansen antyszambruje
W rok od podpisania umowy prywatyzacyjnej "najlepsza transakcja Wąsacza" była już zaciętą walką o PZU. Skarb torpedował realizację umowy, Eureko nie odpuszczało. To już nie były negocjacje, ale wolna amerykanka. Każdy chwyt był dozwolony.
Boleśnie przekonał się o tym jeden z prezesów Eureko Ernst Jansen. W styczniu 2001 r. próbował się spotkać z nowym ministrem skarbu Andrzejem Chronowskim i dowiedzieć, dlaczego plan prywatyzacji Eureko nie jest wdrażany (Chronowski złożył wniosek do sądu o unieważnienie umowy prywatyzacyjnej, bo - jak twierdził - Eureko odmówiło zapłaty części pieniędzy za PZU). Gdy Jansen stawił się w ministerstwie, gabinet ministra był zamknięty. Zdezorientowany prezes spółki wartej kilkanaście miliardów euro spędził całą noc w korytarzu, czekając, aż minister go przyjmie. Nie przyjął.
Czy właśnie tak powinny wyglądać rozmowy skarbu z prywatnym inwestorem? - Drugi raz chyba bym nie doprowadził do takiej sytuacji - przyznaje Chronowski, dziś właściciel kantoru wymiany walut w Nowym Sączu. Ale co do meritum zdania nie zmienił. - W głębi serca zawsze byłem przeciwny prywatyzacji PZU.
Samo Eureko bardzo źle wspomina czasy rządów ministra Chronowskiego. - Z nim nie było żadnych negocjacji... To był okres niekończących się walnych zgromadzeń akcjonariuszy, przepełnionych kłótniami. I to jakimi! Na jednym z walnych zgromadzeń pani notariusz protokołująca obrady zemdlała, bo już nie miała siły tych wrzasków wytrzymać - relacjonuje Michał Nastula, prezes polskiego przedstawicielstwa Eureko.
Szantaż unijny?
Jeśli Eureko miało złudzenia, że nowy rząd SLD-UP (który objął władzę jesienią 2001 r.) zakończy konflikt, to chyba szybko się ich pozbyło. I premier Leszek Miller, i nowy minister skarbu Wiesław Kaczmarek byli przeciwnikami oddania PZU w ręce holenderskiej spółki. - Bo cokolwiek by mówić, Eureko to była druga liga inwestorów ubezpieczeniowych w Europie - mówi Kaczmarek, dziś prezes Polskiego Związku Żeglarskiego.
Żadnego cudownego sposobu, żeby zakończyć konflikt, nie udało się Kaczmarkowi znaleźć.
Negocjacje z Holendrami przebiegały w złej atmosferze. Kaczmarek podkreśla, że nie miał do nich zaufania. - Bo jak miałem je mieć? Ja się z prezesem Eureko spotkałem jeszcze przed wyborami w 2001 r., w gabinecie ówczesnego lidera opozycji Leszka Millera. I zawarliśmy dżentelmeńską umowę, że oni żadnych gwałtownych ruchów nie będą wykonywać do czasu, aż przyjdzie nasz rząd [SLD]. A co oni zrobili? W ostatniej chwili rządów AWS zawarli dodatkową umowę o sprzedaży pakietu 21 proc. akcji - relacjonuje Kaczmarek. - Więc później, jak z nimi rozmawiałem, to na dystans. Z przekonaniem, że ten inwestor może mnie wprowadzić w błąd - mówi.
Talone w zeznaniach składanych pod przysięgą twierdzi jednak, że obietnic Kaczmarkowi i Millerowi nie składał.
Ale to, co najbardziej rozwścieczyło polityków lewicy, zdarzyło się później. Jak relacjonuje Kaczmarek, w lobbing na rzecz Eureko włączył się... holenderski rząd. Zaczął straszyć, że jeśli Polska nie wypełni umowy prywatyzacyjnej z 1999 r. i aneksu z 2001 r., to będzie miała kłopoty w negocjacjach członkowskich z Unią. - Nie przebierali w środkach - kwituje Kaczmarek.
W lutym 2003 r., widząc, że nie ma szans na porozumienia z ekipą Millera, Eureko oddało sprawę do Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego. Dwa lata później orzekł on, że Polska złamała prawo. Dziś przedstawiciele Eureko przekonują, że tak naprawdę to właśnie rząd Millera w fundamentalny sposób przyczynił się do katastrofalnego dla Polski orzeczenia MTA. - Decydującym argumentem, który przekonał trybunał arbitrażowy, że Polska naruszyła prawo, była decyzja rządu Leszka Millera z kwietnia 2002 r. o zmianie sposobu prywatyzacji PZU. To właśnie ona przeważyła szalę - mówi Nastula.
Źródło: Gazeta Wyborcza