Kontrola, którą UOKiK przeprowadził w bankach, to m.in. efekt akcji "Gazety Wyborczej" "Banki nabierają nas na widełki". Od początku roku alarmowaliśmy, że z powodu stosowanych przez banki widełek kursowych z kieszeni osób spłacających walutowe kredyty hipoteczne wyparowują tysiące złotych. Oprócz odsetek i prowizji spread to jeden z największych kosztów, jakie ponoszą kredytobiorcy.
Ale o ile marża i prowizja banku są z góry określone, o tyle spread jest przedmiotem całkowitej bankowej samowoli. Dlaczego? Bo nie ma przepisów prawnych, które narzucałyby bankom maksymalną wielkość widełek kursowych. Na początku roku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Komisja Nadzoru Finansowego bezradnie rozkładały ręce: - Wielkość widełek kursowych jest przedmiotem gry rynkowej. Każdy gracz ustala ją według własnego uznania - słyszeliśmy w UOKiK. Nie mogąc odwołać się do przepisów prawnych, postanowiliśmy przynajmniej napiętnować najbardziej chciwe banki - zaczęliśmy publikować czarną listę instytucji, które najwięcej chciały wydusić od swoich klientów.
W końcu UOKiK też postanowił wkroczyć do akcji. Jego pracownicy zaczęli prześwietlać umowy kredytowe, żeby sprawdzić, czy klient jest wystarczająco rzetelnie poinformowany o spreadzie i czy zasady ustalania wielkości widełek kursowych są przejrzyste.
- Nie możemy narzucić maksymalnego spreadu, ale sprawdzamy, czy reguły jego wyznaczania są jasne dla klienta - mówiła Małgorzata Cieloch, rzeczniczka Urzędu. Wyniki tego raportu poznamy w środę.
Przełomem w sprawie widełek kursowych była rekomendacja S II wydana przez Komisję Nadzoru Finansowego. Od kwietnia banki musiały dokładnie informować klientów o istnieniu widełek kursowych, ich wpływie na koszt kredytu oraz o tym, po jakim kursie przeliczane są raty kredytu.
Kolejnym krokiem było umożliwienie kredytobiorcom spłacania rat kredytowych bezpośrednio w walucie. Dzięki temu, zamiast spłacać ratę po zbójeckim bankowym kursie, klient może przynieść do kasy franki kupione w kantorze albo w konkurencyjnym banku, który stosuje korzystniejszy kurs.
- Od wejścia w życie rekomendacji S II klienci banków przestali skarżyć się na wysokie
spready walutowe - informuje Katarzyna Biela z Urzędu KNF.
Niestety, część banków utrudnia swoim klientom skorzystanie z dobrodziejstw rekomendacji S II.
Fundacja KupFranki.pl zrzeszająca osoby spłacające kredyty we frankach wskazuje, że cztery banki -
Noble Bank, Nordea, Kredyt Bank i
BGŻ - ustaliły zaporowe, bo wyrażone w procentach od wartości kredytu, prowizje za zmianę waluty spłaty rat. Wynosi ona od 1 proc. kwoty kredytu w Noble Banku do 0,25 proc. w BGŻ. To oznacza, że zmiana waluty spłaty kredytu na 300 tys. zł kosztuje nawet 3 tys. zł. Pięć innych banków - Millennium,
Polbank, Santander,
BOŚ i DnB Nord - ustaliło opłatę za aneks do umowy kwotowo, ale jest ona bardzo wysoka - waha się od 400 do 500 zł.