http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Spready pod lupą UOKiK. Czy banki naciągają klientów?

Nina
2009-09-17, ostatnia aktualizacja 2009-09-17 15:11

W środę Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów przedstawi raport po kontroli widełek kursowych. Okaże się, czy reguły ich wyznaczania są jasne dla klientów banków

Wyborcza.biz
Wyborcza.biz
Kontrola, którą UOKiK przeprowadził w bankach, to m.in. efekt akcji "Gazety Wyborczej" "Banki nabierają nas na widełki". Od początku roku alarmowaliśmy, że z powodu stosowanych przez banki widełek kursowych z kieszeni osób spłacających walutowe kredyty hipoteczne wyparowują tysiące złotych. Oprócz odsetek i prowizji spread to jeden z największych kosztów, jakie ponoszą kredytobiorcy.

Ale o ile marża i prowizja banku są z góry określone, o tyle spread jest przedmiotem całkowitej bankowej samowoli. Dlaczego? Bo nie ma przepisów prawnych, które narzucałyby bankom maksymalną wielkość widełek kursowych. Na początku roku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Komisja Nadzoru Finansowego bezradnie rozkładały ręce: - Wielkość widełek kursowych jest przedmiotem gry rynkowej. Każdy gracz ustala ją według własnego uznania - słyszeliśmy w UOKiK. Nie mogąc odwołać się do przepisów prawnych, postanowiliśmy przynajmniej napiętnować najbardziej chciwe banki - zaczęliśmy publikować czarną listę instytucji, które najwięcej chciały wydusić od swoich klientów.

W końcu UOKiK też postanowił wkroczyć do akcji. Jego pracownicy zaczęli prześwietlać umowy kredytowe, żeby sprawdzić, czy klient jest wystarczająco rzetelnie poinformowany o spreadzie i czy zasady ustalania wielkości widełek kursowych są przejrzyste.

- Nie możemy narzucić maksymalnego spreadu, ale sprawdzamy, czy reguły jego wyznaczania są jasne dla klienta - mówiła Małgorzata Cieloch, rzeczniczka Urzędu. Wyniki tego raportu poznamy w środę.

Przełomem w sprawie widełek kursowych była rekomendacja S II wydana przez Komisję Nadzoru Finansowego. Od kwietnia banki musiały dokładnie informować klientów o istnieniu widełek kursowych, ich wpływie na koszt kredytu oraz o tym, po jakim kursie przeliczane są raty kredytu.

Kolejnym krokiem było umożliwienie kredytobiorcom spłacania rat kredytowych bezpośrednio w walucie. Dzięki temu, zamiast spłacać ratę po zbójeckim bankowym kursie, klient może przynieść do kasy franki kupione w kantorze albo w konkurencyjnym banku, który stosuje korzystniejszy kurs.

- Od wejścia w życie rekomendacji S II klienci banków przestali skarżyć się na wysokie spready walutowe - informuje Katarzyna Biela z Urzędu KNF.

Niestety, część banków utrudnia swoim klientom skorzystanie z dobrodziejstw rekomendacji S II.

Fundacja KupFranki.pl zrzeszająca osoby spłacające kredyty we frankach wskazuje, że cztery banki - Noble Bank, Nordea, Kredyt Bank i BGŻ - ustaliły zaporowe, bo wyrażone w procentach od wartości kredytu, prowizje za zmianę waluty spłaty rat. Wynosi ona od 1 proc. kwoty kredytu w Noble Banku do 0,25 proc. w BGŻ. To oznacza, że zmiana waluty spłaty kredytu na 300 tys. zł kosztuje nawet 3 tys. zł. Pięć innych banków - Millennium, Polbank, Santander, BOŚ i DnB Nord - ustaliło opłatę za aneks do umowy kwotowo, ale jest ona bardzo wysoka - waha się od 400 do 500 zł.

  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy