Joanna, 37 lat, sama wychowuje dwoje dzieci. Jest sprzątaczką w prywatnej firmie. Sprząta korytarze i sale wykładowe w szkole wyższej w stolicy. Żałuje, że uczelnia zrezygnowała z utrzymywania własnego personelu sprzątającego, bo wtedy pensja byłaby wyższa i większa pewność zatrudnienia. Czasem się zdarza, że rano dzwoni szefowa, że ma jechać sprzątać pod Warszawę do hurtowni. Wtedy zamiast 8 godzin pracy wypada jej 10, bo musi dojechać. - Szefowej się nie odmawia. Czasem tylko z dziewczynami ponadajemy na nią przy papierosie. I tyle. Wiem, że na moje miejsce jest wiele chętnych - przyznaje. Joanna na rękę dostaje z pracy 1000 zł miesięcznie, do tego dochodzą alimenty (nieregularne) ok. 300 zł. Po opłaceniu rachunków zostaje jej na rękę 900 zł na trzy osoby, bo ma dwoje dzieci do utrzymania.
Wojciech, 50 lat, wyższe wykształcenie. Jego zakład przemysłowy został 10 lat temu zrestrukturyzowany. - Zwolniono mnie jako jednego z pierwszych, bo zawsze jechałem trochę za bardzo po bandzie, jak to się teraz mówi. Kierownictwo mnie nie lubiło, bo zwykle byłem wobec nich krytyczny. Na początku myślałem, że nową pracę znajdę bardzo szybko. Najpierw szukałem przez kolegów, ale się ode mnie odwrócili. Żyłem z zasiłku, popadłem w rezygnację. Dwa lata przesiedziałem w domu na kanapie i nie potrafiłem o niczym zadecydować. Ale otrząsnąłem się - mówi pan Wojciech.
- Teraz biorę każdą pracę, również proste prace fizyczne - dodaje.
Wojciech zarabia różnie. Na rękę miesięcznie wyciąga od 1000 zł nawet do 1800 zł, kiedy ma więcej zleceń. Po zapłaceniu rachunków (które jednak płaci nieregularnie) zostaje mu od 600 zł do 1400 zł. O zakupie sprzętu RTV na raty może tylko pomarzyć, bo dochody ma niepewne. Za te pieniądze utrzymuje bowiem trzy osoby: żonę i studiującego syna, któremu czasem udaje się coś zarobić na własne wydatki. Wojciech ma nadzieje, że syn wkrótce zacznie więcej zarabiać i dokładać się do utrzymania rodziny.
Raport CBOS "Pracujący biedni" z grudnia 2008 r . alarmuje: "Bieda osób mających zatrudnienie kojarzona jest z pracami tzw. "śmieciowymi" (ang. junk jobs) i McPracami, czyli zajęciami niskopłatnymi, odtwórczymi i zamykającymi drogę awansu. Sytuacja, kiedy praca zarobkowa łączy się z biedą, to zjawisko dużo szersze. Odnosi się do przedstawicieli różnych grup społeczno-zawodowych, o różnym poziomie wykształcenia i różnym wieku".
Kto to jest "pracujący biedny"? W Polsce do grupy pracujących biednych zalicza się aż 6,6 proc. dorosłych Polaków. Według raportu CBOS "pracujący biedny" (z ang. working poor) jest to osoba, która ma stałą pracę zarobkową w pełnym lub niepełnym wymiarze czasu a dodatkowo tzw. "zrównoważony rozporządzalny dochód netto na osobę w jej gospodarstwie domowym sytuuje się poniżej 60 proc. mediany dochodu całej analizowanej populacji". Przy obliczeniu tego progu CBOS brał pod uwagę dochód wszystkich członków gospodarstwa domowego. Przy czym dzieli się go nie przez sumę osób, ale sumę wag przypisanych osobom w różnym wieku (dorosły - 1, dziecko poniżej 14 roku życia - 0,3 itd.). (dokładne wyjaśnienie obliczeń na końcu artykułu*)
Raport stwierdza, że o pracujących biednych w Polsce mówimy, gdy zrównoważony rozporządzalny dochód netto na osobę w gospodarstwie domowym wynosi do 640 zł.
Wskaźnik ten pokazuje więc biedę zrelatywizowaną, bo odnosi ją do mediany dochodu w danym kraju. Dlatego tak samo liczony wskaźnik np. dla krajów skandynawskich pokaże znacznie wyższy dochód netto na osobę, poniżej którego mówimy o pracujących biednych, niż wartość polskich 640 zł. Dlatego np. w Norwegii udział pracujących biednych w społeczeństwie jest mniejszy niż w naszym kraju, gdzie sięga ponad 6 proc..
W Polsce pracujący biedni dodatkowo mają duże gospodarstwa domowe liczące średnio ponad 4 osoby. Ponad jedna trzecia liczy nawet 5 osób. Często pracuje w nich tylko jeden dorosły. To sprawia, że dochód netto na osobę w domach pracujących biednych jest niski. Ich możliwości zarobkowania są ograniczone przez konieczność opieki na dziećmi.
Niektórzy badacze biedy jak dr Piotr Broda-Wysocki z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych w Warszawie, do charakterystyki pracujących biednych dodaje coś jeszcze.
- Ja widzę pracujących biednych jako osoby, które nie tylko mają w swoich rodzinach bardzo niski dochód, ale też jeszcze jakiś problem jak choroba, duża bierność życiowa, być może uzależnienia - mówi Broda-Wysocki.
Pracują i korzystają z pomocy Ile zarabiają pracujący biedni czyli working poor? To zależy. Sama niska pensja (w okolicach płacy minimalnej, która w 2009 roku wynosi 1276 zł brutto, co daje niecały 1000 zł na rękę) nie oznacza automatycznie, ze ktoś należy do tej grupy. Osoba kiepsko zarabiająca może bowiem mieć bogatego męża lub żonę albo mieszka razem z rodzicami, którzy mają pieniądze. Ten wskaźnik wylicza się w oparciu o sumę dochodów w całym gospodarstwie domowym.
Pracujący biedni są sfrustrowani, że ich dochód jest porównywalny z tym, co innym niepracującym udaje się wyciągnąć z pomocy społecznej. Dlaczego więc pracują?
- Bo jak nie masz pracy dziś, to jutro nie będziesz miał
Skorzystaj z naszej oferty!emerytury. Być może rośnie społeczna świadomość, że trzeba się zabezpieczyć na starość. To jedno, ale ważniejsze jest chyba nastawienie tych ludzi do pracy jako takiej, które wynika z ich systemu wartości. To przekonanie, że praca jest cenna sama w sobie, nadaje sens moim działaniom, daje mi niezależność. To przekonanie, że norma jest taka, że się szuka pracy, a jak się znajdzie, to trzeba ją utrzymać - mówi Dr Piotr Broda-Wysocki.
Leszek zarabia na rękę 900 zł. Gdyby nie pracował, dostawał zasiłek i zakręcił się w instytucjach charytatywnych mógłby mieć miesięcznie nawet 600-700 zł.
- Dlaczego pracuję? Czasem się zastanawiam i wtedy mnie to wkurza, że inni tylko biorą zasiłki i mają niewiele mniej ode mnie. Siedzą w domu i mają na wszystko czas. Taka złość mnie bierze. Ale przecież jak jest praca, to się pracuje, nie? - mówi Leszek, 30 lat, pracujący jako dozorca.
Z raportu CBOS-u wynika, że 21 proc. pracujących biednych też korzysta ze wsparcia finansowego z zewnątrz. Najwięcej - 16,5 proc. pracujących biednych wsparły ośrodki pomocy społecznej i urzędy pracy. Reszcie pomogła rodzina (10 proc.), Kościół (2 proc.) czy zakład pracy (1 proc.). W grupie niepracujących biednych wsparcie otrzymało prawie 50 proc. gospodarstw.
Liczby pokazują na jak znikome wsparcie mogę liczyć pracujący biedni w miejscu pracy i to nawet w całkowicie państwowych zakładach, w których pracuje 25 proc. z nich.