Ubezpieczycielu, nie wciskaj kitu

Marcin Bojanowski
2008-06-26, ostatnia aktualizacja 2008-07-02 16:12

Towarzystwa ubezpieczeniowe obiecują w reklamach złote góry. Ale ich reklamowe manipulacje nie są bezkarne, a klienci mają silnych sojuszników. Przeczytaj, jak nie dać się nabić w butelkę

Łowcy nieszczęść żerują na ludzkich tragediach
Fot. Agnieszka Kosiec
Łowcy nieszczęść żerują na ludzkich tragediach
Zobacz ofertę ubezpieczeń w naszym Centrum Finansowym

"W nowym roku postaw na oszczędności" - zachęcał miły męski głos w reklamach francuskiego koncernu ubezpieczeniowego AXA. Z reklamy wynikało, że zaoszczędzić możemy niemało - 300 zł, kupując obowiązkowe OC, i dodatkowo aż 550 zł przy zakupie pełnego pakietu OC plus AC. Ale ten, kto po obejrzeniu reklamy liczył na kilkaset złotych oszczędności, mocno się zawiódł. Okazało się, że wprawdzie dla niektórych zniżka rzeczywiście będzie znaczna, ale pozostali mogą zapłacić nawet więcej niż za dotychczasowe Skorzystaj z naszej oferty!ubezpieczenie. AXA tłumaczyła, że podane w reklamie wyliczenia były "uśrednione".

Z kolei nowy gracz na rynku polis komunikacyjnych Commercial Union Direct wyciągnął pomocną dłoń do kierowców, którym przydarzył się wypadek. "Stłuczka? Nie trać zniżek OC i AC!" - przekonywał lektor w telewizyjnych spotach. Wychodziło na to, że jeśli zdarzy nam się wypadek, który u dotychczasowego ubezpieczyciela oznaczałby utratę wszelkich zniżek za bezszkodową jazdę, to po przeniesieniu się do Commercial Union Direct wszystkie te zniżki zachowamy. Jeśli ktoś połknął haczyk, nie wgryzając się wcześniej w szczegóły oferty, mógł się srogo rozczarować. Okazywało się bowiem, że oferta obowiązywała tylko do 20 kwietnia, a po to, by skorzystać z promocji, musieliśmy mieć u dotychczasowego ubezpieczyciela co najmniej 50 proc. zniżki za bezszkodową jazdę. Oczywiście w reklamach nie wspominano o tym ani słowa.

Takie przykłady można mnożyć. PZU w reklamach chwalił się, że w czasie, kiedy konkurencja podwyższa ceny polis komunikacyjnych OC, w PZU pozostają one bez zmian. Na chwilę kilka milionów kierowców, którzy ubezpieczają się u państwowego ubezpieczyciela, mogło odetchnąć z ulgą. Nie na długo jednak. Kampania reklamowa się skończyła, władze PZU się zmieniły i ceny OC poszły w górę o 10 proc.

Allianz na cenzurowanym

Wszystkich na głowę pobił Allianz, chwaląc się "najtańszymi ubezpieczeniami OC i AC" na rynku. Każdy, kto choć raz ubezpieczał samochód, powinien wiedzieć, że to, ile zapłacimy za polisę, zależy od dziesiątków czynników, m.in.: wieku, długości stażu za kółkiem, miejsca zamieszkania czy modelu samochodu. Młodzik bez doświadczenia jeżdżący starym importowanym autem zapłaci więc nawet o kilkaset złotych więcej niż doświadczony kierowca za kółkiem dobrego samochodu. Fakt, u jednego ubezpieczyciela będzie to trochę mniej, u innego trochę więcej. Ale niemożliwe jest, żeby jedno towarzystwo było najtańsze dla każdego.

O ile AXA nie doczekała się kary za wprowadzanie w błąd w swoich reklamach, o tyle Allianz już się nie wykręcił. Do Komisji Etyki Reklamy wpłynęła skarga od osoby, która znalazła na rynku tańszą ofertę od rzekomo najtańszej w Allianz. W supermarkecie ubezpieczeniowym mBanku nie tylko zapłaciła o połowę mniej, ale jeszcze dostała dodatkowy bonus w postaci Assistance. Allianz tłumaczył się, że porównując obie oferty, trzeba brać pod uwagę to, że polisy mBanku dostępne są tylko dla klientów BRE Banku. Do tego z ich badań wynikało, że dla osób mieszkających w określonych miastach i będących w określonym wieku są najtańsi, więc hasło reklamowe nie było bezpodstawne - twierdził Allianz.

Komisja po rozpatrzeniu skargi uznała, że niemiecki ubezpieczyciel wprowadził klientów w błąd. "Użycie takiego sformułowania mogłoby mieć zastosowanie, gdyby było skonkretyzowane, np. jakiego modelu samochodu dotyczy oferta, w jakim mieście, dla jakiego rocznika, i potwierdzone danymi, że oferta ta rzeczywiście jest najtańsza" - napisała w komunikacie komisja. Allianz musiał reklamę wycofać.

Sojusznicy nabranych konsumentów

Ten przykład pokazuje, że ubezpieczyciele muszą się coraz bardziej pilnować. Jeszcze do niedawna ich klienci, którzy dali się nabrać na reklamowe triki, nie mogli zdziałać wiele. Niby można było się poskarżyć do rzecznika ubezpieczonych, ale ten z reguły miał związane ręce. Jedyne, co zgodnie z prawem mógł zrobić, to wysłać pismo do ubezpieczyciela z prośbą o wyjaśnienie sprawy. Jeśli to nie przynosiło rezultatu, doradzał skarżącemu się klientowi skierowanie sprawy do sądu.

Od niedawna jednak osoby nabite przez ubezpieczycieli w butelkę mogą się zwrócić ze skargą do Komisji Nadzoru Finansowego. KNF wśród swych obowiązków ma "zapewnienie ochrony interesów uczestników rynku". A więc również zajmowanie się skargami klientów instytucji finansowych. W ubiegłym roku do departamentu ochrony klientów KNF wpłynęło 2,4 tys. skarg. Dotyczyły one m.in. ubezpieczeń OC i AC, polis na życie i nieprawidłowości przy zmianie funduszu emerytalnego. Skargi na reklamy ubezpieczycieli były rzadkością, bo niewiele osób wiedziało, że jest taka możliwość. Nie próżnowała za to KNF i sama zaczęła się przyglądać reklamowym spotom towarzystw. - Nie chcemy pisać scenariuszy reklam, ale stworzyć pewne standardy w tej dziedzinie - tłumaczył w "Gazecie" Adam Płociński z KNF.

To dobra wiadomość dla klientów towarzystw ubezpieczeniowych. KNF już raz, w 2007 r., podjęła batalię z nieuczciwymi reklamami - wtedy chodziło o Skorzystaj z naszej oferty!fundusze inwestycyjne. Po serii kar finansowych i upomnień fundusze przestały umieszczać w swoich spotach reklamowych dane o historycznych zyskach, które nijak miały się do teraźniejszości. W reklamach pojawiły się także zastrzeżenia, że inwestycja w funduszu obarczona jest ryzykiem oraz wcale nie ma gwarancji zarobku.

Oszukiwanym klientom na odsiecz idzie też ustawa o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym, która weszła w życie pod koniec ubiegłego roku. Dziś każdy klient, który czuje się wprowadzony w błąd przez reklamę, może iść do sądu. I to ubezpieczyciel musi udowodnić, że jego reklama nie wprowadziła w błąd.

Do ujednolicenia zasad reklamowania usług finansowych dąży też resort finansów. Ministerstwo rozważa stworzenie wspólnych standardów dla wszystkich instytucji finansowych. Poskarżyć można się też do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konkurentów. UOKiK może zablokować emisję reklamy i nałożyć karę pieniężną w wysokości do 10 proc. ubiegłorocznego przychodu, jeśli naruszono zbiorowe interesy konsumentów.

Źródło: Gazeta Pieniądze
  • 13 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • Ubezpieczycielu, nie wciskaj kitu appfunds 16.07.08, 19:06

    Dodatkowo przypomnę, żeby nikt się nie nabierał na polisy z funduszeminwestycyjnym.Oba produkty kupujcie oddzielnie.»