Pod koniec czerwca liczba kart płatniczych wydanych przez banki przekroczyła w sumie 28 mln sztuk, co oznacza, że na statystycznego Polaka przypada 0,7 karty. Standardowym nośnikiem pamięci, na którym przechowywane są informacje, jest pasek magnetyczny. Problem polega jednak na tym, że taki pasek dość łatwo skopiować.
Mikroprocesory wprowadzono właśnie po to, żeby zwiększyć bezpieczeństwo klientów. Skopiowanie chipów jest bardzo trudne.
- Poza tym do autoryzacji każdej transakcji potrzebny jest numer PIN. Nie ma więc obaw, że złodziej zapłaci naszą kartą, a pani w sklepie przyjmie płatność, nie sprawdzając nawet podpisu - tłumaczy Mateusz Ostrowski, analityk Open Finance.
Pasek i chip Na razie jednak karty wyposażone wyłącznie w chip stanowią zaledwie ułamek procentu wszystkich wydanych w Polsce kart płatniczych. Znacznie więcej jest tzw. kart hybrydowych, które mogą być obsługiwane zarówno przez terminale i bankomaty czytające mikroprocesor, jak i te obsługujące wyłącznie pasek magnetyczny. Jak wynika z danych Narodowego Banku Polskiego, na koniec czerwca tego roku w obydwa nośniki pamięci - pasek i mikroprocesor - wyposażona była co dziesiąta karta w Polsce. - To rozwiązanie pośrednie - nie daje klientom takiej pewności jak karty z chipem, ale jest bezpieczniejsze niż karty wyposażone tylko w pasek magnetyczny - wyjaśnia Mateusz Ostrowski.
Ważne jest również to, że z kartą hybrydową klient ma pewność, iż płacąc w sklepie, nie zostanie odprawiony sprzed kasy z kwitkiem tylko dlatego, że terminal nie akceptuje chipów. Dwaj operatorzy - CardPoint i eService - przeszli już na technologię EMV. Polcard jest w trakcie zmian. - Obecnie już prawie 90 proc. z 51,7 tys. naszych terminali jest zgodnych ze standardem EMV. Pozostałe 10 proc. zostanie dostosowane do końca przyszłego roku - mówi Zbigniew Wiśniewski z zarządu First Data Polska, właściciela Polcardu. Najwięcej pracy czeka Centrum Kart Pekao SA. - Infrastruktura kart płatniczych rzeczywiście wymaga inwestycji. Obecnie ok. 40 proc. terminali przyjmuje transakcje kartami z mikroprocesorem - wskazuje Krzysztof Kazimierski z BZ WBK. Jego zdaniem ciągle niewielka liczba terminali jest główną przeszkodą na drodze do zwiększenia funkcjonalności mikroprocesorów w kartach - chociażby wprowadzenia programów lojalnościowych.
- Większe perspektywy widzimy przed kartami zbliżeniowymi, które mogą zawierać np. bilety komunikacji miejskiej. Pierwsze próby przeprowadzaliśmy już w Warszawie i Poznaniu - mówi Kazimierski.
Miliony kart do wymiany Banki zobowiązały się, że do końca 2010 r. wymienią wszystkie stare plastiki na te z mikroprocesorem. Takie zmiany wymusza na nich porozumienie o utworzeniu Jednolitego Obszaru Płatności w Euro (Single Euro Payments Area - SEPA) nazywanego też finansowym Schengen. Wymaga to wprowadzenia jednolitych standardów, zgodnie z którymi działać będą wszystkie europejskie banki. W Polsce zapowiada się więc gigantyczna operacja logistyczna, bo do klientów będzie musiało trafić ponad 25 mln nowych kart!
- Ten proces będzie rozłożony w czasie, bo żaden bank nie wymieni wszystkich kart płatniczych naraz. W miejsce starych kart, których ważność dobiega końca, banki będą wydawane nowe, wyposażone w mikroprocesor - mówi Remigiusz Kaszubski, który w Związku Banków Polskich odpowiada za koordynację projektu SEPA.
Jednak największe banki jeszcze nawet nie rozpoczęły tej operacji: PKO BP, który dotychczas wydał klientom prawie 7,5 mln kart płatniczych, jest na etapie projektów pilotażowych. Jego główny rywal, Pekao SA, ma przed sobą jeszcze więcej pracy: od roku uwaga banku skupiała się przede wszystkim na fuzji z BPH - na przełomie 2007 i 2008 roku bank wymienił karty ok. 1,2 mln klientów przejętych z BPH. Wszyscy dostali "stare" karty z paskami magnetycznymi.
Dla banku bezpieczniej... Jedyną instytucją, która wydała wszystkim klientom plastiki z chipem, jest Bank Zachodni WBK.
- Decyzję o przejściu na karty z mikroprocesorem podjęliśmy w 2003 r. Chodziło przede wszystkim o ograniczenie ryzyka związanego z użytkowaniem kart - mówi Martyna Szczepaniak z BZ WBK. Wyjaśnia, że instytucje finansowe przyjęły regułę, iż odpowiedzialność za przestępstwa dokonane z użyciem kart płatniczych ponosi ta strona, która nie dostosowała się do technologii EMV. Jeśli bank wydał kartę z mikroprocesorem, która została wykorzystana do wypłaty z bankomatu niedostosowanego do wymogów EMV, to winę poniesie właściciel bankomatu (bank lub operator). Podobnie jeśli nasz bank nie udostępnił nam karty z mikroprocesorem, którą potem dokonano nielegalnej transakcji w terminalu z technologią EMV, to koszty spadną na nasz bank. - Dzięki temu, że wszystkie nasze karty i 75 proc. bankomatów spełnia wymogi technologiczne EMV, ryzyko, że zostaniemy obciążeni kosztami nieuprawnionych transakcji, jest minimalne - stwierdza Szczepaniak.
...ale drogo W Polsce głównym argumentem przeciwko wprowadzaniu chipów są koszty i... nasze nadmierne bezpieczeństwo.
- Już teraz znajdujemy się w czołówce krajów, w których liczba przestępstw z wykorzystaniem kart płatniczych, czyli tzw. fraudów, jest najniższa - mówi Remigiusz Kaszubski z ZBP. Dla przykładu, w Wielkiej Brytanii przed wprowadzeniem mikroprocesorów nielegalne transakcje kartowe kosztowały klientów i banki ponad 1 mln funtów dziennie. W Polsce fraudy stanowią ułamek procentu wszystkich płatności kartowych. Tymczasem wydanie karty z mikroprocesorem jest dla banku trzykrotnie droższe niż zwykłej karty, wyposażonej jedynie w pasek magnetyczny.
- Rzeczywiście, liczba fraudów w Polsce jest znikoma. Ponieważ jednak większość krajów Unii przeszła już na system kart chipowych, wzrosło prawdopodobieństwo przestępstw na rynkach, gdzie technologia EMV nie jest rozpowszechniona. To zmobilizowało do działania polskie banki - wyjaśnia Małgorzata O'Shaughnessy, dyrektor przedstawicielstwa Visa w Polsce.
W razie kradzieży Za transakcje dokonane skopiowaną lub skradzioną kartą do czasu jej zastrzeżenia klient ponosi odpowiedzialność do równowartości 150 euro. Powyżej tej kwoty oraz po zastrzeżeniu karty odpowiedzialność za nieuprawnione transakcje spadnie na instytucję finansową. Bank może jednak obciążyć klienta dodatkowymi kosztami, jeśli udowodni mu, że:
- przechowywał kartę płatniczą i kody dostępu na tyle niestarannie, że doszło do ich kradzieży,
- w jednym miejscu przechowywał kartę płatniczą i kody do niej,
- nie powiadomił banku o kradzieży najszybciej, jak to było możliwe,
- udostępnił kartę i kod osobie nieuprawnionej,
- nie zgłosił bankowi nieprawidłowości w otrzymanym od banku wyciągu.
PIN CZY PODPIS? Jaką kartę wybrać: autoryzowaną PIN-em, czy podpisem? Oba rodzaje zatwierdzania transakcji mają zwolenników i przeciwników.
Minusem autoryzacji z użyciem PIN-u jest ryzyko, że ktoś przypadkiem podpatrzy wklepywany do terminala kod. W przypadku kradzieży karty i wypłacenia z
Skorzystaj z naszej oferty!konta pieniędzy przez złodzieja z podaniem prawidłowego PIN-u klient nie może liczyć na zwrot pieniędzy z banku.
Problemem zatwierdzania transakcji podpisem jest to, że jeśli posiadacz zgubi swoją kartę, to złodziej nie musi znać PIN-u, by próbować zrobić kartą zakupy w sklepie. Oczywiście klient banku zawsze może zażądać analizy grafologicznej i udowodnić, że to nie on zrobił zakupy, ale procedura reklamacji czasem trwa nawet pół roku.