Główny Urząd Statystyczny podał wstępne wyniki handlu zagranicznego po ośmiu miesiącach. Deficyt handlowy Polski wyniósł 6,9 mld euro i był o 800 mln euro większy niż w tym samym okresie rok wcześniej.
Ekonomiści jednak uspokajają. - Nie musimy się obawiać deficytu. Wynika on z większego importu, na którego wzrost wpływa z kolei wzmożony popyt krajowy - mówi Piort Kalisz, ekonomista Citibanku Handlowego. Import rośnie, bo firmy coraz więcej inwestują, a my coraz chętniej wydajemy pieniądze na konsumpcję - w tym konsumpcję towarów sprowadzonych z innych krajów. Według Kalisza zwiększony import jest naturalną konsekwencją szybkiego wzrostu gospodarczego i byłoby dziwne, gdyby rósł cały czas dużo wolniej niż eksport. Do końca sierpnia firmy wyeksportowały z Polski towary i usługi za 55,1 mld euro, czyli o 22,9 proc. więcej niż w pierwszych ośmiu miesiącach 2005 roku. W tym samym czasie nasz import wyniósł prawie 62 mld euro, a jego wartość wzrosła w porównaniu z okresem styczeń - sierpień 2005 o 21,6 proc.
W imporcie coraz większe znaczenie zyskują Rosja i Chiny. Przez to powiększa się nasz i tak już duży deficyt w handlu z tymi krajami. Porównując osiem miesięcy tego i ubiegłego roku, import do Rosji liczony w euro wzrósł aż o 50,5 proc. Nieco mniejszy wzrost zanotował import z Chin - o 35,6 proc. Prawdziwy renesans przeżywa polski eksport do naszych najbliższych sąsiadów - na Ukrainę - wzrósł aż o 62,8 proc. w porównaniu z okresem styczeń -sierpień 2005, zaś do Czech o 53,3 proc.
W sierpniu deficyt handlowy w USA osiągnął rekordowe 69,9 mld dol., czyli o 1,9 mld dol. więcej niż w lipcu. To m.in. skutek wzrastającego importu ropy naftowej oraz rosnącego deficytu w handlu z z Chinami. To niemiła niespodzianka dla rynku - ekonomiści spodziewali się spadku deficytu do poziomu 66,7 mld dol.