Tak. Ukazywanie nagości narusza godność człowieka.
Witold Warzeszka,przewodniczący Katolickiego Związku Akademickiego "Communio"
Reklama się zmienia. Im bardziej oryginalna, tym większą zwróci uwagę, a co za tym idzie reklamowany produkt zostanie zapamiętany. A że coraz trudniej konsumenta czymś zaskoczyć, zwrócić jego uwagę, reklamodawcy sięgają po coraz odważniejsze środki, nie cofając się przed niczym. Często zastanawiam się, jak daleko producenci reklam jeszcze się posuną. W końcu to, co budziło nasze oburzenie jeszcze kilkanaście lat temu, dziś często jest na porządku dziennym. Pytanie brzmi, gdzie leży granica? Jednym z najczęstszych - bo najłatwiejszych - chwytów stosowanych w reklamach jest pobudzenie sfery seksualnej odbiorcy. Najprostszym sposobem osiągnięcia tego celu jest ukazanie nagości. Nawet jeżeli nie jest całkowita, przyciąga uwagę. Ale często budzi też sprzeciw, bo nagość jest pewnym tabu. I tak powinno pozostać.Wszystko zależy od odbiorcy i jego moralności. Człowiek o prawidłowo rozwiniętej osobowości odbiera wkraczającą w jego intymność reklamę jako naruszenie nie tylko dobrego smaku, ale i prywatności. Sfera intymna człowieka to strefa bardzo prywatna i nikt nie ma prawa wdzierać się do niej bez pozwolenia. Ogólnodostępna nagość narusza godność człowieka, prowokuje do tego, co nienaturalne. Oczywiście, łatwo wytłumaczyć się, że nagość w reklamie nie jest szkodliwa, bo reklamy emitowane w telewizji w godzinach wieczornych nie docierają do dzieci itd. Nieprawda. Telewizja jest na tyle dostępna, że nie ma znaczenia, jakie ograniczenia pory emisji się wprowadzi. A co z reklamami w gazetach, pismach? Co z billboardami? Są dostępne dla każdego i o każdej porze. Umysł młodego człowieka jest bardzo chłonny i pozostaje pod wielkim wpływem otoczenia. Łatwo spowodować skrzywienie jego psychiki. Ale nie chodzi tylko o dzieci i młodzież, choć nagość wywiera najbardziej negatywny wpływ na osoby, których psychika dopiero się kształtuje. Nawet dorosły, podlegający nieustannemu bombardowaniu nagością, jest powoli wyniszczany. Wypaczane jest naturalne poczucie godności i przyzwoitości. Do pewnych rzeczy człowiek musi dojrzeć - a kiedy już dojrzeje, powinny one pozostać w jego prywatnej sferze. Niektóre rzeczy w życiu człowieka, takie jak nagość właśnie, po prostu nie są przeznaczone do "użytku publicznego". Jeszcze jedno: jeżeli teraz z taką lekkością potraktujemy nagość, na co pozwolimy sobie później?
Nie. W reklamie nie jest najgorsze ukazywanie nagości, lecz fałszowanie rzeczywistości.
Joanna Wojtkun, socjolog
W samej nagości nie ma niczego złego, nie jest ona niczym nagannym. Ludzkie ciało jest piękne i ukazywanie jego piękna nie jest złe. Tym bardziej, że w reklamach nie jest pokazywane całe ciało. Kiedy reklamowany jest np. płyn pod prysznic, ukazywana jest piękna kobieta, owinięta w ręcznik - widać tylko fragment jej ramienia czy nogi. Prezentowanie ciała w reklamie nie ma nic wspólnego z pornografią, stanowi natomiast kuszący wabik, coś, co ma nas przekonać do kupienia danego produktu. Poza tym, "półnagich" reklam jest niewiele, przeważają te dotyczące proszków do prania czy środków czyszczących.
Reklamy odsłaniające ciało mogłyby być szkodliwe, gdyby kierowane były np. do dzieci. Ale one kierowane są do konkretnych odbiorców: drukowane w odpowiednich magazynach czy emitowane w telewizji w odpowiednich porach. Specjalne firmy badają, kto i kiedy zasiada przed ekranem - i do rodzaju odbiorcy dobierana jest reklama - bo wtedy ma szansę okazać się skuteczna. A przecież nikt nie reklamuje zabawek za pomocą nagości.
Zła jest nie nagość, lecz fałszowanie rzeczywistości. Pierwszym kłamstwem, zdecydowanie szkodliwym, jest wizerunek tego, co piękne. Reklamy lansują model kobiety chorobliwie szczupłej. Powielany jako wzorzec piękna sprawia, że wiele młodych kobiet głodzi się, by osiągnąć tę "najpiękniejszą" figurę. Drugie szkodliwe kłamstwo to kreowanie nieprawdziwej rzeczywistości, obietnice niemożliwe do spełnienia. Kiedy w reklamie matkę trójki dzieci gra niespełna 17-letnia dziewczyna, prawdziwa matka trójki dzieci, ze swą niedoskonałą figurą i twarzą 30-latki może czuć się nie najlepiej, może mieć kompleksy - a jej mąż może mieć pretensję, że nie wgląda tak, jak "powinna" - skoro widział to w reklamie. I źle ocenia żonę. Podobnie, kiedy krem przeciwzmarszczkowy reklamuje dwudziestokilkulatka, która ma naturalnie gładką twarz, czy preparat przeciw cellulitowi poleca szczupła, zgrabna dziewczyna bez grama cellulitu - to obietnica, której żaden kosmetyk nie spełni. A człowiek, który próbuje stosować już n-ty kosmetyk i wciąż nie osiąga ideału piękna, może potraktować tę "porażkę" osobiście: poczuć się gorszy, "nieudany" - zamiast pomyśleć, że dał się nabrać reklamie.
Źródło: Poradnik Domowy