http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ewa Balcerowicz poruszona pytaniami

pi, PAP
2006-09-12, ostatnia aktualizacja 2006-09-12 00:00

We wtorek komisja śledcza ds. banków przesłuchała prezes Fundacji CASE Ewę Balcerowicz. Po przesłuchaniu powiedziała dziennikarzom, że jest poruszona jakością niektórych pytań, ich niskim poziomem i stopniem agresywności

Ewa Balcerowicz prezentuje źródła finansowania CASE przed bankową komisją śledczą
Fot. S3awomir Kaminski / AG
Ewa Balcerowicz prezentuje źródła finansowania CASE przed bankową komisją...
SONDAŻ
Czy powinno się przesłuchiwać świadków przed orzeczeniem TK, czy komisja bankowa działa zgodnie z prawem?

Nie
Tak

Oświadczenie Ewy Balcerowicz wygłoszone przed komisją jako "swobodna wypowiedź"

Część członków komisji zarzuca Leszkowi Balcerowiczowi, prezesowi NPB i szefowi Komisji Nadzoru Bankowego, konflikt interesów. Posłowie twierdzą, że Balcerowicz jako szef Komisji Nadzoru Bankowego podejmował decyzje w sprawie banków, które płaciły na fundację CASE. Ewa Balcerowicz jest zdania, że jedynym powodem, dla którego została wezwana przed bankową komisję śledczą jest fakt, że jest żoną prezesa NPB.

Ewa Balcerowicz powiedziała, że nie ma sobie nic do zarzucenia, jeśli chodzi o dotacje, jakie NPB przekazywał fundacji CASE. Dodała, że jej fundacja startowała w konkursach ogłaszanych przez NBP i dostawała pieniądze za realizację konkretnych projektów. Uważa, że fundacja działa transparentnie i lista darczyńców jest dostępna publicznie.

Pytana, czy po swoich doświadczeniach będzie namawiać męża, by nie przychodził zeznawać przed komisją, Ewa Balcerowicz odparła, że jej mąż jest osobą samodzielną, która trzyma się litery prawa i nigdy nie postępuje pochopnie.

Leszek Balcerowicz zapowiedział już, że nie stawi się na zaplanowane na piątek przesłuchanie.

"CASE to nie jest fundacja Balcerowiczów"

"Proszę o nieużywanie terminu 'fundacja Balcerowiczów'" - mówiła w czasie przesłuchania E. Balcerowicz. Podkreśliła, że fundacja nie jest własnością ani jej, ani jej męża.

Wcześniej wyjaśniała, że w razie likwidacji fundacji, jej majątek, zgodnie ze statutem, zostałby przekazany organizacjom charytatywnym.

Zawisza mówił, że prezes NBP Leszek Balcerowicz wcześniej publicznie polemizował z używaniem nazwy "fundacja Balcerowiczów", tymczasem - jak mówił Zawisza - w dokumentacji otrzymanej przez komisję "Balcerowicz jest na pierwszym miejscu rady fundacji jako przewodniczący, na pierwszym miejscu listy naukowej fundacji bez wymieniania tej funkcji poza kolejnością alfabetyczną, ponownie już jako przewodniczący rady fundacji. To nazwisko pojawia się nieustannie i chodzi o określenie siły związków pana Leszka Balcerowicza z tą fundacją".

Poranną część posiedzenia bankowej komisji śledczej zdominowały spory proceduralne.

"Zarzut o konflikcie interesów bezpodstawny"

"Formułowane przez niektórych członków komisji śledczej oskarżenia o przyjęcie korzyści majątkowej uważam za oburzające (...) i bezpodstawne" - powiedziała E. Balcerowicz.

Wyjaśniła, że instytut CASE stosuje zasadę pełnej przejrzystości w odniesieniu do źródeł finansowania charakteru, treści i rezultatu realizowanych projektów.

"Jeżeli chodzi o finansowanie banków, to zdecydowana większość środków otrzymywanych w latach 2001-2006 była oparta na umowach podpisanych w latach 1998-1999, a zatem na długo przed tym, nim mój mąż objął stanowisko prezesa NBP" - wyjaśniła.

Dodała, że działalność CASE na charakter niekomercyjny, tzn., że środki są przeznaczone na działalność statutową, projekty badawcze, a 70 proc. funduszy fundacji stanowiły środki zagraniczne.

Komentując oświadczenie Ewy Balcerowicz, przewodniczący komisji Artur Zawisza (PiS) powiedział, że opis działalności CASE nie był związany ze sprawą, a prezes Fundacji została wezwana nie ze względu na CASE, ale na możliwy konflikt interesów w działalności prezesa NBP.

"NBP dotował projekty CASE"

W 2002 i 2003 r. Narodowy Bank Polski dotował kilka projektów badawczych, prowadzonych przez Fundację CASE - potwierdziła prezes fundacji podczas wtorkowego posiedzenia komisji śledczej ds. banków, odpowiadając na pytania Jacka Kościelniaka (PiS).

Balcerowicz dodała, że były to kwoty poniżej 20 tys. zł, które stanowiły poniżej 1 proc. przychodów fundacji.

Prezes fundacji CASE zaprzeczyła, jakoby odmówiła dostarczenia komisji zestawienia wpłat od wszystkich donatorów, od początku istnienia fundacji, czyli od 1991 r. Zarzucił jej to Kościelniak. Balcerowicz zaznaczyła, że istnieje ustawowy obowiązek przechowywania dokumentów księgowych jedynie przez 5 lat.

"Nie mogłam spełnić państwa żądania i dostarczyć zestawienia wpłat od wszystkich instytucji, od początku istnienia fundacji, bo nie miałam w ręku, w archiwum dokumentu, na podstawie którego mogłabym spisać datę wpływu i instytucję przelewającą" - wyjaśniła Balcerowicz. Zaznaczyła, że zgodnie z prawem przechowywane są wszystkie raporty roczne fundacji.

"Prezesi banków nie są w wąskim gronie moich przyjaciół"

Nikt z prezesów banków nie należy do wąskiego grona przyjaciół moich i mojego męża - powiedziała Ewa Balcerowicz, odpowiadając na pytania Szymona Pawłowskiego (LPR).

Pawłowski chciał wiedzieć m.in., czy w czasie, gdy powstawała fundacja CASE, Ewa Balcerowicz i jej mąż Leszek Balcerowicz spotykali się z prezesami banków na "luźniejszym gruncie, gruncie towarzyskim" i rozmawiali o prywatyzacji banków.

Poseł LPR pytał również, czy Ewa Balcerowicz pobierała w CASE wynagrodzenie za udział w projektach badawczych. Prezes fundacji CASE wyjaśniła, że początkowo pracowała w fundacji społecznie, a od 1996 r. dostała mały dodatek za pracę na jej rzecz.

Ewa Balcerowicz przypomniała, że członkiem zarządu fundacji jest od 2001 r. Jak dodała, ostatnio mniej pracuje przy projektach badawczych. Nie potrafiła powiedzieć, ile w sumie dokładnie zarobiła przy projektach badawczych, ale - jak zaznaczyła - sumy te nie przekraczały jej wynagrodzenia, które otrzymywała jako prezes fundacji.

" Nie mogę się wypowiadać o decyzjach KNB"

Niektóre banki wpłacały pieniądze na działalność Fundacji CASE - potwierdziła Ewa Balcerowicz. Nie chciała jednak odnosić się do decyzji Komisji Nadzoru Bankowego w sprawie tych banków.

Adam Hofman (PiS) pytał o wpłaty banków, wobec których - w podobnym czasie - KNB podejmowała decyzje. "Pan stawia tezę, oceniając wpływy z banków na rzecz projektów realizowanych przez CASE" - podkreśliła Balcerowicz. "Nie będę odnosić się do tej tezy. Nie mogę się wypowiadać o wiedzy KNB, nie pracuję w nadzorze bankowym" - dodała.

Podkreśliła, że - jak informowała wielokrotnie - banki wpłacały dotacje na rzecz CASE i te dane od lat znajdują się na stronie internetowej fundacji.

W 2005 r. kilka banków wpłaciło na rzecz CASE 0,58 mln zł, czyli nieco ponad 8 proc. z ogólnej kwoty otrzymanych dotacji (ponad 4,8 mln zł). Zdaniem Hofmana, to bardzo istotna kwota. Chciał uzyskać odpowiedź, czy nie jest "naganne moralnie", że banki, którymi zajmowała się Komisja Nadzoru Bankowego (której szefuje prezes NBP Leszek Balcerowicz), wpłacały środki na rzecz fundacji, której prezesem jest żona przewodniczącego nadzoru bankowego. Ewa Balcerowicz nie odniosła się do tej oceny.

Hofman pytał też, czy Ewa Balcerowicz "bywała na bankietach w miejscach, gdzie pojawiali się prezesi banków" wówczas, gdy na początku lat 90. jej mąż był wicepremierem i ministrem finansów. Wyjaśniła, że ze względu na obowiązki Leszka Balcerowicza, rzadko miał on czas bywać na przyjęciach. Ona zaś niekiedy towarzyszyła mężowi podczas kolacji wydawanych na cześć zagranicznych gości, jeśli przyjeżdżali do Polski z małżonkami. "Może dwa razy" - zaznaczyła.

PO: Wykluczyć posłów PiS - Zawiszę i Hoffmana

Po rozpoczęciu przesłuchania posłowie Platformy Obywatelskiej chcieli wyłączyć z niego posłów PiS Artura Zawiszę i Adama Hoffmana. Autor wniosku Aleksander Grad z PO zarzucił im stronniczość, ale wniosek został odrzucony. Posłowie PiS-u wskazali, że wnioskodawcami były osoby, które od początku były przeciwne powołaniu komisji śledczej i to one tak naprawdę powinny być wyłączone z prac tego gremium. Poseł Grad zapowiedział, że nie będzie zadawać pytań, ponieważ uważa, że należy poczekać na orzeczenie Trybunały Konstytucyjnego.

Odrzucony wniosek o odłożenie przesłuchań do czasu orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego

Sejmowa komisja śledcza odrzuciła wniosek odłożenie przesłuchań świadków do czasu orzeczenia przez Trybunał Konstytucyjny, czy komisja działa zgodnie z prawem. Autorem wniosku był poseł Marek Sawicki z PSL, poparli go Tomasz Szypiński i Aleksander Grad, obaj z Platformy Obywatelskiej, którzy wskazywali, że chodzi tylko o 9 dni zwłoki w pracach komisji.

Komisja przyjęła też wniosek posła Szymona Pawłowskiego z LPR o wprowadzenie do porządku dziennego dyskusji na temat ponownego wezwanie Leszka Balcerowicza do stawienia się na przesłuchanie. Dezyderat został przyjęty większością głosów i będzie omawiany później.

  • 346 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Szukaj pracy

praca