Adam Bodziak
Feministki od lat postulują odejście od tradycyjnych ról mężczyzn i kobiet. Zwłaszcza w to im graj, gdy to facet musi wykonywać babską pracę: prać, sprzątać i myć naczynia. Ale czy są konsekwentne? Czy na pewno chciałyby, aby kobiety musiały wbijać gwoździe i operować koparką? Reklama jest odbiciem rzeczywistości, w tym sensie nikogo nie krzywdzi. Bo czy kobiety naprawiają meble? Chyba wówczas, gdy jest to wieszak, który się wykrzywił, więc sukienka się pomarszczy. Słyszę, że facet, który pierze i zamiata, jest atrakcyjny. Chyba wówczas, gdy przy tym wbija gwoździe, przenosi meble, naprawia samochód i zarabia na utrzymanie rodziny. A do tego ma niebanalne hobby. Najlepiej więc, gdyby przy swych męskich rolach na garb wzięli jeszcze te kobiece. W jednym samcu - wash talerze and go to garaż reperować silnik. A wieczorem bądź wyrozumiały, bo ją boli głowa. Oczekujecie, by mężczyzna łączył w sobie estrogen i testosteron w równych dawkach - takiego mutanta nawet wśród X-menów nie uświadczysz. Reklama z facetem piorąco-zmywająco-zamiatającym oraz kobietą pijącą piwo w trakcie meczu, owszem, może chwycić. Ale tylko jako komiczny teaser. Nawet jeśli kobiety czują się dyskryminowane, to komercyjne spoty nie są od krzewienia feminizmu. To rola kampanii społecznych. Niech płcie mają równe szanse, niech próbują się w rolach, jak twierdzicie, niszczących stereotypy. A jakże. Ale sądzę, że skończy się tak, jak z promocją sportu wśród kobiet. Dało to pewne rezultaty, powstał nawet sportowy portal dla pań. Tylko że nazywa się ciacha.net. Mowa w nim o pośladkach Ronaldo, nieślubnym dziecku Maradony, pięknym podbrzuszu Torresa oraz ślubach, rozwodach i parach pluskających na basenie. Wszystko spowite w lila róż.
Magda Rydzik
Gdyby kreatywni dali się wreszcie przekonać feministkom, że nastał czas na męskie pranie, to może wszyscy by na tym skorzystali. Panie poczułyby się dowartościowane, panowie-sprzątacze nie myśleliby, że coś z nimi nie tak, a twórcy reklam zwróciliby uwagę konsumentów widokiem "zapranego" faceta. Można zaryzykować taki reklamowy wybryk natury bez obaw, że kobiety pomyślą, iż promowany produkt to proszek wyłącznie dla mężczyzn i w związku z tym go nie kupią. Tylko pewnie lepiej panom-twórcom zasłaniać się opinią, że kobiety mają gen sprzątania, prania i gotowania, bo to przecież "biologia", DNA, a przyuczanie do zajęć domowych spowoduje psychiczną kastrację samca alfa. A tego przecież byśmy nie chcieli, bo kto później przybije te gwoździe? No, i koledzy w pracy też zrugają za rozpracowanie programatora. Ale może przemówi argument, że bombardowanie spotami z kurami domowymi jest już po prostu nudne. Albo że pranie może być dla szczerbatego szowinisty, jak ambitne zadanie dla skauta. Bierze mapę i lokalizuje pralkę w domu. Na azymucie urządzenie automatyczne z tablicą, z przyciskami i gałką. Zadanie: wrzucić brudną bieliznę w ciemny otwór bębna pralki, zamknąć maszynę, wrzucić proszek i płyn zmiękczający, ustawić programator, uruchomić urządzenie.
Skaut siada przy pralce i wzdycha: - Cekam i słysę długie, monotonne, jednostajne, bardzo psyjemne mrucenie
Źródło: Marketing&More