Według alarmujących doniesień światowych mediów gwałtownie rosnące ceny żywności zwiastują nadejście globalnej klęski głodu. "Istnieje groźba, że świat stanie w obliczu największego kryzysu XXI wieku" twierdzi brytyjski dziennik "The Independent". Na alarm bije Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO), przedstawiając w opublikowanym niedawno raporcie konsekwencje wzrostu cen zbóż. Według szefa FAO Jacques'a Dioufa istnieje groźba głodu i rozruchów głodowych w wielu najbiedniejszych krajach świata.
Nie kwestionuję skali zagrożenia. Nie sądzę jednak, by zjawisko rosnących cen żywności było trwałe, by światu groził głód. Absurdalne wydają mi się diagnozy "naukowców" - raczej ekologów niż ekonomistów - utrzymujące, iż sytuacja jest tak dramatyczna, że jak najszybciej musi wkroczyć państwo, gdyż sam rynek nie poradzi sobie ze światowym głodem.
Histeria wynikająca z rosnących cen żywności nie jest niczym nowym. Przez dużą część XX wieku "naukowcy" przestrzegali przed przeludnieniem planety, wyczerpaniem rezerw, zalecali zerowy wzrost produkcji i dobrowolne wyrzeczenie się konsumpcyjnego stylu życia. W poprzedniej dekadzie - jednej z lepszych w światowej gospodarce - katastroficzne prognozy przestały być modne. Dziś znów ideolodzy "zerowego wzrostu" mają swoje pięć minut. Ekologowie utrzymują, że "klęska głodu" to efekt globalnego ocieplenia powodującego spadek produkcji rolnej.
Jedni i drudzy nie patrzą na liczby. Od roku 1950 do 2006 światowa produkcja zbóż wzrosła z 631 mln ton do 1984 mln ton, czyli ponad 3-krotnie. W tym czasie liczba ludności świata wzrosła z 2,5 mld do 6,5 mld czyli 2,6-krotnie. Produkcja zboża wyprzedza przyrost naturalny! W XX wieku zaprzeczone zostało słynne prawo Thomasa Malthusa sprzed 200 lat, jakoby ludzkość była w sposób "naturalny" skazana na chroniczny głód, gdyż populacja rośnie w tempie geometrycznym, a produkcja żywności w tempie arytmetycznym. Okazało się, że tempo wzrostu światowej populacji nie jest stałe, a w dłuższym okresie obniża się. W latach 1950-2000 średnioroczny przyrost naturalny świata wynosił 17,8 promila, w latach 2000-05 już tylko 12,4 promila, a według prognoz ONZ (doświadczenie pokazuje, że zwykle zawyżanych) w latach 2000-50 populacja będzie rosła w średniorocznym tempie 8,15 promila.
Gospodarczy rozwój ostatniego półwiecza nie potwierdził też pesymistycznych prognoz Malthusa dotyczących potencjału rolnego. Wprowadzenie nowych metod uprawy, nowych gatunków roślin, nawozów, środków ochrony itd. spowodowało bardzo szybki wzrost produkcji zbóż, a tym samym wzrost produkcji rolnej. Nie ma żadnego powodu, by tempo wzrostu produkcji zbóż spadło w kolejnych dekadach. Istnieją bowiem spore rezerwy. W wielu krajach - np. w Unii Europejskiej - od lat państwo stara się skłaniać do ograniczania, a nie wzrostu, produkcji rolnej. Kraje, które wyszły z komunizmu, mają produkcję rolną zdecydowanie niższą niż ich potencjał.
Produkcja pszenicy na Ukrainie jest przeszło połowę niższa niż we Francji, choć kraje te mają zbliżoną powierzchnię, a warunki klimatyczne i glebowe Ukrainy są dobre. Produkcja zbóż w Rosji to zaledwie 1/4 produkcji Unii Europejskiej. Duży potencjał wzrostu produkcji rolnej mają kraje zaliczane niegdyś do trzeciego świata, choć w ostatnich dekadach w Chinach, Indiach, Brazylii produkcja zbóż rosła bardzo szybko.
Dlaczego ceny zbóż rosną tak szybko? W roku 2000 ceny za buszel (ok. 9 galonów - jeden galon 4,4 litra) pszenicy na Chicago Board of Trade wynosiły około 250 centów, w roku 2007 doszły do 500, a dziś wynoszą ponad 800. Zaczęło się od niskich plonów w roku 2006 - po dwóch udanych latach - i wzrostu konsumpcji.
W latach 1980-2006 było 15 lat, w których konsumpcja przekraczała produkcję zbóż, i 11, w których produkcja była większa. W roku 2006 konsumpcja była wyższa od produkcji o ponad 60 mln ton, co nie było niczym niezwykłym - w roku 2002 ten niedobór wynosił aż 88 mln ton. Nadwyżki produkcji powodują, że rosną zapasy zboża, nadwyżki konsumpcji, że zapasy spadają. W roku 2006 zapasy wyniosły 319 mln ton i były najniższe od roku 1980. W latach 90. wynosiły średnio 508 mln ton. Spadły więc do poziomu relatywnie niskiego, choć nie ma powodu, by określać go mianem katastrofalnego. W roku 2007 zbiory zbóż były nieco wyższe niż przed rokiem i niemal zbilansowały się z konsumpcją. Światowe zapasy obniżyły się nieznacznie - do około 310 mln ton.
W dłuższym, a nawet w średnim (pięcioletnim) okresie produkcja zbóż rośnie, choć zdarzają się, co zrozumiałe, lata gorszego urodzaju, gdy produkcja spada. Ale nawet w nie najlepszym 2006 roku była o 216 mln ton wyższa (12,2 proc.) niż w urodzajnym roku 1990. Ekologowie, którzy uważają, że na skutek zmian klimatycznych spadają plony powinni te dane uważnie przestudiować.
Konsumpcja zbóż rośnie niemal monotonicznie i roczne spadki zdarzają się tylko wyjątkowo - w ostatnim półwieczu bodajże 3-krotnie. Wielu komentatorów uważa, że wzrost cen zbóż wynika z bardzo szybkiego wzrostu popytu, który jest następstwem dwu czynników: zużycia coraz większej ilości zbóż na biopaliwa oraz wzrostu popytu na żywność w Chinach. Niewątpliwie, oba te czynniki występują w rzeczywistości. W Stanach Zjednoczonych w roku 2006 na biopaliwa przeznaczono 20 proc. zebranej kukurydzy (55 ton). Tyle samo USA wyeksportowały. Nie jest to jednak wielkość zakłócająca światowy bilans zbóż. Światowa konsumpcja rośnie w tempie 1 - 2 proc. rocznie i statystyki nie pokazują jej przyspieszenia w ostatnich latach.
W tym roku według prognoz plony będą lepsze niż przed rokiem, przy czym prognozy kwietniowe były bardziej optymistyczne niż marcowe. Na rok przyszły przewidywane są plony rekordowe, gdyż wysokie ceny zbóż skłaniają do obsiewania większego areału i zintensyfikowania produkcji. Do końca dekady światowe zapasy zbóż wzrosną do poziomu 500 mln ton, a ceny spadną. Tak działają siły rynku, na które produkcja rolna odpowiada bardzo elastycznie. Oby tylko nikt nie wpadł na pomysł, by dla ratowania świata przed rzekomym głodem, ograniczyć wpływ rynku na produkcję rolną.
Źródło: Gazeta Wyborcza