http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gospodarka >  Opinie i analizy

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj RSS Gospodarka - Gazeta.pl

SKOK-i, czyli rodzinny interes

Maciej Samcik
2005-10-18, ostatnia aktualizacja 2005-10-17 00:00

Znów wątpliwości wokół SKOK-ów, popularnych spółdzielni pożyczkowych. ?Gazeta? przyjrzała się powiązaniom między najważniejszymi instytucjami w grupie SKOK. Co się okazało? Pieniądze szerokim strumieniem płyną z Kasy Krajowej zarządzanej przez Grzegorza Biereckiego do Fundacji PZK, której prezesem jest... Grzegorz Bierecki, a zastępcą jego brat. Z fundacji Biereccy są praktycznie nieodwoływalni

ZOBACZ TAKŻE
SKOK-i, popularne kasy pożyczkowe, to największa pozabankowa instytucja finansowa. Choć wzorują się na przedwojennych kasach Stefczyka, nie ograniczają się do oferowania tanich kredytów i propagowania lokalnej samopomocy.

Obok lokat i kredytów SKOK-i oferują konta osobiste, indywidualne konta emerytalne, ubezpieczenia, fundusze inwestycyjne, karty płatnicze, a ostatnio też wyjazdy turystyczne (przez spółkę SKOK Family Tours). Czerpią dochody z prowizji, a jednocześnie, ze względu na samopomocową misję, cieszą się przywilejami, np. nie płacą podatku dochodowego od zysków z działalności statutowej.

Spółdzielniami, które mają więcej placówek niż bank PKO BP (ponad 1,5 tys.) i obsługują półtora miliona klientów, rządzi od początku Grzegorz Bierecki - były działacz "Solidarności" na Pomorzu, były bliski współpracownik braci Kaczyńskich. Jego rządy wzbudzają coraz więcej kontrowersji. Byli członkowie zarządów lokalnych SKOK-ów skupili się w Stowarzyszeniu Odbudowy Spółdzielczości, które zarzuca Biereckiemu odejście od samopomocowych ideałów oraz niejasne przepływy finansowe. Złożyła też do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przez Biereckiego i jego współpracowników przestępstwa "nadużycia zaufania".

W odpowiedzi Kasa Krajowa zarzuca opozycjonistom rozpowszechnianie nieprawdziwych zarzutów, zaś "Gazecie" i "Polityce" wytoczyła procesy, żądając zakazu publikacji kolejnych artykułów, opublikowania wielostronicowych sprostowań i przeprosin, a od "Polityki" także 5 mln zł odszkodowania. Praktyki Kasy Krajowej skrytykowała Izba Wydawców Prasy, Fundacja Helsińska i skupiająca wydawców prasy na całym świecie organizacja IPI.

"Gazeta" przyjrzała się związkom między dwiema najważniejszymi organizacjami w tej - najpotężniejszej w Polsce - sieci spółdzielni. Chodzi o Kasę Krajową oraz Fundację na rzecz Polskich Związków Kredytowych. Nasze badania potwierdziły niektóre wątpliwości wysuwane przez opozycjonistów.

SKOK do fundacji

Kasa Krajowa to spółka-matka systemu SKOK. Należą do niej wszystkie działające w Polsce SKOK-i. Fundacja na rzecz Polskich Związków Kredytowych zajmuje się zaś edukacją i krzewieniem wiedzy ekonomicznej. Jej właścicielem jest amerykańska Światowa Rada Związków Kredytowych (WOCCU). Skupia ona spółdzielcze organizacje finansowe w kilkudziesięciu krajach. To m.in. z jej pieniędzy sfinansowany został pierwszy etap rozwoju SKOK-ów w Polsce.

Kasę Krajową i fundację łączy personalna pępowina. Prezesem fundacji, której kapitał własny na koniec ubiegłego roku wynosił aż 16,6 mln zł, jest Grzegorz Bierecki. Ten sam, który jednocześnie szefuje Kasie Krajowej nadzorującej działalność SKOK-ów.

Fundacja robi z Kasą Krajową korzystne dla siebie interesy. M.in. zarabia na szkoleniach organizowanych dla członków władz SKOK-ów. Rocznie ze szkoleń korzysta przynajmniej kilka tysięcy osób (część z nich jest obowiązkowa). W jednym tylko kwartale naliczyliśmy prawie 30 różnych szkoleń, seminariów i sesji egzaminacyjnych.

Koszt przeciętnego szkolenia to ok. 1000 zł plus kilkaset złotych kosztów zakwaterowania (w obiektach należących pośrednio do Kasy Krajowej). Większość pieniędzy za szkolenia inkasuje ich bezpośredni organizator - sopocka Wyższa Szkoła Finansów i Administracji, której fundacja jest udziałowcem. Opłata 150 zł za każdy egzamin trafia już bezpośrednio do fundacji.

Konflikt? Jaki konflikt?

Szkolenia to niejedyny przykład powiązań finansowych między Kasą Krajową a fundacją. Ta ostatnia jest właścicielem biurowca, który wynajmuje Kasie Krajowej i innym spółkom systemu SKOK.

Zapytaliśmy prezesa Biereckiego o warunki umowy i o to, czy Kasa Krajowa przeprowadziła przetarg w sprawie najmu nieruchomości. Otrzymaliśmy odpowiedź, z której wynika, że Kasa nie ma obowiązku organizowania przetargów, a fundacja wynajmuje lokale podmiotom systemu SKOK "na warunkach rynkowych".

Czy zarządzanie fundacją i Kasą Krajową można połączyć? Grzegorz Bierecki jako prezes fundacji winien przysparzać jej zysków. Jako prezes Kasy Krajowej powinien dbać o możliwie jak najniższe obciążenia SKOK-ów, by mogły one udzielać jak najkorzystniejszych pożyczek swoim członkom.

Bierecki oddala jednak zarzut o konflikt interesów. "Pobieranie przez Fundację na Rzecz PZK opłat za szkolenia członków SKOK-ów nie jest niczym nagannym ani sprzecznym z prawem" - czytamy w oświadczeniu Kasy Krajowej przesłanym "Gazecie".

Opozycjoniści skupieni w Stowarzyszeniu Odbudowy Spółdzielczości nie mają wątpliwości, że można mówić o "nadużyciu zaufania" przez prezesa. Przypominają też inne interesy władz Kasy Krajowej opisywane w doniesieniu do prokuratora, które złożyli przeciwko Biereckiemu. M.in. to, że członkowie władz Kasy Krajowej tworzą spółki, które najpierw kupują wybrane nieruchomości, a potem wynajmują w nich pomieszczenia lokalnym SKOK-om.

Pieniądze na zakup nieruchomości pochodzą z kredytów, które szefowie Kasy Krajowej zaciągają w samych SKOK-ach. Prezes Bierecki zapewnia, że spółki nieruchomościowe to jedynie sposób na omijanie niekorzystnych dla SKOK-ów przepisów (spółdzielnie nie mogą inwestować w nieograniczony sposób w nieruchomości).

W fundacji jak w rodzinie

Fundacja, która jest zasilana m.in. pieniędzmi od członków SKOK-ów, jest kontrolowana przez rodzinę Biereckich. Obok Grzegorza w trzyosobowym zarządzie zasiada jego brat Jarosław oraz Adam Jedliński z władz Kasy Krajowej. Ze statutu fundacji wynika, że w jej zarządzie może zasiadać nawet do pięciu członków. Ale jest tylko trzech, co pozwala Biereckim cieszyć się pełnią władzy.

Rzecznik Kasy Krajowej odrzuca oskarżenie o nepotyzm. Przypomina, że bracia "są w fundacji od samego początku, od momentu, gdy nie wiązało się to ze szczególną godnością i prestiżem". Jakie kwalifikacje ma brat Grzegorza Biereckiego, by współzarządzać wielomilionowym majątkiem? Rzecznik twierdzi, że "odpowiednie", o czym świadczą wyniki finansowe fundacji (ubiegłoroczny zysk wyniósł ponad 1,7 mln zł). Ile zarabiają obaj bracia w fundacji? Rzecznik odmawia odpowiedzi.

Zarząd fundacji jest praktycznie nieodwoływalny. Nie ma określonej kadencji. Członek władz traci mandat w przypadku śmierci, zrzeczenia się funkcji lub odwołania przez fundatora. Można go pozbawić funkcji tylko wtedy, jeśli sąd uzna go winnym umyślnego przestępstwa, umyślnego działania na szkodę fundacji lub odbierze mu zdolność do czynności prawnych.

Grzegorz Bierecki mimo wszystko twierdzi, że zarządzanie środkami fundacji nikomu nie jest "przypisane dożywotnio", a rozwiązania przyjęte w statucie są zgodne z prawem. Nie były też kwestionowane przez Ministerstwo Finansów, które nadzoruje fundację.

Jej sprawozdania badają audytorzy. "Gazeta" ustaliła, że w ostatnich latach uczyniło to czworo biegłych rewidentów. Z tym, że dwoje z nich - Tomasz i Danuta Chojnowscy - jednocześnie zarabiali w fundacji, prowadząc szkolenia z rachunkowości dla członków SKOK-ów. Czy to gwarantuje obiektywizm? Bierecki twierdzi, że tak. Zresztą kto ma szkolić, jeśli nie osoby, które najlepiej znają się na rachunkowości systemu? - pyta.

Kasa pilnuje się sama

Rafał Antczak z fundacji CASE, jeden z autorów programu gospodarczego Platformy Obywatelskiej, podkreśla, że spółdzielczy charakter SKOK-ów sprawdzał się przy działalności na małą, regionalną skalę. Tylko wtedy można sprawnie kontrolować działalność i budżet. Tymczasem dziś Kasa Krajowa to taka "megaspółdzielnia", nadzorująca transakcje warte miliardy złotych, na którą szeregowi członkowie nie mają wpływu.

SKOK-i, chociaż obracają ponad czterema miliardami złotych, nie podlegają kontroli Komisji Nadzoru Bankowego, która patrzy na ręce bankom. "Działalność Kasy Krajowej jest lustrowana przez Krajową Radę Spółdzielczą, niezależną instytucję. Raport z lustracji jest dostępny na stronach Kasy Krajowej i nie znajdzie pan w nim żadnych zarzutów" - mówił nam kilka miesięcy temu prezes Bierecki w wywiadzie.

Rodzime SKOK-i są jednak słabiej kontrolowane niż ich odpowiedniki w USA. Z analiz, które można znaleźć na stronach NBP, wynika, że amerykańskie Unie Kredytowe są objęte nadzorem specjalnej agendy rządowej: Narodowej Administracji Unii Kredytowych (NCUA). Trzyosobowy zarząd NCUA jest powoływany na ośmioletnią kadencję przez prezydenta USA i zatwierdzany przez Senat, inaczej niż w Polsce Unie Kredytowe muszą też mieć specjalną licencję na działalność - federalną albo stanową. Wkłady członków są gwarantowane przez fundusz powołany przez Kongres USA (Unie muszą wpłacać na specjalne konto 1 proc. wkładów swoich członków). Trudno to porównać z nadzorem Krajowej Rady Spółdzielczej, która - choć powołana specjalną ustawą - jest organem samorządu spółdzielczego, a nie rządową agendą stojącą ponad spółdzielczym systemem.

Pod skrzydłami banku?

Od kilku miesięcy nie są tajemnicą starania Kasy Krajowej o licencję bankową. Wniosek w tej sprawie Kasa Krajowa złożyła w Komisji Nadzoru Bankowego we wrześniu 2004 r., ale decyzji komisji do tej pory nie ma. Prezes Bierecki tłumaczy, że Bank Oszczędnościowo-Kredytowy (tak miałaby się nazywać) będzie pośredniczył w rozliczaniu operacji dokonywanych przez spółki z systemu SKOK. Dziś muszą one korzystać z usług banków komercyjnych.

- Bank nie będzie obsługiwał klientów SKOK-ów, bo tym zajmują się kasy, lecz będzie wyłącznie bankiem korporacyjnym działającym w systemie SKOK.

Takie rozwiązania przyjęto w wielu krajach, gdzie działają kasy spółdzielcze, m.in. w USA i Kanadzie - mówi Bierecki.

Powstanie banku w grupie SKOK oznaczałoby, że spółdzielnie, przynajmniej pośrednio, zostaną poddane nadzorowi bankowemu, o co zabiega Stowarzyszenie Odbudowy Spółdzielczości. BOK, jak każdy bank, musiałby bowiem "spowiadać" się przed Komisją Nadzoru Bankowego, tworzyć wszystkie rezerwy i spełniać rygory.

Przeciwnicy Grzegorza Biereckiego obawiają się, że bank w przyszłości mógłby się stać "furtką" umożliwiającą ostateczną komercjalizację systemu SKOK-ów. Wystarczyłoby podpisać ze wszystkimi podmiotami systemu SKOK długoletnie umowy na obsługę przez BOK i sprzedać bank zagranicznemu inwestorowi. Kasa Krajowa podkreśla, że nie ma takiego zamiaru, a prawo i tak nie pozwala na sprzedaż banku będącego integralną częścią systemu SKOK.



Chcesz otrzymywać najnowsze informacje gospodarcze:

Zamów newsletter

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

5

1 głos

  • Re: SKOK-i, czyli rodzinny interes henryk.moscibrodzki 11.11.05, 21:19

    Zapraszamy na "Forum animatorów autentycznej i niezależnej spółdzielczości wPolsce" www.pownas.fora.pl/ do dyskusji na temat SKOK-ów.»

Szukaj pracy

praca