http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Bezrobotny chce 1 grosz dotacji z Urzędu Pracy

Jacek Kowalski
2010-03-11, ostatnia aktualizacja 2010-03-15 08:59

Nie dali mu dotacji, więc sam ją sobie uzbierał. Piętnaście tysięcy bez jednego, ostatniego grosza. Chce o niego wystąpić do urzędu pracy, żeby - jak mówi - udowodnić, że tam dbają tylko o swój własny, urzędniczy interes

O jeden grosz, który Andrzejowi Ikertowi brakuje do sumy 15 tys. zł, chce on wystąpić do Urzędu Pracy
Fot. Krzysztof Szatkowski / Agencja Gazeta
O jeden grosz, który Andrzejowi Ikertowi brakuje do sumy 15 tys. zł, chce on...
Andrzej Ikert z Więcborka, plastyk z wykształcenia ma 54 lata, talent w rękach i mnóstwo czystych pudełek po pizzy, walających się po domu. Potrzebuje ich jako opakowań swojego rękodzieła. Nie ma za to roboty. Przynajmniej oficjalnie. - Urząd pracy zmusił mnie do pracy na czarno. Przez całe dorosłe życie tyram jak wół, a na starość chcieli mnie wysłać na śmietnik, żebym tam szukał chleba. A ja się nie dam - mówi.

Ikert od 1990 roku lepi z gliny doniczki i płaskorzeźby, które ludzie stawiają na meblach albo wieszają na ścianach. Z biznesem startował od łóżka polowego. W 2005 roku Ikert wystąpił do Urzędu Pracy w Sępólnie Krajeńskim o 15-tysięczną dotację: - Chciałem nareszcie wyjść z szarej strefy. No, ale urząd mi nie pozwolił - mówi, rozkładając ręce. Żeby uzasadnić wniosek o dotację, w 2005 roku poszedł na sesję powiatu. Kręcili nosami na wniosek z podpiętym biznesplanem, więc wywołał z sali starostę, wicestarostę i szefa pośredniaka. - Zaprowadziłem ich na parking, otworzyłem swojego starego volkswagena transportera (rocznik osiemdziesiąty), pokazałem swoje rękodzieło i mówię im: "Bierzecie - zobaczcie, dotknijcie, poliżcie nawet. Sprawdźcie, że to dobry towar. Sprzedaje się od piętnastu lat i będzie sprzedawał się dalej. Dajcie mi tę cholerną dotację".

Pokręcili głowami, poklepali po ramieniu - "Rób tak dalej, Andrzej, świetny pomysł" - i na tym się skończyło. - Odmówili mi, bo nie miałem trzech poręczycieli. A kto by chciał ręczyć kredyt bezrobotnemu? W uzasadnieniu było też, że mój biznes nie ma szans się rozwinąć. No to pomyślałem: ja wam pokażę, kto ma rację.

Jak postanowił, tak zrobił. Zawziął się. Przez pięć lat jeździł starym transporterem po wszystkich festynach i odpustach, jakie namierzył w Polsce - od Jarmarku Dominikańskiego w Gdańsku po Święto Kwitnącej Jabłoni pod Nowym Sączem. Był też kilka razy na Octoberfest w Niemczech. Wszędzie otwierał klapę bagażnika i sprzedawał - doniczki, podstawki czy obrazki. I zawsze nielegalnie. - Handlując w szarej strefie, zebrałem te 15 tysięcy bez łaski urzędnika. Dokładnie 14 999,99 zł. Brakuje mi grosza - ironizuje. - Udowodniłem przy tym dwie rzeczy: że urząd pracy nie miał racji - mój biznesplan był dobry, a bezrobotny nie znaczy automatycznie "żul bez inwencji, którego programowo trzeba olać".

Teraz chce udowodnić trzecią: iż urzędnicy, jak się uprą, to nawet grosza zaradnemu bezrobotnemu nie dorzucą. Przygotował prowokację: chce złożyć wniosek o jednogroszową dotację na rozkręcenie działalności. Jako poręczycieli proponuje starostę, wicestarostę i dyrektora urzędu pracy. - Będą musieli poważnie rozpatrzyć moje pismo - mówi nie bez satysfakcji. - Jak się zachowają, to ich sprawa.

Powiatowy Urząd Pracy w Sępólnie Krajeńskim nie daje się jednak wystrychnąć na dudka: - Jeśli ten wniosek będzie poważny i dobrze udokumentowany, to nie widzę problemu. Damy tę groszową dotację - peroruje z pełną powagą Piotr Bukolt, zastępca dyrektora PUP. - Trzej poręczyciele też oczywiście będą musieli się stawić, tak stanowi przepis. One są, jakie są. Jeśli realnie się podchodzi do życia, to nie wnioskuje się o jeden grosz, bo dzięki temu sytuacja się moja nie zmieni.

Co dalej? Gdy Ikert złoży swój wniosek o jednogroszową dotację (odgraża się, że zrobi to lada dzień), będzie musiała zebrać się pięcio - lub ośmioosobowa komisja. Bukolt: - Tworzą ją pracownicy z rozmaitych komórek urzędu, plus dyrektor i ja. Spotykamy się co dwa tygodnie i rozpatrujemy wnioski. Rozpatrzymy także i ten.

W ubiegłym roku w powiecie przyznano bezrobotnym ponad 80 dotacji na rozkręcenie działalności.

Gdy szanowne gremium zdecyduje, że można przyznać pomoc pieniężną Ikertowi, wyśle się mu ją na konto lub zaprosi do kasy urzędu. Ikert zapowiada: - Jak dadzą, to się ośmieszą. Jak nie dadzą, to pogrążą. Mam świadomość, że moja akcja to prowokacja, ale nie widzę innego sposobu, aby pokazać, że w tym kraju urzędy pracy nie walczą z bezrobociem. To fikcja.

Źródło: Gazeta Wyborcza Bydgoszcz
  • 58 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    69 głosów

Szukaj pracy

praca