Komunikaty z informacją dla dłużników od tygodnia wiszą w blokach należących do "Zrzeszonych". "Osoby zainteresowane odpracowaniem zadłużenia czynszowego przy odśnieżaniu mogą zgłaszać się do Administracji Osiedla. Praca w godzinach 7-15 na terenie osiedla" - czytamy. Ci, którzy zdecydują się na taką pracę, mogą liczyć na najniższą krajową pensję oraz umowę. Zarobione pieniądze będą przeznaczone na poczet długu.
- Pomysł nasunęło życie. Wszędzie jest masa śniegu, zapowiadane są kolejne opady. Ludzie nie mogą wyjechać np. z ul. Waleniowej. Nasi pracownicy nie nadążają z pozbywaniem się śniegu z parkingów i obrzeży chodników. Pomyśleliśmy, że propozycja pracy może skusi dłużników - mówi Zdzisław Lewandowski, zastępca prezesa "Zrzeszonych". - Niestety, tylko dwie osoby zalegające z opłatami zdecydowały się skorzystać z tej oferty. Spodziewałem się, że odzew będzie większy. W końcu dla kogoś, kto nie ma pracy i co za tym idzie pieniędzy na czynsz, jest to jakieś rozwiązanie - dodaje, nie kryjąc rozczarowania.
Dług w spółdzielni ma 1620 osób. Ponad pół tysiąca z nich nie płaci od roku. Do tej grupy zaliczają się też dwie osoby, które zdecydowały się chwycić łopaty w dłonie. - Znaleźli się w trudnej sytuacji. Nie chcę opowiadać o nich personalnie, bo niepłacenie czynszu dla tych akurat ludzi jest wstydliwą sprawą - tłumaczy Lewandowski.
Spółdzielnia ma bloki w Fordonie, na Osowej Górze i w Śródmieściu. Osoby, które zadeklarowały, że chcą odpracować część swojego zadłużenia, mieszkają na dwóch krańcach miasta. - Dla nas to trudne logistycznie zadanie do wykonania. Tworzenie jednoosobowych brygad mija się z celem. Ktoś przecież musi sprawdzić, czy ci ludzie faktycznie pracują w wyznaczonych godzinach i jak wykonują swoją pracę. Jeśli nikt inny się nie zgłosi, to chyba nasz pomysł spali na panewce - rozkłada ręce prezes "Zrzeszonych".
Danuta Reiter-Warczak, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Bydgoszczy, chwali administrację spółdzielni za innowacyjny pomysł i wyciągniętą rękę do dłużników. Przyznaje przy tym, że małe zainteresowanie ofertą jej nie dziwi. - Osoby niepłacące czynszu to bardzo często nasi klienci. Znam ten typ ludzi. Z wędki niewielu korzysta, najchętniej wolą rybkę. A jeszcze kiedy w rodzinie są dzieci, to postawa roszczeniowa rośnie. Na zasadzie: należy mi się i koniec - mówi.
Reiter-Warczak uważa, że najbardziej mobilizująco na ludzi potrzebujących pomocy działa przykład innych. - Jeśli któremuś z naszych podopiecznych pomogliśmy znaleźć pracę, skończyć kurs i ta osoba jakoś zaczęła sobie radzić w życiu, to wielu innych też uwierzyło, że zły los może się odmienić. Dlatego moim zdaniem spółdzielnia powinna jednak ruszyć z tym projektem, nawet dla tych dwóch osób. Być może niektórzy dłużnicy wstydzą się publicznych robót. Kiedy zobaczą, jak to wygląda w praktyce, zmienią zdanie. Znakomita większość pewnie się nie zgłosi, ale jeśli można pomóc, to warto zrobić to nawet dla pojedynczych osób - przekonuje szefowa MOPS.
Źródło: Gazeta Wyborcza Bydgoszcz