>>
Pies policyjny działa jak broń Rząd przyjął wczoraj nowelizację do ustawy o komercjalizacji i prywatyzacji przedsiębiorstw. Zapisał w niej, że na konto funduszu reprywatyzacyjnego, z którego wypłacane są odszkodowania za mienie zabrane przez państwo po wojnie, będzie wpływało 1,5 proc. dochodów z prywatyzacji zaplanowanej na lata 2010-2011. Do tej pory było to 5 proc. W ustawie jest też zapis, że w przyszłym roku z funduszu, w którym przez kilkanaście lat odłożono 4,5 mld zł, zniknie miliard.
Ministerstwo Skarbu Państwa nie ukrywa, że to jego sposób na łatanie dziury w budżecie: w przyszłym roku wyniesie ona ponad 52 mld zł. - To wcale nie znaczy, że na odszkodowania będzie mniej pieniędzy - mówi Maciej Wewiór, rzecznik ministerstwa skarbu. Wylicza, że w tym roku wpływy z prywatyzacji dały budżetowi ok. 6 mld zł, w przyszłym, w związku z wielkimi planami prywatyzacyjnymi rządu, ma to być 30 mld zł. - Z tych 1,5 proc. do funduszu może trafić więc więcej pieniędzy niż w tym roku z 5 proc. - tłumaczy Wewiór.
Zdaniem ministerstwa, pieniądze odłożone w funduszu i tak nie były wykorzystywane. W ubiegłym roku na odszkodowania poszło 98 mln zł, a do końca sierpnia tego roku - 41 mln zł. - Gdyby zostało 5 proc., fundusz zostałby zalany pieniędzmi, których i tak by nie wykorzystał. A tak będzie można przeznaczyć je np. na drogi - dodaje rzecznik.
Mec. Józef Forystek od lat walczy w sądach o zwrot zagrabionych nieruchomości: - Tak niskie odszkodowania świadczą o tym, że urzędnicy stają na głowie, żeby uniemożliwić zwrot majątków lub odszkodowań.
Jego zdaniem 4,5 mld zł zgromadzone w funduszu to kropla w morzu potrzeb. - Wartość majątku, o którego zwrot może się ubiegać nawet kilkaset tysięcy osób, to przynajmniej 100 mld zł. Co rząd zrobi, gdy ci ludzie zaczną wygrywać w sądach? - pyta mec. Forystek. - To pytanie czysto teoretyczne, bo wszystkie ubiegłoroczne odszkodowania dostało tylko 218 osób - odpowiada Wewiór.
Mec. Forystek przypomina jednak, że w tej chwili w sądach toczy się ok. tysiąca spraw o odszkodowania. Do tego kilkadziesiąt tysięcy postępowań w samorządach, bo one też mogą zarządzać zwrot majątków. Byli właściciele mogą też zawrzeć z państwem ugodę. Tak jak potomkowie Aleksandra Zamoyskiego, którzy za 17 mln zł zrzekli się praw do pałacu w Kozłówce.
Sprawę mogłaby rozwiązać ustawa reprywatyzacyjna. Obecny rząd chciał w niej przeznaczyć na odszkodowania 20 mld zł. Miały być wypłacane przez kilkanaście lat, ale ustawy nie ma (też przez kryzys). Jej brak nie zostawia dawnym właścicielom innego wyjścia, jak walczyć o swoje w sądach. - To, co robi obecny rząd, stawia go w roli kontynuatora komunistów, którzy kiedyś nas ograbili. To kolejny skok na naszą kasę - komentuje Mirosław Szypowski, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Organizacji Rewindykacyjnych, reprezentującego 300 tys. poszkodowanych.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl