Oznacza to gwałtowny wzrost z poziomu 3,6 proc. PKB zanotowanego w 2008 roku. Wcześniej GUS szacował, że deficyt sektora finansów publicznych wyniósł 3,9 proc.
- Rewizja danych za zeszły rok nie zmienia faktu, że sytuacja w tym roku jest fatalna. A i tak byliśmy powyżej kluczowego poziomu 3 proc. PKB - komentuje Maja Goettig, główna ekonomistka Banku BPH.
Licząc dług publiczny w procentach PKB, okaże się, że w ubiegłym roku wyniósł 47,2 proc., a w tym ma wynieść 51,2 proc. PKB. Tym samym przekroczy pierwszy próg ostrożnościowy na poziomie 50 proc. PKB.
Gwałtowny wzrost zadłużenia Polski ma pogłębiać się także w przyszłym roku. Według rządu dług publiczny otrze się o kolejny próg i wyniesie 54,7-54,8 proc. PKB. Minister finansów pytany o deficyt sektora finansów publicznych odpowiada jedynie, że nie kwestionuje wyliczeń innych instytucji. Według NBP wyniesie on 7 proc. PKB, Komisja Europejska jest bardziej pesymistyczna i mówi o 7,3 proc. PKB.
Według NBP w przyszłym roku pęknie jednak drugi próg ostrożnościowy (55 proc. PKB), a w 2011 roku - trzeci (60 proc. PKB). Gdyby to się zmaterializowało, czekają nas prawdziwe kłopoty: w 2012 nie byłoby podwyżek w budżetówce, emerytury i renty waloryzowano by jedynie o wzrost cen, a w skrajnym przypadku trzeba byłoby przygotować budżet bez deficytu. To oznacza ostre cięcia wydatków i podnoszenie podatków.
- Wielkość przyszłego długu jest obarczona dużą niepewnością. Zależy od rzeczywistego wzrostu PKB, od kursu złotego. Być może trzeba się będzie zadłużyć jeszcze bardziej, jeśli w przyszłym roku będą kolejne problemy z prywatyzacją - mówi Goettig.