Ostatnie miesiące wystawiły na próbę nerwy wielu spłacających
kredyty hipoteczne. Dotyczy to zwłaszcza osób, które zaciągnęły kredyty walutowe, bo mocno zmieniający się kurs franka sprawił, że raty z miesiąca na miesiąc rosły nawet o jedną trzecią.
Największą burzę kredytobiorcy mają już chyba za sobą. Ale - jak w nieoficjalnych rozmowach mówią bankowcy - kryzys sprawił, iż klienci szukający kredytu hipotecznego coraz częściej zwracają uwagę nie tylko na jego cenę (czyli proponowaną przez bank marżę). Równie ważne staje się bezpieczeństwo pożyczki.
Banki już zastanawiają się, jak wykorzystać ten trend. Jak wynika z naszych informacji, w najbliższych miesiącach na hipoteczny rynek mogą powrócić kredyty ze stałą stopą procentową. Stałą, czyli niezależną od zmian na rynku finansowym. Klient w każdym miesiącu płaciłby tę samą ratę, niezależnie od tego, ile aktualnie wynoszą stopy procentowe NBP, jak rośnie oprocentowanie depozytów i po ile banki nawzajem pożyczają sobie pieniądze (mówi o tym tzw. stawka WIBOR).
Pionierem w dziedzinie
kredytów o stałej stopie może być
BZ WBK. Maciej Pawliński, szef działu kredytów hipotecznych tego banku, przyznaje, że poważnie rozważa wprowadzenie stałoprocentowych kredytów być może jeszcze w tym roku. Co prawda stałe stawki obowiązywałyby tylko przez kilka pierwszych lat spłacania kredytu, potem klient przechodziłby na system WIBOR plus marża.
Stała stawka byłaby więc tylko wabikiem działającym na początku spłaty kredytu? Tak, ale biorąc pod uwagę, że średni czas "życia" przeciętnego kredytu wynosi w Polsce siedem-osiem lat (w tym okresie klient spłaca pieniądze albo zamienia kredyt na inny), pokaźna część spłaty przypadałaby na okres gwarantujący stałą wysokość raty. Stałe stawki w BZ WBK miałyby dotyczyć tylko kredytów w złotych.
Takie kredyty nie są nowym wynalazkiem. Kilka lat temu duński bank Nykredit oferował polskim klientom nawet 30-letnie kredyty w euro ze stałą stopą procentową. Chętnych nie było zbyt wielu, bo klientów przyciągały wówczas dużo tańsze kredyty we frankach. I Nykredit wycofał się z Polski. A w 2003 r. ówczesny rząd wprowadził preferencyjny tzw. kredyt Pola (od nazwiska odpowiadającego za
budownictwo ministra Marka Pola), który gwarantował stawki 6,5-6 proc. rocznie, nawet na 20-25 lat.
Kredyt Pola też rynku nie zawojował, bo choć dziś oprocentowanie 6 proc. za kredyt w złotych dla niejednego kredytobiorcy byłoby marzeniem, to sześć lat temu taki kredyt uchodził za bardzo drogi. Czy teraz będzie inaczej? - Nie wiemy, jakim zainteresowaniem cieszyłby się taki kredyt - mówi Maciej Pawliński z BZ WBK. - Ale jeśli włożymy go na naszą "półkę z kredytami", to przynajmniej będziemy mieli pewność, że klient ma do wyboru pełną paletę rozwiązań, z których może wybierać - dodaje Pawliński.
Niestety, kredyty o stałej stopie, nawet jeśli BZ WBK zdecyduje się wprowadzić je do oferty, raczej nie będą należały do najtańszych na rynku. Z naszych nieoficjalnych ustaleń wynika, że w grę może wchodzić oprocentowanie rzędu 7,5-8 proc. rocznie. To dlatego, że bank na kilka lat będzie przejmował na siebie ryzyko różnych zmian na rynku (np. takich, jak w zeszłym roku, kiedy oprocentowanie lokat nagle podskoczyło do 10 proc.). I to ryzyko będzie na pewno uwzględnione w cenie stałoprocentowego kredytu.