>>
Oszczędzaj na zwierzakach Nie śpię, po nocach, płaczę. Niech mi ktoś pomoże. Mam 65 lat, jestem na emeryturze. Mój mąż ma 70 lat i dziewięć kredytów w bankach! Do końca grudnia 2008 r. nic o nich nie wiedziałam, bo od czasu gdy jesteśmy na emeryturze mamy z mężem oddzielne budżety. Wszystko wydało się, gdy zaczęli wydzwaniać z banków. Przycisnęłam męża i przyznał się. Zabrałam mu kluczyk do skrzynki pocztowej i przejrzałam jego korespondencję. Zrozumiałam, że mąż ma 100 tys. zł. długów i nigdy tego nie spłaci, bo dostaje 1,5 tys. zł emerytury!
Zaczęło się w 2000 r. kiedy wziął pierwszy kredyt, chyba na hazard. Potem brał kolejne, żeby spłacić wcześniejsze raty. Pod koniec ubiegłego roku miał do spłacenia miał już 5 tys. zł rat miesięcznie. Wpadł w depresję, leżał w szpitalu psychiatrycznym. Nie chcę żeby odebrał sobie życie.
Jak te banki mogły dawać tyle kredytów starszej osobie bez powiadomienia kogoś z rodziny? Przeglądałam jedną taką umowę. Kredytu było na 12 tys. zł, ale wzięli dodatkowo 6 tys. zł na ubezpieczenie. Ja tych pieniędzy i rodzina nie widzieliśmy. Nie wiem, na co to wydał. Nie miałam o tym pojęcia.
Jestem chora na raka, musiałam przerwać leczenie, bo też mi brakuje pieniędzy. Sama wpadłam w długi. Wzięłam nieduży kredyt, żeby po 20 latach odnowić mieszkanie. Nie stać mnie, żeby spłacić kredyty męża, moi synowie też nie pomogą. Mają swoje rodziny, ostatnio jeden wyszedł z wojska. Mieszkanie mamy lokatorskie. Nie wiem, jak sobie radzić.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl