Aresztowany w grudniu ubiegłego roku Bernard Madoff - autor słynnej piramidy, na której banki, instytucje finansowe i ponad 4 tys. zwykłych inwestorów straciły ponad 50 miliardów dolarów nie schodzi z pierwszych stron gazet. Tym razem za sprawą jego osobistej sekretarki - Eleanor Squillari, która stała u jego boku przez ponad 20 lat i po kilku miesiącach od aresztowania postanowiła powiedzieć światu, jaki naprawdę był Bernie. Squillari współtworzyła artykuł o Madoffie, który ukazał się w najnowszym wydaniu magazynu "Vanity Fair", a w środę udzieliła wywiadu dla telewizji NBC.
Jak tłumaczy asystentka, aż do momentu aresztowania nie zdawała sobie sprawy z ciemnych interesów i przekrętów Madoffa. - Wierzę, że chciał chronić ludzi. I może nie powinnam tego mówić, ale mam nadzieję, że nikt kto z własnej woli był zaangażowany w tą sprawę nie zostanie postawiony przed wymiarem sprawiedliwości - powiedziała w wywiadzie dla NBC stwierdzając, że jej zdaniem Madoff ukrył część informacji, aby chronić wspólników przestępstwa.
W ostatnich tygodniach przed aresztowaniem (które nastąpiło 11 grudnia) Bernie Madoff zmienił się. - Wyglądał, jakby był w śpiączce - opisuje Squillari. Obsesyjnie mierzył sobie ciśnienie co kwadrans, zaczął narzekać na ból pleców. Ale dzień przed aresztowaniem pojawił się na przyjęciu gwiazdkowym w swojej firmie razem z żoną i wyglądał, jakby nic się nie stało. - Nikt nie mógł nawet pomyśleć, że miał jakiekolwiek problemy - opisuje jego asystentka.
A jaki był prywatnie? Oprócz pieniędzy jego największą pasją w życiu były kobiety. Bernie był podstarzałym flirciarzem, nie stroniącym od mocno seksistowskich, politycznie niepoprawnych uwag pod ich adresem. Oprócz tego uwielbiał masaże - Squilliari mówi, że kiedyś przez przypadek zerknęła w jego książkę adresową i znalazła kilkanaście telefonów do jego masażystek. - Jeśli kiedyś zgubisz swój notes z adresami i ktoś go znajdzie, ludzie pomyślą, że jesteś zboczeńcem - powiedziała mu.
Ale asystentka, która swoją pracę opisuje jako umawianie spotkań z "ambasadorami, senatorami, miliarderami i czołowymi postaciami światowej finansjery" przyznaje, że Madoff był dobrym szefem - potrafił ni stąd ni zowąd dać jej 4 tys. dolarów dodatkowej premii, gdy potrzebowała pieniędzy na opłacenie polisy ubezpieczeniowej dla swoich synów.
Dziewczyny nie kojarzyły faktów
Wszystkie sprawy związane z finansowym oszustwem Madoffa były prowadzone na 17. piętrze Lipstick Building - biurowca zlokalizowanego na nowojorskiej Third Avenue. Squillari wspomina, że pracowały tam głównie nisko opłacane, słabo wyedukowane młode i naiwne kobiety. - Brakowało im wiedzy o finansach i dlatego nie były w stanie połączyć wszystkich faktów - mówi asystentka, która szczególnie pamięta jedną rozmowę z Berniem. Dotyczyła ona sekretarki jednego z klientów Madoffa, która została aresztowana pod zarzutem przywłaszczenia mienia. - On musi ponieść za to odpowiedzialność - powiedział Madoff o swoim kliencie. - Powinien zawsze bacznie obserwować swoje finanse. Właśnie dlatego Ruth (żona Madoffa) od zawsze ma oko na wszystkie księgi rachunkowe i nic nie umknie jej uwadze - tłumaczył asystentce.
Kilka dni po aresztowaniu Madoffa jego żona dzwoniła do Squillari i chciała, by ta podała jej pewne informacje dotyczące firmy, ale ta odmówiła. - Zamiast tego powiedziałam FBI o tym, co zaszło. Pracowałam teraz dla nich, a nie dla Madoffów - relacjonuje asystentka.