Urząd Komunikacji Elektronicznej wybrał w marcu audytora, który miał sprawdzić, czy Telekomunikacja Polska prawidłowo wylicza ponoszone koszty. To na podstawie tych wyliczeń operator wyznacza m.in. te ceny, po jakich rozlicza się z innymi graczami na rynku. Te stawki mogą mieć z kolei wpływ na ceny, jakie płacą klienci.
Badanie potwierdziło wyliczenia Telekomunikacji. A jednak stanowisko regulatora rynku było dla TP SA miażdżące: co prawda zdaniem UKE audyt przeprowadzono prawidłowo, to jednak wyliczenie kosztów nie zostało przyjęte. - Nie odrzuciliśmy wyliczeń w całości, ale zakwestionowaliśmy niektóre elementy - mówi "Gazecie" Anna Streżyńska, prezes UKE. - Od początku było jasne, że audyt nie jest wyrocznią, a ostateczne zdanie ma regulator - zaznacza. Jej koronnym argumentem jest to, że audytor zgodnie z przepisami bada przede wszystkim prawidłowość zastosowanej wcześniej przez operatora metody obliczeniowej. Tymczasem prezesa UKE interesuje prawidłowość wyliczenia kosztów niezależnie od stosowanej metody. - Dlatego audyt jest tylko jednym z etapów analizy dokonywanej przez regulatora - twierdzi Streżyńska.
- To pierwszy w europejskiej historii regulacji rynku telekomunikacyjnego przypadek, że zatwierdzenie audytu nie przekłada się wprost na zaakceptowanie kosztów, które potwierdza - dziwi się Ireneusz Piecuch z Grupy TP.
Operator będzie się odwoływał od stanowiska UKE. - Już wysłaliśmy informacje o działaniach regulatora do Komisji Europejskiej i zamierzamy wystąpić też do niej z formalną skargą. Może ona zakończyć się postępowaniem przeciwko Polsce przez Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości - mówi Piecuch.