Urząd Komunikacji Elektronicznej chce, by Telekomunikacja Polska została podzielona na operatora zajmującego się sprzedażą usług detalicznych i spółkę udostępniającą innym operatorom urządzenia i infrastrukturę telekomunikacyjną. Ta druga firma nie byłaby osobnym podmiotem w świetle prawa handlowego - podlegałaby zarządowi głównej spółki, ale już nie jej menedżerom.
O tzw. separacji funkcjonalnej, czyli podziale TP SA, mówi się od dawna, ponieważ pomysł wprowadzenia tego narzędzia regulacyjnego rozważa Unia Europejska. Jak na razie jednak żadna decyzja w tej sprawie nie zapadła. - Komisja zdecyduje do 13 listopada, czy ten instrument budowania konkurencji będzie używany przez narodowych regulatorów telekomunikacyjnych - mówi "Gazecie" Martin Selmayr, rzecznik Komisji Europejskiej odpowiedzialny za społeczeństwo informacyjne i media. Zgoda Komisji jest Polsce potrzebna, by ewentualny podział przeprowadzić. Potrzebny jest też odpowiedni zapis w polskim prawie.
Maciej Rogalski, dyrektor pionu współpracy regulacyjnej Grupy TP, przekonuje, że w tej chwili nie ma u nas przepisu, który zezwalałby na podział. - W informacji UKE jako podstawę podziału podaje się art. 44 prawa telekomunikacyjnego. Mówi on jedynie, że regulator może zastosować inne środki regulacyjne niż przewidziane w ustawie, jeśli dotychczasowe nie przyniosły rezultatów. Poza tym odnosi się on jedynie do zapewnienia dostępu telekomunikacyjnego - zaznacza dyrektor Rogalski. Jego zdaniem nie ma też powodów, by taki środek regulacyjny stosować. - Jako efekt podziału wskazuje się możliwość realizacji tych wszystkich regulacji, które już zostały nałożone na TP i które są realizowane - mówi. Zaznacza, że zanim zacznie się rozważać podział, powinno się dokonać analizy skutków dotychczasowych regulacji. - Tymczasem można odnieść wrażenie, że jest odwrotnie - zaznacza.
Rafał Duczek, radca prawny w kancelarii Grynhoff Woźny Maliński: - W polskim prawie nie ma w tej chwili przepisu, który w sposób jednoznaczny pozwalałby na podzielenie Telekomunikacji Polskiej. Także Unia Europejska dopiero pracuje nad tym, czy wprowadzić rozwiązanie zezwalające na taką regulację. Oczywiście prezes UKE może wprowadzić inne niż określone w prawie telekomunikacyjnym obowiązki, ale wymagałoby to stwierdzenia wyjątkowej potrzeby oraz zgody KE.
Anna Streżyńska: - Wskazana przez nas podstawa prawna jest wystarczająca. Dlatego na początku przyszłego roku przeanalizujemy rynek i sprawdzimy, czy podział operatora dominującego jest zasadny. Sądzę, że wnioski z analizy będziemy mieli w połowie 2008 r. i wtedy wystąpimy do Komisji Europejskiej o zgodę na podział. Oczywiście, gdy analizy wskażą, że jest to konieczne.