- Potrzeba zmian w obowiązującym prawie - tłumaczy Sydoruk w
piątkowym wydaniu "Kommersanta". - Jak pokazuje doświadczenie, w internecie jest zawsze miejsce na rozprzestrzenianie materiałów ekstremistycznych.
- Dlatego należy zaprojektować wydajny system kontroli, tak by materiały publikowane w sieci nie naruszały prawa - powiedział na czwartkowej konferencji służb bezpieczeństwa w Rostowie.
Cytująca go gazeta podkreśla, że prokurator wyraził tylko swoją opinię. Zdaniem "Kommersanta" państwo nie planuje cenzury rosyjskiego internetu.
Ale dziennik przypomina również wypowiedź innego wysokiego rangą urzędnika z 5 czerwca. Szef Federalnej Służby Bezpieczeństwa Nikołaj Pastuszew powiedział wówczas, że trzeba ściśle kontrolować strony internetowe. - W tej chwili jest 5 tysięcy serwisów internetowych prowadzonych przez organizacje i ruchy ekstremistyczne - wyjaśnił.
Natomiast w zeszłym roku - jak pisze gazeta - szef Komisji Legislacyjnej rosyjskiej Dumy, Paweł Kaszeninnikow przedstawił ustawę, która nakładała na internetowych ekstremistów kary do 5 lat więzienia. Przepisy nie zostały jednak uchwalone.
Wczorajsza wypowiedź została skrytykowana przez przedstawicieli rosyjskich organizacji obrony praw człowieka. Są zaniepokojeni, że Rosja chce dołączyć do grona państw cenzurujących sieć.
Jednak specjaliści uspokajają, że orędownicy wprowadzenia w Rosji chińskiego modelu kontroli internautów są skazani na niepowodzenie.
- Nie rozumieją, że to technicznie niemożliwe - powiedział rosyjskiej gazecie szef jednego z największych dostawców internetowych w kraju. - Chiny mają tylko jeden kanał dostępu do międzynarodowej sieci, który jest kontrolowany przez państwo. W Rosji każdy poważniejszy dostawca internetu ma ich kilka.
Tymczasem w kwietniu rozpoczął się proces interneuty, który złościł się na swoim blogu na policjantów, pisząc, że powinni być spaleni na stosie. To pierwszy taki proces w Rosji - pisze
agencja AFP.