http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Poczta notorycznie nie dostarcza przesyłek na czas

Piotr Miączyński, Leszek Kostrzewski, nik
2007-05-30, ostatnia aktualizacja 2007-05-29 00:00

Tylko sześć na dziesięć listów priorytetowych jest dostarczanych przez Pocztę Polską na czas. Opóźnienia doprowadzają klientów do furii. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że gigant monopol na swoje usługi będzie miał jeszcze przez pięć lat!

Na opóźnienia w dostarczaniu przesyłek wpłynął m.in. ubiegłoroczny strajk listonoszy
fot. Damian Kramski / AG
Na opóźnienia w dostarczaniu przesyłek wpłynął m.in. ubiegłoroczny strajk...
- Dwa dni temu minął mi termin płatności rachunku za telefon. A rachunku nie ma. Poczta go nie przyniosła. Będzie koło 10 czerwca, mimo że TP SA wysłała go 13 maja - rozkłada ręce pani Jadwiga Szymczak, emerytka z Warszawy. - A karę kto płaci? Ja. Złotówkę, dwie, ale zawsze to jakiś pieniądz - macha ręką pani Jadwiga.

Do spóźnionej korespondencji już się przyzwyczaiła. - Jak rozmawiałam z listonoszem i sąsiadkami, to wszyscy na mojej ulicy maja ostatnio tak samo - opowiada.

Biuro prasowe Telekomunikacji Polskiej przyznaje, że Poczta ma problemy z terminowym dostarczeniem przesyłek, szczególnie w ciągu ostatnich sześciu miesięcy.

Te obserwacje znajdują potwierdzenie w najnowszych danych Urzędu Komunikacji Elektronicznej, który badał terminowość dostarczania listów przez giganta. Pracownicy UKE wysyłali paczki oraz listy, a następnie mierzyli, po jakim czasie dojdą.

W ciągu pierwszego kwartału tego roku tylko niewiele ponad sześć listów priorytetowych na dziesięć jest dostarczana w ciągu jednego dnia, czyli zgodnie z normą dla priorytetów, a według rozporządzenia ministra transportu powinno ich być... ponad osiem. Jeśli chodzi o zwykłe listy - listonosze w ciągu trzech dni od daty nadania przynoszą klientom 69,7 proc. listów. Zgodnie z rozporządzeniem w tym czasie powinni dostarczyć 85 proc.

- Wyniki wskazują na utrzymujące się problemy Poczty Polskiej w terminowym opracowywaniu, przemieszczaniu i doręczaniu przesyłek - twierdzi w swoim raporcie UKE.

Ukarać za spóźnienia giganta jednak nie można, bo nie przewiduje tego prawo. - Nawet jeśli Poczta dostarczałaby terminowo tylko 10 proc. przesyłek, my możemy jej tylko zwrócić uwagę - twierdzi Krzysztof Dyl, wiceprezes UKE. - Zwróciliśmy się do Ministerstwa Transportu z prośbą o zmianę ustawy, tak aby UKE mogło nakładać kary na Pocztę.

Rzecznik PP Radosław Kazimierski twierdzi, że wewnętrzne badania terminowości są dużo lepsze niż te przedstawione przez UKE. - Problem jednak jest - przyznaje.

Cała sytuacja może być o tyle dziwna, że do niedawna PP uchodziła w Europie za mało wydajną (na pracownika przypada 32 tys. doręczonych listów, średnia dla UE wynosi 107 tys.), ale za to szybką. Jeszcze dwa i pół roku temu Poczta dostarczała terminowo 93 proc. priorytetów oraz 91 proc. zwykłych listów!

Co się stało? Według NIK Poczcie odbija się dziś czkawką nieudana reorganizacja z 2005 r. (jeszcze za rządów SLD), kiedy to Poczta zmieniła wewnętrzną strukturę zarządzania oraz odwołała ze stanowisk kierowniczych prawie pół tysiąca osób. Na przełomie listopada i grudnia 2006 roku z kolei zastrajkowali listonosze. Teraz PP boryka się z brakiem ludzi do pracy.

- Jesteśmy zmuszani zatrudniać pracowników tymczasowych, którzy wymagają przeszkolenia, a szybko odchodzą - twierdzi Kazimierski. - W samej tylko Warszawie moglibyśmy zatrudnić od ręki 50 listonoszy. Dawniej nie mieliśmy takich problemów.

Poprawić sytuację ma budowa czterech automatycznych rozdzielni - we Wrocławiu, w Katowicach, Gdańsku i Bydgoszczy. Koszt budowy każdej z nich to ok. 120 mln zł. Mają być gotowe w ciągu kilku lat.

Pytanie, czy tak długo wytrzymają klienci? - Mój dziadek, przedwojenny pocztowiec, jakby zobaczył, co się jego Pocztą dzieje, toby się w grobie przewrócił - komentuje pani Maria, której znudziło się czekać na spóźnione paczki. Teraz przerzuciła się na kolejowe przesyłki konduktorskie. - Mój ojciec nadaje ją w Krakowie, w pociągu InterCity. Płaci się sporo - 25 zł - ale po dwóch godzinach i 40 minutach przesyłka jest już w Warszawie.

Z usług PP rezygnują też duże firmy. Częściowo zrobiły tak TP SA czy bank BPH. Wybierają prywatnych operatorów pocztowych, którzy działają na rynku, naginając prawo. Dziś PP ma wyłączność na wysyłanie przesyłek o wadze do 50 g, czyli w praktyce wszystkich listów i kartek. Prywatni operatorzy stosują jednak w koperty o wadze 50 g. W ten sposób każda przesyłka waży więcej niż określone w prawie minimum.

Sytuację mogłoby poprawić wejście na nasz rynek poczt z innych krajów (wielką chrapkę ma na to np. niemiecka Deutsche Post), ale najpierw musi dojść do uwolnienia rynku pocztowego na terenie całej Unii. Miało ono nastąpić za półtora roku, ale Poczta Polska stara się opóźnić liberalizację i lobbuje w tej sprawie w Brukseli. Polacy mogą tu liczyć na poparcie Włochów i Francuzów.

- Decyzja w tej sprawie nieformalnie została już podjęta - twierdzi Rafał Brzoska, prezes zarządu prywatnej poczty InPost. Spotkałem się niedawno w Londynie z szefami europejskich poczt. Twierdzili, że zamiast od 1 stycznia 2009 r., Unia chce uwolnić rynek od 2011 bądź 2012 r.

Oficjalnie Bruksela mówi, że ewentualne opóźnienie liberalizacji unijnego rynku pocztowego nie zostało jeszcze przesądzone. - Dopiero na jednym z kolejnych posiedzeń Rady UE [w przyszłym tygodniu] przedstawiciele unijnych rządów będą o tym dyskutować. Ale nie spodziewamy się, żeby już wtedy zapadła decyzja, żeby ustalono, czy to będzie 2011 r., czy też może 2012 r. - mówi "Gazecie" Oliver Drewes, rzecznik unijnego komisarza ds. rynku wewnętrznego Charliego McCreevy.

Poczta nie tylko spóźnia się z dostarczaniem przesyłek. Zdaniem UKE również je gubi, niszczy, gniecie, a także nieterminowo opróżnia skrzynki nadawcze. Pan Marcin z Wrocławia do dziś wspomina listonosza, któremu nie chciało się wejść na górę, aby wręczyć jego żonie list z tonerem do drukarki. Ponieważ średnica butelki z tonerem była mniejsza niż otwór w skrzynce, pan Marcin spędził upojne pół godziny, wydłubując wpierw kopertę, a następnie otwierając butelkę, aby wypuścić z niej trochę powietrza. Butelka wypuściła powietrze razem z tonerem prosto na pana Marcina. Generalnie klienci Poczty Polskiej narzekali w ubiegłym roku na jej usługi 200 tys. razy. Ponad połowa reklamacji dotyczyła zaginięcia przesyłek poleconych. Siedem na dziesięć jest rozpatrywana negatywnie. - Spowodowane jest to przede wszystkim ułomnością przepisów obowiązującego prawa, które pozwala jedynie reklamować przesyłki rejestrowane (czyli nie listy zwykłe priorytety czy normalne listy) - twierdzi UKE.

  • 64 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Szukaj pracy

praca