Na początek Agencja Rezerw Materiałowych ma skupić 10 tys. ton półtusz wieprzowych. Ale premier zapewnił wczoraj w radiowych "Sygnałach dnia", że rząd skupi w sumie 70-80 tys. ton, czyli dokładnie tyle, ile chciał skupić Andrzej Lepper.
Premier powiedział też, że nie rozumie postawy Leppera, który w niedzielę zagroził opuszczeniem koalicji rządowej, jeśli nie dostanie pieniędzy na taki skup. - To jest robienie bardzo niedobrej atmosfery, bo to robi wrażenie, że my pod naciskiem czy zgoła szantażem podejmujemy tego rodzaju decyzje - powiedział Jarosław Kaczyński.
Według niego sprawa jest już uzgodniona i Lepper o tym doskonale wie. Skup wieprzowiny zaś nie wymaga dodatkowych pieniędzy, ale pewnych przesunięć środków w budżecie.
Jeden z polityków Samoobrony tak tłumaczy zachowanie wicepremiera: - Lepper był ostatnio w ostrej defensywie w związku z seksaferą. Ona jest ważna dla mediów, dla inteligencji. Dla rolników ważne jest, aby Lepper dbał o ich interesy branżowe. Wicepremier zaczął to sobie uświadamiać jeszcze przed środowym spotkaniem z producentami trzody chlewnej w Lesznie, na którym został wygwizdany -. Według tego polityka już we wtorek Lepper wysłał PiS-owi sygnał, że wyjdzie z koalicji, jeśli szef MSWiA Ludwik Dorn użyje przeciw ewentualnym protestom rolników siły. Miał też nalegać na odblokowanie rządowych prac nad kilkoma ważnymi dla wsi ustawami, np. o biopaliwach. - Po Lesznie miał już pewność: w czasie gdy on żył seksaferą, w jego mateczniku powstał nowy front, rolnicy się przeciwko niemu zbuntowali. Próbuje więc wrócić do korzeni, po raz kolejny stanąć na czele rolniczych protestów - grozi wyjściem z rządu. Na razie - oczywiście - nie ma zamiaru tego robić - zapewnia nasz rozmówca.
Skup, który ma przeprowadzić ARM, nie wymaga zgody Brukseli, bowiem nie jest to interwencja na rynku rolnym, tylko wymiana zapasów strategicznych, którymi dysponuje Agencja.
Teraz rolnicy sprzedają świnie przeciętnie po 3,1 zł za kg. Zdaniem Leppera skupienie 80 tys. ton spowoduje wzrost ceny do 3,8-3,9 zł za kg. Według ekspertów taka cena zapewniłaby już rolnikom opłacalność hodowli. .
Ceny świń spadają od listopada, bo wieprzowiny na rynku jest za dużo o 8-10 proc. Do tego z powodu fatalnych żniw mamy wyjątkowo drogie pasze, czyli wysokie koszty produkcji. W rezultacie rolnicy dokładają do hodowli.
Andrzej Lepper chce też wprowadzenia systemu kontraktacji na świnie. Chce, by zakłady mięsne miały obowiązek podpisywania umów z rolnikami, gwarantując im tzw. cenę progową, czyli taką, która zapewnia zwrot kosztów produkcji. Cena ustalana byłaby co kwartał. Zakłady mięsne godzą się na umowy kontraktacyjne, ale bez ceny progowej. Już teraz wiele z nich ma podpisane umowy z dużymi dostawcami świń i płaci im nieco więcej niż tym bez umów. Cena nie jest jednak w takiej umowie zapisana. - Płacimy więcej, bo odbierając świnie od dużego hodowcy, mamy niższe koszty transportu i gwarancję jakości. Nie wyobrażam sobie, by na wolnym rynku można było zobowiązać zakład do płacenia jakiejś minimalnej ceny - mówi Wojciech Mróz, właściciel jednych z największych zakładów mięsnych w Wielkopolsce.
Także Witold Choiński, prezes związku Polskie Mięso reprezentującego największe zakłady w kraju, uważa, że taka umowa byłaby zaprzeczeniem gospodarki rynkowej. - Chcemy kontraktacji, która oznaczałaby zobowiązanie zakładu do odbioru od rolnika określonej ilości świń, a rolnika do ich dostarczenia. Dzięki temu rolnik będzie hodował tyle trzody, na ile ma gwarancję zbytu i zniwelujemy obecne dołki i górki świńskie. Nie ma jednak mowy o ustalaniu z góry ceny.