Chodzi o uniezależnienie się rosyjskich dostaw ropy oraz finansowe i technologiczne uruchomienie wydobycia. Orlen, choć jest największą firmą branży paliwowej w Europie Środkowo-Wschodniej, nie ma własnych pół naftowych. Co prawda chce wyłożyć 8 mld dol. na uruchomienie wierceń m.in. w Kazachstanie, ale przeszkodą mogą być lawinowo rosnące koszty wydobycia oraz horrendalne opłaty - nawet do 90 proc. zysków - na rzecz państw, gdzie takie wydobycie się odbywa. Dlatego prowadzi rozmowy z amerykańskimi koncernami mającymi już dostęp do złóż i gigantycznego kapitału. W grę wchodzą te, które już teraz nadzorują pola naftowe, a dodatkowo są gotowe na wyłożenie kolejnych miliardów na dokończenie budowy rurociągu kaspijskiego omijającego Rosję. - Rosjanie zrobią wszystko, by tę budowę opóźnić. Nie chcą, by przepływ ropy odbywał się poza ich kontrolą. Orlenowi potrzebny jest silny partner, który będzie w stanie skutecznie prowadzić twarde rozmowy z Rosjanami. Naiwne jest myślenie, że bez USA da się skutecznie robić w tej części świata interesy naftowe - wyjaśnia pragnący zachować anonimowość wysoki przedstawiciel skarbu państwa.
Tworzenie spółki odbywa się w ścisłej tajemnicy. Przedstawiciele Orlenu i Ministerstwa Skarbu odmawiają podania jakichkolwiek szczegółów. Na rozmowy z przedstawicielami kilku amerykańskich koncernów polecieli we wrześniu do Houston członkowie rady nadzorczej i zarządu Orlenu na czele z prezesem Igorem Chalupcem. Amerykanie byli gotowi na natychmiastowy zakup 27 proc. akcji kontrolowanych przez polski rząd (10,2 proc. ma skarb państwa, 17,3 proc. należąca do niego Nafta Polska). Oferowali ponoć za każdą z 1,4 mld akcji nie 50 zł (na tyle wycenia je giełda), ale dwukrotnie więcej. Przedstawiciele Ministerstwa Skarbu odmówili, bo nie chcą się pozbywać pakietu kontrolnego.
Informacje o wizycie w USA potwierdził wczoraj Orlen. - Rozmawialiśmy o wydobyciu. Naszą wolą jest działanie wspólne z partnerami mającymi doświadczenie. Ale za wcześniej dziś mówić z kim, dlatego pozostałych informacji nie upubliczniamy - powiedział Dawid Piekarz, rzecznik Orlenu.
Pozostałe 72 proc. akcji Orlenu należy do drobnych akcjonariuszy, wśród których są m.in. Bank of New York oraz krajowe fundusze emerytalne i inwestycyjne. Niechętnie się ich pozbywają, bo akcje koncernów paliwowych to dobra inwestycja kapitałowa. Dlatego Amerykanie gotowi rozszerzyć strefę swoich energetycznych wpływów w Europie są zainteresowani stworzeniem spółki z Orlenem, który opanował rynki Polski, Czech, częściowo Niemiec i lada moment krajów nadbałtyckich. W nowej spółce wystarczy im zwykła większość 51 proc. akcji.
Najpoważniejszym kandydatem na takiego wspólnika do niedawna wydawała się firma ConocoPhilips, z którą Orlen współpracował przy zakupie za 403 mln dol. czeskiego Unipetrolu. Ale dziś faworytami wydają się koncerny ChevronTexaco oraz Shell, które już teraz kontrolują wydobycie ropy w Kazachstanie, Kuwejcie i Libii. Jeden z wysokich przedstawicieli Shella przylatuje do Warszawy 20 listopada, by negocjować warunki powstania nowej spółki.
W zeszłym roku Orlen wypracował 2,7 mld zł zysku. Udział w takiej spółce oznacza dla koncernu dodatkowe korzyści. Oprócz gwarancji stałego dostępu do surowca zarówno dla Płocka, jak i dla targanych problemami Możejek oznaczałoby dodatkowy zarobek na eksploatacji złóż i transporcie rurociągami.