MySpace to tzw. serwis społecznościowy. Użytkownicy prowadzą w nim własne strony, na których publikują informacje o sobie i wszelkie materiały, które uznają za ciekawe. Oglądają też i komentują materiały zamieszczane przez innych internautów. Stworzony w 2004 r. serwis błyskawicznie zyskał ogromną popularność (głównie wśród młodzieży), stając się internetowym hitem ostatnich lat i jednym z flagowych przykładów tzw. trendu Web 2.0. W lipcu firma analityczna Hitwise wyliczyła, że w rankingu najchętniej odwiedzanych serwisów w USA MySpace zdetronizował nawet portal Yahoo!
Firmę Intermix Media, do której należał MySpace, kupił w ubiegłym roku koncern News Corp. magnata medialnego Ruperta Murdocha, płacąc 580 mln dol. Wówczas wydawało się, że to ogromne pieniądze. Dzisiaj Brad Greenspan, współzałożyciel MySpace, domaga się w tej sprawie śledztwa federalnego. Oskarża byłego prezesa Intermix Richarda Rosenblatta o działanie na szkodę akcjonariuszy firmy i celowe ukrywanie przed nimi prawdziwych danych na temat szybkiego wzrostu przychodów, popularności i innych wskaźników wpływających na wycenę MySpace. Wszystko po to, by szybko zamknąć transakcję. Zdaniem Greenspana, gdyby przejęcie miało miejsce dziś, za MySpace można by wziąć nawet 20 mld dol.
Przedstawiciele News Corp. uważają oskarżenia Greenspana za nonsens. - Początkowo wielu ekspertów uważało tę transakcję za mocno ryzykowną dla nas - przypominają. - Po przejęciu pracowaliśmy nad rozwojem tego biznesu i dopiero teraz ujawnia się jego prawdziwa wartość.
Niewątpliwie koncern Murdocha, szybko przejmując błyskawicznie rozwijający się MySpace, zrobił dobry interes, budzący dzisiaj duże uznanie analityków i inwestorów. We wrześniu analitycy instytucji finansowej RBC Capital ocenili, że w ciągu trzech lat wartość serwisu może dojść do 15 mld dol. Nie brak też jednak opinii, że lansowane obecnie zawrotne wyceny najpopularniejszych serwisów określanych mianem Web 2.0 (ostatnio serwis YouTube wyceniano na 1,5 mld dol.) to nic innego jak pompowanie kolejnej inwestycyjnej bańki mydlanej.
Źródło: Gazeta Wyborcza