Piotr Tomczyk, 28-letni informatyk z Warszawy, wygrywa dla swoich klientów aukcje internetowe. W ciągu czterech i pół roku wygrał ich już ponad 2,5 mln. W kwietniu na jego kontach bankowych stuknął okrągły milion złotych z wpływów z tej usługi.
- Oczywiście trzeba od tego odjąć podatki i 22 proc. VAT - zastrzega Tomczyk. W wojskowych bojówkach i czarnym T-shircie nie kojarzy się z milionerem.
Mówiąc ściśle - aukcje wygrywa nie on sam, tylko stworzony przez niego serwis internetowy Snip.pl. Pomysł opiera się na prostym triku - jeśli uczestnik internetowej licytacji podbije cenę dosłownie na sekundy przed końcem aukcji, to towar ma w garści - już raczej nikt nie zdąży go przebić.
Trudno jest ślęczeć przed monitorem, czekając na właściwy moment, lepiej więc zlecić to zadanie odpowiednio zaprogramowanym komputerom lub serwerom. W wyznaczonym czasie maszyna sama zaloguje się na aukcję i zalicytuje za internautę.
Grosz do groszaSerwisy, w których zamawia się takie usługi, zwane są snajperami aukcyjnymi. Na świecie funkcjonują od bardzo dawna - do najbardziej znanych należą m.in. eSnipe.com, AuctionSniper.com czy EZ sniper.
Najwięcej jest ich w USA, gdzie aukcje online dzięki witrynie eBay już wiele lat temu zyskały ogromną popularność.
W grudniu 2001 r. Tomczyk, wtedy jeszcze informatyk w Banku BPH, stworzył pierwszego - i do niedawna jedynego - snajpera w Polsce. Początkowo Snip.pl służył jako darmowy hobbystyczny serwis dla niego samego i znajomych.
Niespełna dwa lata temu Tomczyk wprowadził opłaty. Jak opowiada - bez inwestycji w lepszą infrastrukturę nie mógł obsługiwać szybko przybywających zleceń. A może po prostu uznał, że czas się wzbogacić? Tak czy inaczej, odszedł z banku i teraz za każdy "celny strzał" - czyli zakończoną sukcesem licytację - inkasuje 60 gr (pieniądze wpłaca się z góry przelewem lub kartą).
Grosze? Może. Ale tylko w marcu Snip "trafił" ponad 100 tys. aukcji (to dane samego serwisu, niezależnych statystyk brak). Uwzględniając promocyjne darmowe trafienia, do rodzinnej firemki Chaos Brothers (Piotra Tomczyka wspiera w działalności gospodarczej brat Adam i kolega z podstawówki) wpłynęło w ciągu miesiąca około 50 tys. zł. A koszty są niewielkie.
- Musiałem zainwestować 50 tys. zł w serwer. Teraz płacę około 2 tys. miesięcznie za łącza i drobne pieniądze księgowej - mówi Tomczyk.
Snip obsługuje aukcje na największym polskim serwisie Allegro.pl oraz na licznych zagranicznych serwisach eBay (w tym na eBay.pl). Internauta musi się zarejestrować, a potem podać swój login i hasło w serwisie aukcyjnym. Zamawiając "strzał", wprowadza numer aukcji i maksymalną kwotę, za jaką zgadza się kupić towar. Ustala też moment, w którym snajper ma licytować (najczęściej kilka sekund przed końcem aukcji).
Skuteczność tej metody wynosi 30-50 procent (snajper nie wygra aukcji, jeśli już wcześniej licytujący przebili wyznaczoną mu cenę maksymalną).
Żelazne prawa licytacjiZ dyskusji na forach internetowych wynika, że korzystanie ze snajperów aukcyjnych nie wszystkim się podoba. Niektórzy uważają, że jest jak doping w sporcie - sprawia, że szanse stają się nierówne. Znika przyjemność z licytacji, bo w miejsce ekscytującej rywalizacji internautów wkracza maszyna.
- To oszustwo, a nie biznes! Czym tu się chwalić? Tym, że program oszukuje legalnego uczestnika aukcji? - pisze ktoś na forum portalu Gazeta.pl.
- Wiem, że ludzie przelicytowani za pomocą Snipa bywają rozżaleni - przyznaje Tomczyk. Nawet trochę mu ich szkoda. - Najczęściej mają pretensje, że byli gotowi zapłacić więcej i nie mogli, bo ktoś ich przebił w ostatniej sekundzie. Ale po to właśnie są snajpery, żeby nie dać się przelicytować. To żelazne prawa aukcji - tłumaczy.
Jego zdaniem serwis bardziej niż licytujących denerwuje jednak sprzedawców. Dlaczego? Bo często klient kupuje towar taniej, niż gdyby wcześniej normalnie licytował, nakręcając rywalizację z innymi zainteresowanymi.
- Snip uniemożliwia też nieuczciwe podbijanie ceny przez samego sprzedawcę przy pomocy podstawionych licytujących. A taki proceder jest częsty zwłaszcza w środowiskach kolekcjonerskich - mówi Tomczyk.
Internetowym firmom aukcyjnym serwisy snajperskie są obojętne. - Z żadnym nie współpracujemy, ale nie mamy nic przeciw temu, by nasi użytkownicy z nich korzystali - mówi Bartek Szambelan, rzecznik serwisu Allegro.pl.
ŹRÓDŁO: |  |
Zewsząd strzela konkurencjaTomczyk pokazuje statystyki. Liczba użytkowników, zamówione strzały - słupki pną się w górę.
Dziś Snip.pl ma prawie 145 tysięcy zarejestrowanych użytkowników, w tym wielu z zagranicy (serwis jest dostępny także po angielsku i niemiecku). Intensywnie wykorzystują go kolekcjonerzy oraz... matki małych dzieci kupujące masowo tanie ubranka czy zabawki.
Skąd sukces? Serwis zadomowił się w niszy związanej z rosnącym od lat rynkiem aukcji internetowych - jednym z głównych nurtów e-biznesu.
Analitycy oceniają, że w zeszłym roku w Polsce wartość towarów kupionych na aukcjach online sięgnęła 1,8 mld zł. Na samym Allegro.pl było to 1,5 mld zł - to blisko dwukrotnie więcej niż rok wcześniej.
Polskie witryny aukcyjne mają kilka milionów użytkowników, z których większość zapewne jeszcze nawet nie wie o możliwości korzystania ze snajperów. Perspektywy rynkowe rysują się więc kolorowo.
A jednak wcale nie jest pewne, że złote żniwa Snipa będą bez przeszkód trwały dalej. W lutym w internecie pojawił się konkurencyjny Snajper.net stworzony przez firmę Ebros z podwarszawskiej Zielonki (wcześniej oferującą dostęp do internetu). Oprócz aukcji Allegro i eBay obsługuje także serwisy Swistak.pl i Aukcje24.pl.
A tylko w ciągu ostatnich kilkunastu dni wystartowały dwa kolejne snajpery - Snipe24.pl stworzony przez Cyberstudio, agencję e-marketingu z Milanówka, oraz eSnajper.pl, własność wrocławskiej agencji reklamowej Mediacom. Ten pierwszy obsługuje na razie tylko Allegro, drugi także eBay.
- Nie ukrywam, że gdy usłyszeliśmy o powodzeniu Snipa, uznaliśmy, że też warto zaistnieć na tym rynku - mówi Mariusz Rosa, twórca Snajper.net. - Tym bardziej że Snip nie jest idealny. Dla początkujących może być trudno zrozumiały. My zrobiliśmy serwis przystępny i przyjazny. Dla ludzi, a nie dla cyborgów - mówi Rosa.
Do tej pory jego Snajper.net wygrał 2,3 tys. aukcji, zarejestrowało się w nim około tysiąca użytkowników.
Piotr Tomczyk do konkurencji podchodzi spokojnie.
- Każdy nowy serwis będzie promował pomysł korzystania ze snajperów, internautom pozostanie wybrać najlepszą ofertę - mówi. - W USA konkurencja jest już bardzo duża, a serwisom snajperskim idzie dobrze, nie muszą wydzierać sobie klientów, bo ciągle przychodzą nowi.
Niedawno ludzi ze Snipa spotkała pierwsza porażka. Nawiązali współpracę z agencją public relations w USA, by promowała serwis za oceanem. Udało się jedynie utopić trochę pieniędzy na agencyjne honoraria, a efektów brak. Teraz Tomczyk ze współpracownikami zamierzają otworzyć w Warszawie swe pierwsze biuro. Oprogramowanie związane z obsługą aukcji eBay chcą przenieść na serwery w USA.
Wszystkie trzy nowe serwisy mają nad swoim większym konkurentem przewagę cenową. Strzał w eSnajperze kosztuje tylko 9 gr, a Snajper.net i Snipe24.pl są na razie darmowe. Dopóki nie zdobędą popularności, ich właściciele pewnie tego nie zmienią. - Jesteśmy gotowi dokładać do interesu, mamy na to kapitał. W maju zaczniemy kampanie reklamowe w internecie - mówi Mariusz Rosa. - Ale ten wysyp snajperów tworzy trudną sytuację. Na pewno nie wszyscy przetrwają, po jakimś czasie serwisy zaczną się wykruszać.
Snajper strzela w Rydzyka- Wielokrotnie mi mówiono, że gdy jakaś większa firma zwietrzy interes, to zleci wykonanie identycznego serwisu, sypnie dużymi pieniędzmi na reklamę i mnie zje. Ale nie mogę się tym non stop stresować - rozkłada ręce Tomczyk.
- Dopuszczam alians z jakimś inwestorem, bo kapitał i know-how w zarządzaniu przydałyby się do rozwoju. Ale najpierw poradziłbym się kogoś zaufanego i doświadczonego, kto zna się na rzeczy. Jestem dobrym programistą, ale kiepskim biznesmenem, wolę rodzinną firemkę od korporacji - dodaje informatyk.
Sam wciąż korzysta ze swego serwisu. W kwietniu na Allegro wystawiono obraz "Ojciec Dyrektor Rydzyk Lux Mundi" (światło świata). Przedstawiał stojącą w mroku postać o. Rydzyka z twarzą i rękami promieniejącymi nadprzyrodzonym blaskiem oraz dwiema małymi kaczuszkami u stóp.
Prześmiewcze płótno wzbudziło w sieci ogromne zainteresowanie i kontrowersje (opisywała to m.in. "Gazeta").
Licytujących - może z powodu wysokiej ceny - nie było, ale na wszelki wypadek Piotr Tomczyk nastawił swojego snajpera. Przed końcem aukcji Snip dla swojego twórcy kupił Rydzyka za cenę wywoławczą - 6666 zł i 66 gr. 1
ŹRÓDŁO: |  |