Rodzinny dom Florków stał w Tymbarku, u podnóża beskidzkich stoków. Rodzice Ryśka - szanowani w okolicy, bo ojciec był stolarzem, a do stolarza zawsze ktoś miał jakiś interes - uważali, że gość w dom, to Bóg dom. I kiedy przyjeżdżali goście, Rysiek nocował na poddaszu, gdzie światło docierało tylko dzięki przeszklonym dachówkom. Już wtedy myślał o tym, że można by w dachu zrobić okno. Strych stałby się wtedy nie tylko fajnym miejscem do zabawy. W nocy można by oglądać gwiazdy.
Ojciec stolarz robił z drewna różne rzeczy, także okna. I to takie, jak się patrzy. W niejednej tymbarskiej izbie przetrwały do dzisiaj. Ale o oknie w dachu, o jakim marzył syn, nie chciał słyszeć. Bo jakże to okno nie w pionie, tylko po skosie ustawić? Kto to widział dziurę w dachu specjalnie robić? Jak takie okno w dachu zacznie podczas ulewy przeciekać, to wszyscy będą mieli pretensje do stolarza. Zepsuje sobie reputację w okolicy i już nikt do niego z żadnym zamówieniem - nawet z paroma deskami do zheblowania - nie przyjdzie.
I tak w latach 70. rewolucyjny pomysł Ryśka pozostał tylko dziecięcym marzeniem. Jeszcze.
W połowie lat 80. duży już Ryszard Florek skończył studia na Politechnice Krakowskiej i zastanawiał się co ciekawego może zrobić w PRL-u z dyplomem inżyniera. Jeszcze jako student jeździł ze znajomymi na zarobek do RFN-u. Remontowali tam mieszkania i odkładali zachodnie marki na lepsze życie w Polsce. Odłożyli tyle, że u schyłku demokracji ludowej Florek razem z kolegą Jackiem Radkowiakiem założył w rodzinnym Tymbarku Zakład Stolarki Budowlanej FLORAD (nazwa od pierwszych członów nazwisk właścicieli). Zaczęli produkować boazerie, podłogi, szafy wnękowe i bramy.
Florek za swoją część pieniędzy zarobionych z Radkowiakiem postanowił spełnić swoje dziecinne marzenie o oknach dachowych. Wspólnie z żoną Krystyną i przyjacielem Krzysztofem Kronenbergerem w styczniu 1991 roku założył w Nowym Sączu kolejną firmę - FAKRO. Nazwę znów ułożono od nazwisk wspólników. O tym, że słowo "fakro" po chińsku oznacza "drogę do lepszego życia", Ryszard Florek dowiedział się dopiero 14 lat później, gdy za Wielkim Murem otwierał chińskie przedstawicielstwo swojej firmy.
Dzisiaj firma FAKRO działa na całym świecie. Co szóste montowane na kuli ziemskiej okno w dachu jest jej produkcji. Osiąga rocznie ponad miliard złotych przychodu, zatrudniając 3300 osób. A Zakład Stolarki Budowlanej w Tymbarku pod kierownictwem Jacka Radkowiaka nadal istnieje i wytwarza drewniane elementy do okien FAKRO. W sumie w Grupie FAKRO działa już 10 spółek produkcyjnych i 12 dystrybucyjnych. Łączna powierzchnia hal produkcyjnych wszystkich zakładów wynosi 100 tys. m kw. - tyle co 10 pełnowymiarowych boisk piłkarskich. W ofercie firmy znajduje się ponad 300 rodzajów okien, rolet, żaluzji, markiz i schodów strychowych.
Nazwa firmy FAKRO jest znana nie tylko ze sklepów ze stolarką okienną. Od kilku lat firma reklamuje się podczas spotkań piłkarskich reprezentacji Polski w kraju i za granicą. To dla prezesa Florka były piękne chwile, gdy widział skutecznie dryblującego Ebiego Smolarka w polu karnym przeciwnika na tle band pokrytych logo jego firmy. I choć ostatnio polskiej drużynie nie zawsze dobrze się wiedzie, to prezes uważa, że w piłkarzy ciągle trzeba inwestować.
- Żeby mieć taką drużynę jak Niemcy, to trzeba długoletniego planu i odpowiedniego kapitału. Niemcy od lat są bogaci, my dopiero dochodzimy do zamożności. Zdecydowałem się sponsorować polską piłkę, bo chcę, żeby nasza reprezentacja konkurowała z najlepszymi drużynami, tak jak my rywalizujemy w biznesie z najlepszymi w naszej branży - mówi Ryszard Florek.
FAKRO toczy mecz o światowy rynek okien dachowych z duńską firmą Velux. Duńczycy to potentat w tej branży - kontrolują ok. 70 proc. rynku. Zanim powstało nowosądeckie FAKRO i stało się wiceliderem światowego rynku nie mieli konkurenta, z którym musieliby tak bardzo się liczyć. - Velux zaczął działać zaraz po wojnie. Więc miał dużo czasu, by zdobyć kapitał i wypracować sobie rynki zbytu. My istniejemy niespełna 20 lat i już udało nam się uzyskać całkiem dobry wynik. Ale ciągle walczymy, bo wiadomo, że każda firma chce mieć jak największy rynek. Na tym zyskują klienci. Bo im wyższy udział FAKRO w rynku globalnym, tym niższą cenę za okna zapłacą klienci. Zdajemy sobie też sprawę, że dla Duńczyków byłoby lepiej, gdyby nie mieli tak mocnego konkurenta. Ciągle robią więc wiele, by być monopolistą - wzdycha Ryszard Florek.
Rywalizacja jest naprawdę ostra. Toczy się nie tylko pośród sprzedawców okien, ale także na salach sądowych. FAKRO, myśląc o przyszłości, inwestuje w innowacyjność. Dlatego firma zatrudnia 70 inżynierów pracujących nad nowymi pomysłami i ma już na swoim koncie 64 zgłoszenia patentowe.
- Nasz najnowszy produkt to duże okno dachowe, które, otwierając, dzieli się na dwie części. Dolna tworzy balustradę. Idealne rozwiązanie do poddaszy, na których nie ma balkonów - chwali się prezes Florek. - Ale opracowujemy też coraz bardziej zaawansowane modele, na przykład takie okna, które dzięki czujnikom elektronicznym same się uchylą, gdy w mieszkaniu zrobi się zbyt gorąco - wyjaśnia.
Prezes Florek przyznaje, że ma niewiele wolnego czasu, bo cały czas chce rozwijać firmę. Dlatego swoją pasję - turystykę górską - powiązał z firmą. - Jestem pomysłodawcą projektu "Siedem dolin". Organizując szkolenia dla pracowników firmy z różnych stron świata, chciałem, by pobyt w Polsce wydał im się atrakcyjny - uśmiecha się.
Chodzi o budowę 12 nowych wyciągów i tras narciarskich łączących istniejące już stacje - Wierchomlę, Jaworzynę i Słotwiny oraz nowe - Dolinę Roztoki i Łosiego. Gdyby tę inwestycję udało się zrealizować, powstałyby w Beskidach trasy narciarskie o długości 50 km.
- To szansa na przyciągniecie na Sądecczyznę turystów nie tylko z Polski, ale także z zagranicy. Dzięki temu w naszym regionie powstałyby dodatkowe miejsca pracy. Niestety, realizację projektu od kilku lat blokują administracyjne bariery. A przecież byłby to raj dla narciarzy, ale też saneczkarzy. Na razie zbudowałem tor saneczkowy. Ubiegłej zimy przetestowali go już moi pracownicy. To dopiero jest frajda, takiego turystycznego toru saneczkowego nie ma nigdzie w Europie, nawet w Alpach. Wiem, bo byłem i sprawdzałem. U nas na sankach jeździe się o wiele lepiej - cieszy się Ryszard Florek.
Źródło: Mój Biznes