http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Internautę trzeba prowadzić za rękę

Rozmawiała Aleksandra Lewińska
2010-02-15, ostatnia aktualizacja 2010-02-11 18:28

- Nie interesowały nas pieniądze, tworzenie korporacji. Myśleliśmy tylko o tym, by stworzyć serwis, który daje pracę - mówi Mariusz Gralewski, założyciel portalu GoldenLine.

Mariusz Gralewski, współwłaściciel GoldenLine
fot. Wojciech Surdziel
Mariusz Gralewski, współwłaściciel GoldenLine
ALEKSANDRA LEWIŃSKA: Jak znaleźć pomysł na portal społecznościowy, w którym zarejestruje się 600 tys. ludzi?

MARIUSZ GRALEWSKI: Pomogła przejażdżka warszawskim metrem.

Słucham?

- Zauważyłem nad głowami pasażerów ogłoszenie o pracy. Pomyślałem, że fajnie by było przenieść je do internetu.

Wpadłeś na ten pomysł pięć lat temu. Nie byłeś pierwszy.

- Ale wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem. Z internetu korzystałem dopiero od dwóch lat, nie wiedziałem o istnieniu takich portali jak Pracuj.pl czy Job.pl. Nie miałem pojęcia, że rynek rekrutacyjny w sieci już się rozwija. Że wojna o przywództwo już za nami i że ktoś ją dawno wygrał. Ale zacząłem szukać i znalazłem lukę. Nie było wówczas serwisu społecznościowego, w którym można stworzyć swój zawodowy profil i pozwolić pracodawcom siebie poznać. Znalazłem partnerów, założyliśmy spółkę, zaczęliśmy pracę nad portalem.

Byłeś na drugim roku studiów informatycznych. Szukałeś partnerów bardziej doświadczonych od siebie?

- Do współpracy zaprosiłem kolegów z Politechniki Warszawskiej, z mojego roku. Nad projektem siedzieliśmy po 10, 14 godzin dziennie. Właściwie tylko spaliśmy i pracowaliśmy. Tym zaangażowaniem nadrobiliśmy brak doświadczenia, wiedzy, pieniędzy.

Inspirowaliście się innymi portalami?

- Imponował mi MySpace. Fascynował mnie rozmach, z jakim serwis zdobywał nowych użytkowników. Wzorowaliśmy się również na LinkedIn. To tam po raz pierwszy zobaczyliśmy profile, na których można zamieścić swoje zawodowe CV.

I od razu trafiliście w dziesiątkę?

- To, co stworzyliśmy pięć lat temu, niestety nie było dobre. Powstała rzecz na miarę wyobrażeń studentów. Ludzie nie chcieli z tego korzystać.

Gdzie popełniliście błąd?

- Portal był trudny w obsłudze, nie tak czytelny jak teraz. Zapytaliśmy cztery duże portale: Wp, Interię, Onet i o2, czy chcą znami współpracować. Wszystkie zaprosiły nas do rozmów i tyle. Zobaczyli nas, niedoświadczonych, i nie chcieli wyciągnąć ręki.

Wysyłali dzieciaki do domu?

- (śmiech) Coś w tym stylu. Ewentualnie proponowali, żebyśmy stali się ich pracownikami. Ale coś dobrego z tych rozmów wynikło. W Krakowie poznaliśmy człowieka, który projektował strony dla Onetu. Zaprzyjaźniliśmy się. A on postanowił nam pomóc.

Finansowo?

- Nie. Zaczął nas uczyć. W ciągu pół roku udzielał mi "korepetycji". Bez niego zdobycie tej wiedzy zajęłoby lata.

Najważniejsza jego rada?

- Ludzie wchodzący na stronę internetową nie powinni być zmuszani do myślenia, rozszyfrowywania: "Jak to działa?". Moja ulubiona książka opisująca podejście do tworzenia stron internetowych to "Don't Make Me Think". On wciąż mi uświadamiał: "Jesteście jedną z tysiąca stron internetowych i szansa na to, że akurat was ktoś będzie odwiedzał częściej, jest w zasadzie żadna. Jeśli nie poprowadzisz użytkownika za rękę - nie masz szans".

Źródło: Mój Biznes
  • 45 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    29 głosów

  • Internautę trzeba prowadzić za rękę karelski_pies_na_niedzwiedzie 21.02.10, 20:57

    Kto tam szuka pracowników?? Ludzie, którzy się tam wywieszają tozakompleksieni absolwenci prywatnych szkółek niedzielnych i różnychsocjologii. Dobry specjalista wie gdzie chce pracować, a »