http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zarobili miliony z CO2 i kupili serduszka WOŚP za 2 mln zł

Maciej Czarnecki
2010-02-08, ostatnia aktualizacja 2010-02-07 21:13

Na złote serduszka Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy wydali ponad 2 mln zł. Kim są właściciele toruńskiej firmy Consus?

Właściciele firmy Consus z Torunia Maciej Wiśniewski i Jarosław Kłapucki drugi rok z rzędu wydali na złote serduszka WOŚP 1 mln zł
Właściciele firmy Consus z Torunia Maciej Wiśniewski i Jarosław Kłapucki drugi...
Jesień 2004 r. Consus, niewielki broker ubezpieczeniowy z Torunia, istnieje już od czterech lat, ale właściciele - Maciej Wiśniewski i Jarosław Kłapucki - dokładają do interesu. Od czasu do czasu jeżdżą w interesach do stolicy.

Wczesny wieczór, Kłapucki odbiera telefon na ul. Marszałkowskiej.

- Gdzie jesteś? - pyta Wiśniewski.

- Na kwaterę idę.

- Jak to - idziesz? Piechotą, na Służewiec?!

- Maciuś, głupia sprawa. Na taksówkę mi brakuje.

Niecałe sześć lat później torunianie wyłożą ponad 1 mln zł za złote serduszko nr 1 Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. I to drugi rok z rzędu. - To była wyjątkowa licytacja - mówi rzecznik Orkiestry Krzysztof Dobies. - Zakwalifikowali się do finału jako jedyni, więc licytowali sami ze sobą. Po pierwszym etapie i tak prowadzili z sumą 110 tys. zł. Spodziewaliśmy się, że coś dorzucą, ale tyle?! To absolutny rekord.

Consus? A co to?

Wysoki, piegowaty rudzielec marszczy czoło. - Consus? Nic mi to nie mówi, jak Boga kocham - wypala w końcu. Kolejnych kilka osób to samo. Ośmiu na dziesięciu torunian spotkanych na ulicy nie wie o tej firmie nic. Jeden oglądał finał WOŚP. Jeden pracuje nieopodal ich siedziby przy ul. Dominikańskiej.

Ci, którzy coś niecoś słyszeli, zastrzegają: to mogą być tylko plotki. Osoba nr 1: - Mają kasy jak lodu. Osoba nr 2: - Podobno Wiśniewski spędza 300 dni w roku poza Polską. Dzwoni tylko, czy wszystko OK. Miami, Karaiby. Lata prywatnym samolotem.

Sprawdzam w Google'u: Maciej Wiśniewski udziela się w branżowych czasopismach, ale informacji o życiu prywatnym, historii firmy - jak na lekarstwo. Nawet w lokalnej prasie.

Kiedy z nim się spotykam, pytam go o ten samolot. Prawda to? - Bujda - macha ręką Wiśniewski. - Wcale nie kupiony, tylko wynajęty. Przecież łatwiej tak do Warszawy niż po tych naszych drogach.

Consus w pierwszej lidze jest od bardzo niedawna. Firma powstała już w 2000 r., ale prawdziwe kokosy zbiła dopiero w czasach kryzysu. Zaczynała od ubezpieczeń. Od czterech lat handluje uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla i tu zatrudniająca 18 osób firma z Torunia rywalizuje jak równy z równym z bankami Barclays czy Société Générale. W grudniu 2006 r., kiedy francuska giełda towarowa PowerNext pobiła rekord, sprzedając w jeden dzień 1 mln takich praw, 80 proc. obrotów zrobił właśnie Consus.

Mechanizm jest prosty: każde przedsiębiorstwo, które emituje dwutlenek węgla, dostaje specjalne uprawnienia. Limity dla państw wyznacza Komisja Europejska, dla przedsiębiorstw - poszczególne rządy. Jedno uprawnienie to jedna tona wyemitowanego dwutlenku węgla. Jeśli np. przestarzała huta emituje go więcej, niż dostała uprawnień - musi je sobie dokupić. Jeśli elektrownia na biomasę produkuje mniej dwutlenku - może uprawnienia sprzedać. A transakcję dopnie pośrednik - Consus czy jego bliźniacza spółka we Francji, którą torunianie założyli w 2006 r., aby swobodniej handlować na PowerNext. - Wyglądało to tak: przychodzi jakiś Polak do prezesa giełdy i mówi: chcemy obracać 2 mln ton rocznie. A prezes patrzy na mnie, jakbym był z innej planety - śmieje się Kłapucki.

Do początku 2010 r. torunianie pośredniczyli w sprzedaży uprawnień na 564,5 mln ton CO2.

Św. Mikołaj malujący hale i warzywny potentat

Maciej Wiśniewski studiował biologię na toruńskim UMK. Wcześniej trzy razy zdawał do Poznania na medycynę, ale za każdym razem brakowało kilku punktów. Po zajęciach malował hale przemysłowe dla studenckiej spółdzielni Małgośka. Zdarzały się i inne fuchy - rola św. Mikołaja czy sprzątanie przystanków.

Pod koniec studiów Wiśniewskiemu znudziło się machanie pędzlem. Był 1991 r. - szalejąca inflacja, początek wycofywania wojsk radzieckich z Polski, debiut giełdy. Szansa na wielki biznes. Zaczął jako agent ubezpieczeniowy, sprzedawał polisy Polonii i Westy. - Było tylko PZU, a tu nagle my przychodzimy do pana prezesa i oferujemy coś innego trzy razy taniej - wspomina.

Szło nieźle, dopóki nie padła Westa. Kiedy już znów stanął na nogi, zmieniły się przepisy: podzielono ubezpieczeniowców na brokerów, którzy reprezentują klienta, i agentów, którzy dbają o firmy. Wiśniewski obsługiwał przede wszystkim duże przedsiębiorstwa, więc w 1994 r. założył wraz z czterema wspólnikami firmę brokerską Mentor. Właśnie tu spotkał Jarosława Kłapuckiego.

Wiśniewski - wysoki i opalony, włosy lekko przyprószone siwizną. Kłapucki - w okularach, raczej krępy i brunet. Pierwszy śmiga na nartach w Alpach, drugi woli polowania w Afryce. Jeden jest piwoszem, drugi szaleje za winem, pewnie dlatego, że młodość spędził we Francji.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 101 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    59 głosów