http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Biotechnolodzy know-how

Michał Kopiński
2009-11-23, ostatnia aktualizacja 2009-11-18 17:26

Michałowi Kaszubie i Jackowi Wojciechowiczowi wystarczyły trzy lata, żeby stworzyć jedno z najbardziej znanych w kraju laboratoriów genetycznych. Choć nie pochodzą z Poznania, tamtejsi samorządowcy stawiają ich za wzór początkującym biznesmenom.

Prezes Michał Kaszuba (z lewej) i dyrektor ds. naukowych Jacek Wojciechowicz - CB DNA.
Piotr Skórnicki
Prezes Michał Kaszuba (z lewej) i dyrektor ds. naukowych Jacek Wojciechowicz ...
W 2001 roku Michał Kaszuba i Jacek Wojciechowicz skończyli biotechnologię na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim. - Choć na studiach byliśmy dobrymi kolegami, nasze drogi się rozeszły - wspomina 32-letni Wojciechowicz. - Michał zaczął doktorat w Instytucie Genetyki i Hodowli Zwierząt PAN w Jastrzębcu, ja też postawiłem na doktorat, ale zostałem na UWM.

Panowie stracili ze sobą kontakt, aż w 2006 r. spotkali się w warszawskiej kawiarni. Wojciechowicz: - Akurat pracowałem w stolicy w jednym z komercyjnych laboratoriów. Siedzieliśmy przy piwie i nagle któryś z nas rzucił, że moglibyśmy robić to, co robiliśmy, czyli badania genetyczne, na własną rękę.

Takie snute przy piwie plany rzadko kiedy nabierają realnych kształtów, ale Kaszuba i Wojciechowicz potraktowali sprawę serio. - Byliśmy zdecydowani. Nie mieliśmy tylko lokalu i pieniędzy - śmieje się 34-letni Michał Kaszuba.

Obie przeszkody okazały się do przeskoczenia. 51 tys. zł - bo tyle trzy lata temu trzeba było mieć, żeby założyć spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością - zebrali z własnych oszczędności, pożyczek od rodziny i tej pod zastaw mieszkania Wojciechowicza. Z lokalem poszło jeszcze łatwiej.

- Ponieważ moja żona pracowała w Poznaniu, a ja robiłem w poznańskim Instytucie Chemii Bioorganicznej PAN badania do doktoratu, przekonałem Michała, żebyśmy założyli firmę właśnie tutaj - mówi Wojciechowicz. - Kiedy zaczęliśmy szukać siedziby dla naszego laboratorium, trafiliśmy na ofertę poznańskiego parku naukowo-technologicznego Fundacji Uniwersytetu Adama Mickiewicza. To był strzał w dziesiątkę. Nie dość, że wynajęli nam lokal za półdarmo, to jeszcze dostaliśmy know-how - szkolenia biznesowe, pomoc prawną, marketing.

Kaszuba został prezesem Centrum Badań DNA, Wojciechowicz - jego zastępcą. Laboratorium zaczęło przyjmować zlecenia. Na sugestię, że 90 proc. zleceń to pewnie testy na ojcostwo, Kaszuba i Wojciechowicz obruszają się. - Oczywiście robimy i takie testy - tłumaczy Michał Kaszuba - Ale postawiliśmy przede wszystkim na zlecenia od prywatnych ośrodków zdrowia, szpitali i pacjentów.

Wojciechowicz: - Nasza oferta oparta na nowoczesnej diagnostyce genetycznej dla różnych branż medycznych jest najbogatsza w Polsce. Przewagę badań DNA tradycyjnymi testami najłatwiej pokazać na przykładzie. Powiedzmy, że ugryzł pana kleszcz. Kiepsko się pan czuje i trafia do lekarza. Lekarz pana bada i stwierdza, że to może być borelioza. Albo mykoplazmoza. Ale dodaje, że pewności nie ma i że pana objawy w ogóle nie muszą wiązać się z ugryzieniem kleszcza. Skomplikowane? A u nas można zrobić, już za mniej więcej 200 zł, test, który sprawę rozstrzygnie - jest choroba czy jej nie ma.

Kaszuba: - Podobnie jest z infekcjami dróg moczowo-płciowych. Lekarz stawia pierwszą diagnozę i przepisuje antybiotyk. Dolegliwości nie mijają, więc przepisuje inny. I tak często po kilka razy. A po naszym teście wiadomo od razu, co jest przyczyną infekcji.

Podobnie można diagnozować część chorób układu oddechowego, ustalać przyczyny sepsy, czy nawet predyspozycje do zachorowań na nowotwory.

Pierwszego pracownika Kaszuba i Wojciechowicz zatrudnili jeszcze w 2006 r. Obecnie zatrudniają 14. Prawie wszyscy - łącznie z recepcjonistami - to biotechnolodzy. - Chcemy, żeby ktoś, kto odbiera u nas telefon, potrafił fachowo wytłumaczyć klientowi, co dadzą mu nasze badania - tłumaczą prezesi.

Mówią, że firmy wyżyć dało się praktycznie od początku. - W 2006 r. mieliśmy 290 tys. zł obrotów, w tym roku będzie to już kilka milionów złotych - zdradzają. Ale pytani o zyski odpowiadają: - Jakie zyski? Wypłacamy sobie tylko pensje.

Tłumaczą, że od początku wszystko, co firma zarobi, inwestują w sprzęt. - To moje ferrari - Kaszuba przejeżdża palcem po maszynie do mieszania próbek. Firmie pomaga miasto (wynajmuje jej po preferencyjnych stawkach pomieszczenia na biura i laboratoria, dzięki czemu CB DNA mogło się przenieść do centrum Poznania) i samorząd wojewódzki. - To wzór innowacyjnego przedsiębiorstwa - zachwala młodych biznesmenów Leszek Wojtasiak, wicemarszałek Wielkopolski. - Właśnie za innowacyjność przyznaliśmy im dwa lata temu naszą nagrodę. Panowie jeżdżą też z nami na misje gospodarcze, zabraliśmy ich do Szwecji i Brazylii.

Kaszuba i Wojciechowicz już planują wejście na rynek skandynawski. - Na początek chcielibyśmy otworzyć punkt w Szwecji. Badania DNA są tam znacznie droższe niż u nas - mówią.

Źródło: Mój Biznes
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów