http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Taniec brzucha w Babilądzie

Aleksandra Lewińska
2009-11-19, ostatnia aktualizacja 2009-11-18 17:17

Czego pragną kobiety? Wie młoda poznanianka, która uczy panie: szyć, zakładać własny biznes, malować, zarządzać własnym czasem, tańczyć, mówić po hiszpańsku. I nieźle na tym zarabia.

Joanna Stankiewicz, właścicielka firmy Babiląd
Łukasz Cynalewski
Joanna Stankiewicz, właścicielka firmy Babiląd
ZOBACZ TAKŻE
Joanna Stankiewicz na piątym roku studiów na poznańskim uniwersytecie zrobiła sobie przerwę w pisaniu pracy magisterskiej. Wybrała się na szkolenie instruujące, jak założyć firmę.

- Nie wiedziałam jeszcze, co to PIT, ZUS czy VAT. Byłam typową studentką kulturoznawstwa - wspomina 27-latka.

Pod koniec szkolenia przekonała się, że zakładanie firmy to nie zdobywanie Mount Everestu. Stworzyła Babiląd - Ośrodek Rozwoju Osobistego Kobiet. W ciągu dwóch lat zdobyła kilka tysięcy klientek. Każda znajdzie tu coś dla siebie. Dla ciała: pilates, jogę, nordic walking, taniec brzucha. Można uczyć się też technik tańca współczesnego czy salsy. Panie w Babilądzie ćwiczą też umysł: na zajęciach z angielskiego, hiszpańskiego czy weekendowym kursie zarządzania czasem. To nie koniec. Uczą się też malarstwa sztalugowego, szydełkowania, kroju i szycia.

Asia osobiście prowadzi tylko jedne warsztaty. Uczy panie... jak założyć własną firmę. Do prowadzenia pozostałych zajęć wynajęła przyjaciół.

Przyjaciółki w biznesie

Początki nie były łatwe. Kilka miesięcy szukała lokalu. W końcu urządziła się w ogromnym mieszkaniu w starej kamienicy w centrum Poznania. Wynajmuje je wspólnie z dziewczyną prowadzącą agencję reklamową. Miesięcznie kosztuje ją to ok. 2,4 tys. zł. Pierwsze pieniądze wydała na wyposażenie lokalu (stoły, krzesła, lustro do sali tanecznej i maszyny do szycia). Pracowników znalazła w nietypowy sposób. Niepotrzebna jej była pomoc agencji pracy, nie publikowała ogłoszeń w prasie. Wystarczyło obdzwonić znajomych.

- Wcześniej działałam w teatrach alternatywnych, znałam wielu ludzi, którzy robili różne dziwne rzeczy. Bez problemu namówiłam koleżanki do prowadzenia kursów z szycia, fotografii, tańca czy warsztatów bębniarskich - opowiada. - Cały mój biznes tak naprawdę opiera się na znajomych. To grono, metodą łańcuszkową, poszerza się do dziś.

Na początku Asia współpracowała z dziesięcioma kobietami, które prowadziły kursy. Dziś z kilkudziesięcioma. Z każdą podpisuje umowę o dzieło. - Dla nich to szansa na dorobienie, praca dodatkowa - tłumaczy dziewczyna. - Większość z nich na własny biznes nigdy by się nie zdecydowała, bo - jak mówią - nie mają głowy do papierów.

Wszystkie kursy odbywają się w wynajętym przez Babiląd mieszkaniu. Ten spory lokal (160 m kw.) w przedwojennej kamienicy Asia dostosowała do potrzeb firmy - jest tu sala taneczna z lustrami na ścianach, są pomieszczenia ze stołami do innych zajęć.

Babskie ploty, czyli promocja

Pierwsze warsztaty w Babilądzie ruszyły 1 kwietnia 2007 r. Dzień wcześniej Asia zorganizowała Babi Targ. Znajomy za darmo udostępnił jej salę w swojej klubokawiarni. Zaprosiła panie, które chcą się powymieniać ciuchami, dodatkami, biżuterią. Przyszło ok. 40 kobiet. - I choć o promocji nie miałam wtedy zielonego pojęcia, okazało się, że targ to najlepsze, co mogłam zrobić - mówi. - Przyszły nie tylko panie, które chętnie zapisywały się na zajęcia, ale też wszystkie poznańskie media. O Babilądzie usłyszało całe miasto.

Tuż po imprezie ruszyły pierwsze warsztaty - z robienia pisanek. - Wtedy jeszcze nie miałam swojego lokalu, kurs odbył się w kawiarni Republika Róż prowadzonej przez koleżankę - mówi Asia. - I okazał się strzałem w dziesiątkę. Zapraszałyśmy panie z dziećmi, a niektóre przyszły z mamami i babciami. Zrobiło się wielopokoleniowo. Najmłodsze miały sześć lat, najstarsze - 90. Ten sukces dał mi kopa.

Właśnie przygotowuje 13. edycję Babiego Targu. Każda impreza odbywa się w innym miejscu. Na początku były to najczęściej kawiarnie i puby prowadzone przez znajomych, którzy za darmo użyczali pomieszczeń. - Teraz muszę wynajmować sale, bo potrzebuję więcej miejsca. Na targi przychodzi po kilkaset kobiet - mówi.

W promocję dużo nie inwestuje. - Zrobiłam stronę internetową, wydrukowałam ulotki i plakaty - opowiada właścicielka Babilądu. - Łącznie wydaję na marketing 2 tys. zł raz na kilka miesięcy. Ale tak naprawdę ten biznes najlepiej promuje stara, sprawdzona metoda - poczta pantoflowa. Kobiety dużo mówią innym kobietom. I dzięki temu wciąż pozyskuję nowe klientki.

Przychodzą najaktywniejsze

Miesięcznie przez Babiląd przewija się od 100 do 200 kobiet. Co je przyciąga?

Asia: - W Poznaniu działa kilka ośrodków dla kobiet. Babiląd wyróżnia to, że jest nie tylko miejscem, do którego przychodzi się na fitness, ale też przy okazji ogląda się wystawę rozwieszoną na korytarzu wynajmowanego przez firmę mieszkania, np. o prawach człowieka czy tolerancji, które przygotowujemy z różnymi stowarzyszeniami. To prawdziwy ośrodek życia kobiecego, nie klub sportowy czy kółko plastyczne.

Najczęściej przychodzą kobiety w wieku od 20 do 45 lat. Większość to pracujące, aktywne panie.

Ale czasem na zajęcia zapisują się też mężczyźni. - Nie wypraszam panów - mówi szefowa Babilądu. - Raz nawet zorganizowałyśmy warsztaty stylizacji specjalnie dla mężczyzn. Teraz mamy tylko jednego, rodzynka, który uczy się szyć. Jest ulubieńcem wszystkich pań - opowiada dziewczyna.

Ruch w interesie zaczyna się w październiku. Wtedy startuje większość kursów. W tym sezonie za 12 lekcji tańca współczesnego czy tańca brzucha panie płacą 240 zł, za kurs szydełkowania - 300 zł, za kurs z malarstwa (dziewięć dwugodzinnych spotkań) czy naukę kroju i szycia - 600 zł.

Źródło: Mój Biznes
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy