http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Filipiak: Po pierwsze, profesor, pod drugie, prezes

Tomasz Prusek
2009-11-14, ostatnia aktualizacja 2009-11-10 17:40

Twórca i prezes informatycznej spółki ComArch zaczynał karierę biznesową na początku lat 90. od wynajętego pokoiku w Akademii Górniczo-Hutniczej (AGH) w Krakowie. Dziś jego firma jest warta 600 mln zł i zatrudnia 3,5 tys. ludzi w dziesięciu krajach

Janusz Filipiak, prezes ComArchu
Mateusz Skwarczek
Janusz Filipiak, prezes ComArchu
Włoski dziennik "Corriere della Sera" napisał kiedyś o Filipiaku jako o polskim Billu Gatesie, twórcy potęgi Microsoftu. "Polski Gates" przyjechał do Krakowa na studia z rodzinnej Bydgoszczy. Pasjonował się fizyką teoretyczną. Zanim skończył 19 lat, znał równanie Schrödingera, zasadę Heisenberga, rachunek różniczkowy. Zawsze chciał zostać na uczelni i pracować naukowo. W 1976 r. z wyróżnieniem obronił pracę magisterską. Doktorat zajął mu trzy lata, habilitacja w zakresie telekomunikacji kolejne pięć.

Aby utrzymać rodzinę, na początku lat 80. pracował nie tylko głową, dorabiał np. nocnym stróżowaniem na budowie jednego z krakowskich osiedli. Doktorowi z dwójką małych dzieci mieszkającemu na 18 m kw. w asystenckim akademiku się nie przelewało. Zaczął wyjeżdżać na Zachód: do Francji (pracował dla France Telecom), Kanady, Australii. Tam dopiero zarobił pierwsze poważne pieniądze.

Choć 57-letni Filipiak stawiany jest często za klasycznego "self mede-mana", który własną pracą dorobił się majątku i prestiżu w środowisku biznesowym, to lubi, kiedy współpracownicy zwracają się do niego nie per "prezes", ale per "profesor". Za swój największy sukces osobisty uważa bowiem nominację profesorską, którą otrzymał z rąk prezydenta Lecha Wałęsy w 1991 r. Miał wtedy zaledwie 39 lat. Ale największe sukcesy były dopiero przed nim. Dwa lata później z żoną Elżbietą i kilkoma współpracownikami założył ComArch.

Zawsze mocno podkreśla, że wziął się do biznesu, gdy odniósł sukces finansowy i naukowy: był dyrektorem centrum badawczego, publikował książki, przewodniczył konferencji naukowej, wygłaszał wykłady na renomowanych uczelniach. Kierował pracami zleconymi dla uczelni z dziedziny informatyki i telekomunikacji.

Początki jego własnej firmy przypominają trochę amerykańską karierę Jobsa i Wozniaka, którzy złożyli w swoim garażu pierwszy legendarny komputer Apple. Tyle że ComArch nie zaczynał w garażu, ale w pokoju nr 415 na AGH. Przełomowym momentem w życiu młodej spółki był pierwszy wielki kontrakt dla Telekomunikacji Polskiej w 1994 r. Chodziło o system SEZTEL, czyli system ewidencji sieciowej.

Ale o ComArchu stało się naprawdę głośno, gdy pojawił się na parkiecie warszawskiej giełdy. Sam Filipiak wspomina, że bardziej potrzebował wtedy giełdy, aby się uwiarygodnić na rynku, niż pieniędzy inwestorów. Ci ostatni byli od pierwszego kontaktu wprost olśnieni ComArchem i osobą Filipiaka. Mała, od zawsze prywatna firma, dochodowa działalność, portfel prestiżowych klientów i prezes roztaczający swoje wizje niczym Bill Gates. ComArch chciał zebrać niewiele pieniędzy w ofercie - 14 mln zł. Tymczasem inwestorzy zapisali się na papiery warte 310 mln zł. Stopa redukcji wynosiła aż 95 proc., co dawało pewne przebicie na debiucie.

Zawodowi analitycy z biur maklerskich podchodzili początkowo do spółki z dużą rezerwą. Zgłaszali zastrzeżenia prawie do wszystkiego: struktury akcjonariatu (Filipiakowie mieli 85 proc. głosów na walnym), wielkości spółki i emisji. Debiut na giełdzie w marcu 1999 r. wywołał euforię - akcje zyskały 102 proc.

Siłę ComArchu Filipiak zbudował na zapale do pracy młodych ludzi: studentów lub świeżo upieczonych absolwentów. Średnia wieku w firmie wynosiła dwadzieścia kilka lat. Jeden z ówczesnych studentów mówił: "Co drugi pokój naszego wydziału w akademiku to ComArch". Projekty wykonywane przez studentów były często pracami magisterskimi - uczyli się, jednocześnie zarabiając pieniądze. Mała firma miała dość rodzinny charakter: wspólnie obchodzono urodziny, imieniny czy obrony prac magisterskich. Na delegacjach w Warszawie wszyscy spali w służbowym mieszkaniu: Filipiak na kanapie, reszta na podłodze w śpiworach.

ComArch trafił na giełdę na krótko przed internetową gorączką, która wywołała gigantyczny run na firmy informatyczne i telekomunikacyjne. Filipiak potrafił wyczuć koniunkturę. Na giełdę posłał portal internetowy Interia.pl, wspólne dzieło ComArchu i Radia RMF FM. W marcu 2001 r. ComArch wszedł na blisko trzy lata w skład indeksu WIG20 - najbardziej prestiżowej grupy 20 największych spółek warszawskiej giełdy.

Po pęknięciu spekulacyjnej bańki internetowej firmy informatyczne wypadły z łask inwestorów. Jednak ComArch przetrwał na rynku i po otrząśnięciu się z kryzysu ponownie zaczął zaskakiwać. Zamiast bić się o wielkie rządowe kontrakty w kraju, Filipiak ruszył tam, gdzie wydawało się jest jeszcze trudniej - za granicę.

Dziś ComArch chwali się, że działa nie tylko w Polsce, ale też w całej Europie, USA i na Bliskim Wschodzie. Roczne obroty sięgają 300 mln dol. Firma ma na koncie ponad 2 tys. projektów informatycznych, z jej oprogramowania korzysta 40 tys. firm działających w branżach: telekomunikacyjnej, finansowej, ubezpieczeniowej. Wśród klientów ma duże przedsiębiorstwa, ale też małe i średnie. Oferuje systemy finansowo-księgowe, wsparcia sprzedaży, elektronicznej wymiany dokumentów, bezpieczeństwa i ochrony danych.

Kilka lat temu Filipiak mówił "Gazecie" o swoich cechach: "Pracowitość na granicy pracoholizmu, chęć tworzenia, odwaga, zawziętość. Aby nie wymięknąć, kiedy się wszystko wali". Ogromną wagę przywiązuje do zaufania. Jak sam mówi o sobie: zarządza przez delegację zaufania, choć wiele razy zawiódł się na ludziach. W zarządzaniu firmą ufa przede wszystkim sobie i żonie Elżbiecie - razem kontrolują 69 proc. głosów na walnym.

Źródło: Mój Biznes
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów