Po studiach na Politechnice Śląskiej Sroka pracował w biurze projektów. - Miałem bardzo dobre stanowisko starszego projektanta. Był czas na wypicie kawy, a do domu wychodziłem o trzeciej - wspomina.
Taka ciepła posadka nie dawała mu jednak satysfakcji. Sroka w końcu ją rzucił i wyjechał do Czech jako monter. Ale tak naprawdę zawsze miał ochotę robić coś samodzielnie.
Decyzja, by zacząć pracować na własny rachunek, zapadła podczas jednego z wieczornych spotkań z bratem i kolegą.
- Był rok 1991, oni nie mieli już pracy, bo ich firmy upadły. Pomyśleliśmy, żeby założyć własną firmę, z której będziemy mogli żyć wszyscy - mówi Stanisław Sroka.
Razem mieli 1 tys. dol. kapitału początkowego i ogromną ochotę do pracy. W ciągu tygodnia założyli spółkę i znaleźli halę do produkcji w Przeworsku na Podkarpaciu.
Zaczynali od produkcji siatek i prostych konstrukcji stalowych. W pierwszym roku zatrudnili 14 osób, wypracowując 300 tys. zł sprzedaży. Z czasem firma zaczęła brać również zlecenia na elementy maszyn i przenośników, a w końcu także całych przenośników (czyli tych elementów linii produkcyjnej, które odpowiadają za przenoszenie wyrobu z miejsca na miejsce). - W 1994 r. pozyskaliśmy inwestora niemieckiego, który dał nam trochę pieniędzy. Ale już trzy lata później wykupiliśmy udziały tej firmy - mówi Sroka.
Zaczynająca w wynajętej hali w Przeworsku firma z czasem wykupiła upadający POM w Woli Dalszej koło Łańcuta. W okolicy prawie nikt nie miał potrzebnego doświadczenia. Zespół pracowników trzeba było tworzyć od zera. Zbudować organizację, rozwijać technologię i zainwestować w infrastrukturę.
Ten wysiłek przyniósł jednak owoce. W ciągu dekady udało się przekształcić Transsystem w przedsiębiorstwo realizujące kompleksowe zadania w zakresie projektowania, wykonywania oraz montażu systemów transportu technologicznego. Firma Stanisława Sroki jest dziś jedną z pięciu największych firm na świecie na tym rynku. Jest generalnym wykonawcą systemów transportu, m.in. dla BMW, Volkswagena, Audi, a także dla poddostawców koncernów samochodowych - fabryk opon, siedzeń, elementów karoserii. Od 2005 r. wszystkie nowe modele samochodów General Motors - od Ameryki aż po Chiny - transportowane są w swoich fabrykach za pomocą linii technologicznych polskiej firmy z Podkarpacia.
- Najpierw pracowaliśmy z drugiej linii, dla bardzo dużych firm, które wówczas były generalnymi wykonawcami dla fabryk. Po kilkunastu latach doświadczeń sami weszliśmy na rynek, już jako równoważny albo nawet mocniejszy konkurent tych firm, dla których kiedyś pracowaliśmy - opowiada Sroka.
Firma weszła także na inny rynek związany z transportem - zaczęła produkować wyciągi narciarskie gondolowe i zwykłe. A ostatnio Transsystem zrobił kolejkę napowietrzną na zlecenie z Tajwanu.
Na tym jednak przedsiębiorstwo się nie zatrzymało. - Chyba intuicyjnie wyczuliśmy zbliżający się kryzys, bo jeszcze przed jego nadejściem zaczęliśmy pozyskiwać klientów innych branż, m.in. dla energetyki - mówi prezes Transsystemu. Firma ma dziś podpisane kontrakty na zamówienia dla elektrowni i kopalni. - Widzimy tu ogromne szanse, bo w Polsce jesteśmy chyba liderem. A chcemy być nim również w Europie - podkreśla Sroka.
Czwartym filarem Transsystemu ma być produkcja dla branży lotniczej. - Mowa tu o systemach montażu, transportu, składowania elementów dla Airbusa - mówi Sroka. Wolne siły produkcyjne swojej firmy przedsiębiorca kieruje także w budownictwo.
- W biznesie nie wszystko zależy od układów, od pieniędzy, wielkich dotacji czy jakiś super stworzonych warunków - podkreśla Sroka. Bo jak podkreśla, recepta na rozkwit firmy nie jest skomplikowana: inicjatywa, ale także odwaga, zaciętość i uparte realizowanie zamierzeń - to wystarczy. - W ciągu tych 18 lat pracy zawsze liczyłem przede wszystkim na siebie i na ludzi, którzy pracowali w firmie - mówi. Zaczynaliśmy od 1 tys. dol. Doszliśmy do 1 tys. pracowników, których zatrudniamy dzisiaj. Trzymamy się tysiąca - mówi.
Źródło: Mój Biznes