W konkursie chcemy przełamać stereotyp, że 60, 65 a nawet 70-latek powinien kończyć karierę zawodową. Jak na razie wpłynęło 200 zgłoszeń od 60-, 70-, 80- i nawet 90-letnich urzędników, inżynierów, konstruktorów, nauczycieli, biznesmenów. Ludzi, którzy nie wyobrażają sobie życia bez pracy. Dziękujemy i prosimy o więcej!
Opisaliśmy m.in. historię 66-letniej śpiewaczki operowej Bożeny Szczerbal, która pracuje w Teatrze Wielkim w Poznaniu. Pisaliśmy również o Tadeuszu Mazurku, 82-latku z Warszawy. Wcześniej konstruował wynalazki, teraz naprawia domofony. Pracuje już 57 lat!
W konkursie startuje też Irena Kwapisz - rocznik 1920. Prowadzi zakład naprawy motocykli założony w 1937 r. przez męża. Nadal przyjmuje silniki do remontu, jeździ po części.
W konkursie "Stary człowiek i może pracować" wyróżnimy dziesięć najstarszych pracujących osób. Nagrodę główną ufundował PKPP Lewiatan (do wyboru: weekend w ośrodku spa lub laptop).Partnerem konkursu jest Emporia Telecom. Firma ufundowała dla zwycięzców nagrody dodatkowe - dziesięć telefonów komórkowych Emporia.
Dziś przedstawiamy jednego z fascynujących kandydatów do miana najstarszego pracownika w kraju. Stefan Elek, choć ma 92 lata, nie może zrezygnować z pracy tłumacza w sądzie. - Nie pozwalają mi odejść - mówi. -Od czterech lat z prezesem szukamy jakiegoś młodego. Już osiem osób znalazłem świetnie mówiących po węgiersku. Ale nie dostają papierów tłumacza przysięgłego, bo nie skończyli filologii.
Kiedy się pan urodził?
- 20 sierpnia 1917 r. na Węgrzech w miejscowości Nagyzsam.
Gdzie???
- W N A G Y Z S A M!
Jest pan Węgrem?
- Obywatelstwo mam polskie, ale narodowość węgierską. W 1920 r., kiedy rejon, na którym mieszkaliśmy, włączono do Jugosławii z rodzicami wyjechałem do Budapesztu.
Ojciec był administratorem w majątkach ziemskich. Mama - gospodyni domowa - znała kilka języków: angielski, francuski, niemiecki. Jej rodzice, a moi dziadkowie mieli wielki młyn i zadbali o wykształcenie córki.
A pan jakie szkoły skończył?
- Jestem architektem krajobrazu W 1941 r. dostałem dyplom Węgierskiej Królewskiej Akademii Ogrodniczej w Budapeszcie. Ale wybuchła II wojna światowa.
W 1943 r. dostałem wezwanie do wojska od armii węgierskiej, jak wiadomo sprzymierzonej z Niemcami Byłem u husarów, pułk 4. Wysłali nas na Białoruś. Mieliśmy szukać i rozbrajać partyzantów: polskich i rosyjskich
I rozbrajał pan?
- Nie atakowaliśmy Polaków. Jak widzieli węgierski mundur, przychodzi do nas z zaufaniem. Chorych Polaków przewoziliśmy do niemieckich szpitali polowych. Jak zdrowieli i mieli być przesłuchiwani, wykradaliśmy ich i uwalnialiśmy. 15 lipca 1944 - nastąpił nasz odwrót na Zachód. Wycofywaliśmy się razem z wojskiem niemieckim. 31 lipca o godz.18 jako jeden z ostatnich oddziałów przedostaliśmy się na lewa stronę Wisły.
Następnego dnia wybucha Powstanie Warszawskie.
- Gdy się dowiedziałem o wybuchu Powstania, razem z grupą Węgrów przeszliśmy na stronę powstańców. Zgłosiliśmy się na ul. Puławską w Warszawie do ich sztabu. Tam nas spisano - tylu i tylu ludzi, tyle koni, takie wyposażenie. Miałem wtedy czarnego, pięknego konia Rokitę ze stajni wyścigowej. Wspaniale skakał!
Od razu dostaliśmy zadanie - wywieść cywilów poza Warszawę do Milanówka, Grodziska, Podkowy Leśnej, Michałowic. Dramat zaczął się, gdy przyszli Rosjanie. Wtrącili nas do więzienia w Sochaczewie. Później przewozili nas do kolejnego więzienia na północ Polski. Udało mi się wyskoczyć z wozu. Strzelali.
Źródło: Mój Biznes