http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Feliks Jurek ma 78 lat i prowadzi własną firmę

Rozmawiał Grzegorz Lisicki
2009-09-16, ostatnia aktualizacja 2009-09-17 13:24

Firmę można prowadzić i wieku 78 lat. Udowadnia to księgowy Feliks Jurek z Łodzi

Grzegorz Lisicki Wesołe jest życie emeryta?

Feliks Jurek: Wesołe, ale ja wciąż pracuję zawodowo! Prowadzę własne biuro rachunkowe

Rzadko można spotkać przedsiębiorcę w pana wieku.

- To fakt. Nie znam nikogo, kto by tak długo pracował. Oprócz mojego lekarza internisty, który czasami wpada do mnie na wizytę domową. On ma, niech policzę... 81 lat.

Jak to się możliwe, że nie siedzi pan na działce, tylko wciąż pracuje?

- Cały czas jestem sprawny, to pracuję. Co w tym dziwnego?

Całe życie był pan księgowym?

- Ukończyłem wyższą szkołę oficerską. A później 35 lat służyłem w wojskach pancernych. Pracę w wojsku kończyłem w administracji. I przez te 35 lat dosłużyłem się stopnia podpułkownika. Na wcześniejszą emeryturę odszedłem w 1983 r., po wypadku samochodowym.

Podpułkownik wojsk pancernych słabo się kojarzy z księgowością. Tego w czołgach przecież nie uczą.

- Zaraz do tego dojdę. Po kolei. Gdy odszedłem z armii, zacząłem pracować w cukierni.

Piekł pan ciasta?

- A skąd. W Łodzi przy ul. Pomorskiej jest taki pawilon handlowy, nazywają go Kapelusz Anatola. A obok tego Kapelusza jest cukiernia, ja tam przez lata ciasta kupowałem. I któregoś dnia, zaraz po tej mojej emeryturze, ekspedientka mi mówi, że zakład poszukuje księgowego. A ja podstawy tego księgowania liznąłem w administracji wojskowej. I zaraz jej powiedziałem, że nie muszą szukać, bo ja chętnie im pomogę. Zgodzili się i tak zaczęliśmy współpracować. Z tą cukiernią było słodko przez 14 lat. (śmiech)

I co pan robił?

- Grzebałem się w księgach rachunkowych. Panie, ile to roboty było. Jedna taka księga ma z 50 stron. Ja w ciągu roku zapisywałem trzy-cztery księgi. Wszystko ręcznie. Rubryk dziesiątki, wszelkie rachunki, przychody rozchody, środki. Starannie, powoli, żeby nie było manka. Jest takie powiedzenie, że księgowy lepiej zna interes od właściciela i jego rodziny. No to ja też coś takiego o sobie mogę powiedzieć.

Kreatywna księgowość za socjalizmu była? Prywatnej inicjatywy władza nie lubiła. Wciąż były domiary, kontrole

Różnie to bywało. W każdym razie, pracując w cukierni, cały czas się rozwijałem. Już w latach 90. ukończyłem szkołę kształcenia korespondencyjnego w księgowości. Byłem najstarszy z kursantów. Prócz cukierni miałem jeszcze kilka dodatkowych firm do obsłużenia. W sumie 3 sklepy, 2 cukiernie i kilka innych firm prywatnych. I co miesiąc to samo: zamknięcie miesiąca, sprawozdania do skarbówki, do ZUS-u. A lata lecą, zdrowia ubywa. To wszystko zaczęło mi sprawiać problemy. Trzeba było bowiem bez przerwy kursować od firmy do firmy, wozić księgi, kręcić się po urzędach. Na tym kręceniu po urzędach zeszły mi całe lata 90.

Aż w 2002 r. założył pan firmę.

- Przemyślałem sprawę i doszedłem do wniosku, że zamiast ja do nich, to oni teraz powinni do mnie przywozić papiery (śmiech). Założyłem Biuro Rachunkowe "Feliks Jurek". Jak zakładałem firmę, miałem 72 lata. W urzędach oczy robili jak pięć złotych. W porywach miałem dziesięć firm do obsługi. Teraz mam pięć. [Dzwoni dzwonek do drzwi, chwila przerwy]. O, widzi pan, właśnie mi kolejne papiery kolega przywiózł do zrobienia.

Długo pan tę firmę zakładał?

- Cztery dni. Jeżdżenia było po urzędach dużo, ale przynajmniej jak już pojechałem, to od ręki dali papier. Teraz jest jedno okienko, czyli że firmę można zarejestrować w jednym miejscu, ale to żadne ułatwienie. Słyszałem, że na dokument trzeba czekać dwa tygodnie.

Źródło: Mój Biznes
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos