http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nie miała baba firmy, nie miała kłopotu

Imię i nazwisko do wiadomości redakcji
2009-07-12, ostatnia aktualizacja 2009-07-12 22:29

To historia o tym, jak pewnego dnia zachciało mi się założyć własną firmę. I o tym, jak mi się jej odechciało już na etapie rejestracji.

SERWISY
Pod koniec czerwca złożyłam w urzędzie Mokotowa wniosek o zarejestrowanie działalności gospodarczej - formalnie od 1 lipca. Na czym polegają ułatwienia związane z jednym okienkiem, nie wiem do dzisiaj, choć od kilku dni biegam po urzędach. Każdy z kolejnych urzędników inaczej opowiada o tym, co powinnam zrobić w następnej kolejności. Na razie udało mi się ustalić tyle: urząd gminy nadaje nowej firmie numer wpisu do ewidencji gospodarczej i wysyła informacje o niej do GUS. GUS przysyła firmie REGON, a urząd gminy - numer wpisu do ewidencji, po czym firma rejestruje się w US i ZUS.

Jak długo trzeba czekać na numery - nie wiadomo, według urzędniczki z Mokotowa powinny być w ciągu 1-2 tygodni.

Według Ministerstwa Gospodarki przedsiębiorca może działać bez REGON-u. Ale w praktyce nie da się bez niego załatwić wielu rzeczy. I bądź tu mądry - z jednej strony masz firmę i będziesz od 1 lipca płacił składki, z drugiej - niewiele możesz w niej zdziałać.

Po tygodniu, kiedy żaden z numerów nie przyszedł, na stronach GUS doczytałam, że REGON można odebrać osobiście - można się umówić telefonicznie. O ile człowiek się dodzwoni. Mnie się nie udało. Pojechałam więc do GUS. I zdębiałam.

Z jednej strony jest piękna sala, informacja przy wejściu, numerki, ludzi w kolejkach niedużo, więc wydaje się, że wszystko pójdzie sprawnie. Z drugiej - bałagan (nad okienkami wyświetlają się numerki ludzi z kolejki, ale jednocześnie jest dużo osób skierowanych z informacji bez kolejki) i niegrzeczne urzędniczki. O ile w ogóle są.

- Pani pójdzie do okienka numer 4 - usłyszałam w informacji.

- Ale tam nikogo nie ma.

- To proszę obserwować, kiedy ktoś przyjdzie.

Obserwuję, "ktoś" przychodzi. Do okienka biegną dwie osoby: ta z numerkiem i ta skierowana (jak ja) z informacji. Okazuje się, że ta druga biegła niepotrzebnie, bo w okienku nr 4 usiadła pani z okienka nr 3. Obserwuję dalej. Urzędniczki się zmieniają, w końcu udaje mi się dotrzeć do właściwej.

Mówię, że chcę odebrać REGON osobiście albo umówić się na odbiór (wysyłają go zwykłym listem). REGON-u nie ma, bo pani "nie nadąża z wystawianiem"; każe mi czekać 3 tygodnie i jeśli nie dostanę go pocztą, znowu przyjść. Na pytanie, co jej zdaniem mam zrobić - skoro teoretycznie mam firmę, ale praktycznie wielu rzeczy nie mogę załatwić - słyszę: - Skarżyć się do rządu. Chcieliście jednego okienka, to go macie.

Po czym wstaje i odchodzi, rzucając: - Niech pani przyjdzie po niedzieli. Wróci koleżanka z urlopu, to może ten REGON wystawi.

Rozmowie przysłuchuje się klientka przy sąsiednim okienku; jest w podobnej sytuacji - założyła firmę, ale nie ma REGON-u. Zarejestrowała się w urzędzie pracy i dostanie pożyczkę na prowadzenie własnej działalności. Pod warunkiem że skończy rejestrację tej działalności w terminie.

W domu czytam raz jeszcze na internetowej stronie Ministerstwa Gospodarki: "Obecnie numer REGON nie jest już niezbędny przedsiębiorcy do funkcjonowania w obrocie gospodarczym czy urzędowym". Ale jest też powiedziane na przykład, że: "Jeżeli banki zgłaszają takie żądania [posiadania REGON-u], wynika to z ich regulaminów wewnętrznych ".

Dla mnie to brzmi jak stwierdzenie: "Wszyscy ludzie mogą kupować jabłka. Ale sklepy mogą odmówić sprzedawania ich blondynom".

Za kilka dni składam wniosek w konkursie o fundusze unijne. Wiem, że razem z nim muszę złożyć dokumenty potwierdzające zarejestrowanie firmy. Ale wciąż nie wiem, czy moja firma już istnieje (według urzędniczki z gminy tak), czy nie. Wolę się upewnić. Urzędnicy w RIF (to tam składa się wnioski) i PARP są grzeczni, pomocni i konkretni. W RIF mówią mi, że spółki mogą być na etapie rejestracji, ale działalność gospodarcza musi mieć REGON.

- GUS nie potrafi odpowiedzieć mi, kiedy go dostanę. A według Ministerstwa Gospodarki mogę działać bez REGON-u - powtarzam.

- Nie umiem poradzić. Proszę skontaktować się z PARP.

PARP: - Musi mieć pani REGON.

Opowiadam moją historię. Urzędniczka w PARP mówi: - Jeżeli złoży pani wniosek bez REGON-u, RIF może wystąpić do nas z pytaniem, czy może go przyjąć. My odpowiemy, że tak. Ale RIF może też nas o to nie zapytać, tylko odrzucić wniosek z powodów formalnych.

Co proszę? Urzędniczka radzi, bym razem z wnioskiem złożyła stosowne oświadczenie, a jeszcze lepiej - zadzwoniła wcześniej do RIF, żeby ten poprosił o interpretację PARP. Agencja odpowie pozytywnie.

Świetnie. Ale dlaczego to ja powinnam na wszelki wypadek poinformować urząd, jakie mam prawa?

Siłą rozpędu - z interpretacją ministerstwa w głowie - dzwonię do ZUS-u. O dziwo, nie muszę jej wygłaszać; urzędniczka mówi, że do zgłoszenia wystarczy mój PESEL i NIP, a REGON mogę donieść później. Świetnie, bo trzeci dzień chodzę z kawałkiem kleszcza w boku. Oczywiście, mogłam pójść do lekarza prywatnie, tak jak chodziłam, kiedy byłam nieubezpieczona. Tylko dlaczego miałabym za niego płacić i teraz, skoro od 1 lipca płacę też składki?

Od lat płacę podatki. Nigdy nie korzystałam z pomocy państwa. Nie chcę, żeby mnie utrzymywało, bo potrafię utrzymać się sama. Nie musi mi nawet pomagać, życzyłabym sobie tylko, żeby mi nie przeszkadzało. Tymczasem od kilku dni zamiast na pracę cały swój czas poświęcam na próby odgadnięcia: "Co państwo ma na myśli?".

Rozumiem, że przepisy mogą być skomplikowane i urzędnicy mogą się w nich gubić, że po wprowadzeniu nowej ustawy może panować bałagan, jestem w stanie zrozumieć nawet, że poirytowane wciąż tymi samymi pytaniami urzędniczki GUS zachowują się tak, jak się zachowują.

Ale nie rozumiem, dlaczego przez trzy miesiące od wprowadzenia jednego okienka urzędy nie potrafią ustalić wspólnej interpretacji przepisów, dlaczego to ja muszę im udowadniać, że mam rację i przede wszystkim - dlaczego urzędnicy wprowadzają mnie w błąd? Wolałabym, żeby mi powiedzieli: "Nie wiemy. Radź sobie pani sama".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 104 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    34 głosy

  • Nie miała baba firmy, nie miała kłopotu predaton 13.07.09, 07:52

    Proszę przyjechać do Krakowa, gdzie firmę zakłada się w zależności od kolejki: od pół godziny do 3 godzin - wychodzi się z regonem, załatwionym ZUS i US. Chociaż tyle, że wypisywanie takich »

  • Nie miała baba firmy, nie miała kłopotu animation_life 13.07.09, 11:31

    nie sądziłam, że to mnie czeka - tak zachwalają to jedno okienko, że imuwierzyłam hehe»

  • Nie miała baba firmy, nie miała kłopotu amelie2 13.07.09, 19:53

    Polskie państwo jest wrogie swoim obywatelom. Urzędnicy (jest ich nadmiar)udowadniają przy każdej okazji swoją wyższość nad zwykłym obywatelem.Rejestracja firmy to "pryszcz" - proszę »