Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Pan Tomasz prowadzi w Kielcach dużą firmę z branży usług, zatrudnia 300 osób. - Występując do urzędu pracy o jednego pracownika, nie spodziewałem się, że w stolicy województwa takiego bezrobotnego nie ma. Przecież wymagania miałem naprawdę minimalne - opowiada. Prosi o nie podawanie nazwiska i nazwy firmy.
Szukał pracownika ze średnim wykształceniem, prawem jazdy kategorii B, znajomością komputera na podstawowym poziomie i - ale tylko ewentualnie - doświadczeniem w branży usług oraz kierowaniu zespołami powyżej 10 osób. - Specjalnie nie chciałem rozbudowywać oferty, żeby nie odstraszyć chętnych - dodaje przedsiębiorca.
Po miesiącu dostał pismo z Miejskiego Urzędu Pracy w Kielcach. Urzędnicy poinformowali go w nim, że wniosek o skierowanie osoby bezrobotnej do jego firmy "nie może zostać zrealizowany i zostaje wycofany z realizacji. Powodem takiej decyzji jest fakt, iż brak jest osób zarejestrowanych w ewidencji Miejskiego Urzędu Pracy w Kielcach spełniających Państwa wymagania".
Pan Tomasz nie kryje zaskoczenia i zażenowania. - Potraktowano mnie jak jakiegoś petenta w socjalistycznym biurze. Co to za odpowiedź? Jakich kryteriów nie spełniają bezrobotni? Może bym z czegoś zrezygnował? Dlaczego nikt nie zadzwonił do naszej firmy, nie dopytał? - pyta nasz rozmówca. - I takie pismo podpisuje kierownik wydziału promocji zatrudnienia. Jeśli tak ma wyglądać walka z bezrobociem w wykonaniu MUP-u, to jeszcze długo będzie ono w Kielcach wysokie - zauważa pan Tomasz.
Swoją historię opisał na internetowym forum przeznaczonym dla pracodawców. - I nie minęły dwie minuty, a wpisała się na nim osoba z odpowiednimi kwalifikacjami. Właśnie czekam na
CV i niewykluczone, że ją zatrudnię - informuje.
W ostatni wtorek wysłał do MUP-u pismo, domagając się wyjaśnienia. Pyta w nim, jakich kryteriów nie spełniają zarejestrowani w urzędzie bezrobotni, aby mógł zmienić ofertę.
Krzysztof Sławiński, wicedyrektor Miejskiego Urzędu Pracy w Kielcach przyznaje, że jego instytucja źle potraktowała przedsiębiorcę. - Nie można tak biurokratycznie podchodzić do pracodawcy. Zaraz wyjaśnię sprawę i postaram się, aby taka sytuacja się nie powtórzyła. Oczywiście, że musimy być elastyczni i jeśli coś w ofercie nie pasuje, próbować ją zmienić, coś pomóc, wyjaśnić. A nie odpowiadać w dwuzdaniowej formułce - przyznaje wicedyrektor.
Sławiński dodaje, że z końcem kwietnia, gdy przedsiębiorca złożył wniosek w urzędzie, rzeczywiście w bazie mogło nie być ani jednej takiej osoby. - To wymagania typowe dla absolwenta szkoły ponadgimnazjalnej. Oni jeszcze mieli rok szkolny, maturę. Takie osoby pojawiają się u nas w czerwcu - wyjaśnia Krzysztof Sławiński.
ziemowit.nowak@kielce.agora.pl