O sprawie "Gazeta" napisała wczoraj. Komornik Adam Pietrak wystawił na poniedziałek na licytację wart milion złotych dom łódzkiego przedsiębiorcy, Jakuba Mąkoszy. Chciał go w ten sposób zmusić, by zapłacił mu należne - jego zdaniem - 8 tysięcy złotych komorniczych opłat egzekucyjnych. Czyli nie chciał pieniędzy dla wierzycieli Mąkoszy (tych biznesmen spłacił), tylko dla siebie. Co więcej, komornik mimo wniosków wierzycieli, którzy informowali go, że długi zostały pospłacane - spraw przeciwko Mąkoszy nie umarzał.
Zobacz: Komornik zlicytuje mu dorobek życia
Tak nie można egzekwować długów - Wszyscy moi wierzyciele jak jeden mąż wystąpili do komornika o umorzenie egzekucji - Mąkosza pokazuje listy z wnioskami do komornika. A zgodnie z art. 825 kodeksu postępowania cywilnego w takiej sytuacji komornik musi sprawy zamknąć. Bo to wierzyciel rządzi jego postępowaniem.
- Mamy swoją teorię - opowiada pani Anna, żona zdesperowanego przedsiębiorcy. - Otóż jak już egzekucje były w toku, to wiadomo, że komornik na tym zarabia. Z tego przecież żyje. Jak pospłacaliśmy długi, to chyba nie był zadowolony. A przecież było orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, że komornicy nie powinni brać pieniędzy w takich sytuacjach dla siebie.
Ale skargi na komornika i wizyty u prezesów widzewskiego sądu nie pomagały. Mąkoszowie uparli się, że nie zapłacą. Pietrak uparł się, że zapłacą. Obwieścił licytację ich domu na łódzkiej Rudzie. Wartego grubo ponad milion złotych. By odzyskać "swoje" osiem tysięcy.
- Nie lepiej zapłacić i zapomnieć raz na zawsze? - pytałem Mąkoszę. - Nie szkoda nerwów i łez?
- Nie. Jak tak ma wyglądać prawo w tym kraju, to nie ma sensu tu żyć. Będę walczył - zapowiadał.
Dom miał być licytowany w poniedziałek o godz. 10 w sądzie na łódzkim Widzewie. Pietrak przyszedł z młotkiem potrzebnym do licytowania. Ale nie stuknął nawet raz. Sąd w pięć minut umorzył całe postępowanie egzekucyjne.
- Nie jest dopuszczalne dalsze prowadzenie tego postępowania - mówił sędzia Bartosz Lewandowski. - Doszedłem do wniosku, że trzeba to umorzyć. Były tu nieprawidłowości, licytacja była zbyt dolegliwa dla dłużnika, licytowanie domu wartego milion było nieproporcjonalne do długu - wyliczał sędzia. - I do tego długu wobec komornika, bo wszyscy wierzyciele zostali spłaceni.
W tym momencie Mąkoszy puściły nerwy. - To niech sąd go zmusi, by mi konta na firmie odblokował. Wszystkie banki widzą we mnie dłużnika, kredyty mi każą oddawać! Przez tego pana! Przecież na nich nie ma siły! Wziąć tylko siekierę i ciąć ich po łbach! - krzyczał wzburzony.
Sąd nawet nie ukarał go za to grzywną...
Co na orzeczenie sądu Adam Pietrak? - Komornik nie jest stroną, więc się nie będzie odwoływał. Orzeczenie jest słuszne. Ale koszty mi się należą, z własnej kasy wyłożyłem na biegłego. Trudno, żebym ich nie odzyskał. Będę je odzyskiwał w sposób najmniej uciążliwy dla dłużnika. Ale jak nie będzie innego majątku, to może znów będzie licytacja. Chyba, że mnie spłaci - mówił twardo Pietrak.
Komornikom powinien się przyjrzeć minister Sąd uznał w ciągu pięciu minut, że egzekucję prowadzoną przez Adama Pietraka trzeba umorzyć. Dopatrzył się nieprawidłowości i uznał, że komornik popełnił błędy. Adam Pietrak jest we władzach Rady Izby Komorniczej w Łodzi, jest też znany jako bardzo skuteczny egzekutor długów. Ale ze strony kolegów z korporacji raczej nic mu nie grozi.
Andrzej Ritmann, przewodniczący Rady Izby Komorniczej w Łodzi: - Cóż, bez zajrzenia w akta ciężko mi cokolwiek mówić, Boże kochany... Aż nie chce mi się wierzyć, że dom wart milion miał być licytowany za opłaty egzekucyjne, za kilka tysięcy złotych. Poza tym postępowanie egzekucyjne ocenia sąd, nie samorząd. To sąd rozpatruje skargi na działania komorników. Ale dobrze, jako samorząd przyjrzymy się tej sprawie - mówi oględnie.
To nie pierwsza taka historia z komornikiem Adamem Pietrakiem w roli głównej. Pięć lat temu "Gazeta" opisała historię pana Wiesława, ławnika sądowego i przedsiębiorcy. W 1995 roku jego były wspólnik podał go do sądu o zwrot 7 tys. zł. Sąd wydał nakaz zapłaty. - Nie byłem mu nic winien, ale dla świętego spokoju spłaciłem go. W zamian podpisał w obecności świadka ugodę, że zrzeka się wobec mnie jakichkolwiek roszczeń finansowych - opowiada pan Wiesław.
Okazało się, że mimo zawartej ugody wspólnik poszedł z wyrokiem po kilku latach do komornika. Egzekucję wszczęto w kwietniu 2003 roku. W tym czasie dług wzrósł z 7 tys. zł do ponad 32 tys. zł.
- Latem ktoś dostał się na teren naszej działki i założył blokadę na alfę romeo mojej córki. Myślałem, że to głupi kawał miejscowych i przeciąłem blokadę - opowiadał pan Wiesław.
Potem okazało się, że blokadę założył komornik rewiru II przy sądzie rejonowym Łódź-Widzew... Adam Pietrak. W piśmie zażądał zwrotu blokady "pod rygorem powiadomienia prokuratury o zaborze mienia kancelarii". Zaplanował także licytację samochodu, choć ten od 3 lat nie należał do pana Wiesława. Po tekście "Gazety" komornik odwołał licytację.
- To nie pierwsza taka historia z komornikami w ogóle - komentuje Iwona Śledzińska-Katarasińska, łódzka posłanka PO. - Ponieważ Izba Komornicza nic z takimi przypadkami nie robi, a wiem, że tak jest, będę interweniowała w Ministerstwie Sprawiedliwości. Niech się wreszcie ktoś poważnie przyjrzy temu środowisku.