Kazimierza Czekaja, właściciela piekarni z Krakowa oraz radnego małopolskiego sejmiku wojewódzkiego, podwyżki prądu dotknęły tak jak dziesiątki tysięcy innych firm w całej Polsce
Zaczęło się w 2008 r., gdy ceny prądu dla przedsiębiorców przestał zatwierdzać Urząd Regulacji Energetyki. Od razu poszły one w górę średnio o 30 proc. Na początek 2009 r. firmy wpadły jednak w prawdziwy popłoch - ceny prądu znów wzrosły, tym razem o kolejne 40-60 proc. - Gdy dostałem pismo z informacją o podwyżce, to myślałem, że mój dostawca energii, państwowa spółka Enion, się pomylił - zżyma się piekarz.
Piekarnie, które mają piece chlebowe na prąd, należą do firm szczególnie dotkniętych ogromnymi podwyżkami. Energia elektryczna to dla nich jeden z najważniejszych kosztów.
Podwyżki rozruszały jednak rynek energii elektrycznej. Teoretycznie od lipca 2007 r. każdy użytkownik prądu może zmienić dostawcę. Firmy miały tę możliwość już wcześniej, od 2005 r., ale przez lata rynek był praktycznie martwy. W 2008 r. zaledwie 85 przedsiębiorstw zmieniło dostawców. Tymczasem tylko w styczniu i lutym 2009 r. na taki krok zdecydowały się aż 74 firmy, czyli prawie tyle, ile w całym ubiegłym roku. - Praktycznie co tydzień podpisujemy umowę z nowym klientem - mówi Grzegorz Górski, szef Electrabel Polska. - Mamy setki pytań od klientów, podpisaliśmy ponad 20 umów - opowiada Grzegorz Lot, dyrektor marketingu z Vattenfalla. - Wielu klientów sprawdza ceny - jeśli znajdą tańszą ofertę, idą do swego dotychczasowego dostawcy i proszą o obniżkę. Tak też zrobił Czekaj. Enion w styczniu zaproponował mu na "dzień dobry" prawie 307 zł za megawatogodzinę. To oznaczało, że rocznie jego piekarnia zapłaci pół miliona złotych za prąd, kilkadziesiąt proc. więcej niż do tej pory. - Będziemy protestować, zorganizujemy z kolegami przedsiębiorcami demonstrację - zapowiadał Czekaj w rozmowie z "Gazetą" w styczniu. Wkrótce okazało się, że od demonstracji lepsza jest propozycja konkurencji. - Dostałem ofertę od PKP Energetyka. Zaproponowali mi 286,10 zł za megawatogodzinę - opowiada Czekaj.
To oznaczało, że jego firma zaoszczędzi na zmianie dostawcy 34 tys. zł. Ale to nie koniec. Kiedy Czekaj poszedł z ofertą PKP Energetyka do Enionu, żeby wypowiedzieć umowę, nagle okazało się, że Enion wcale nie musi być taki drogi. - Kiedy usłyszeli, że chcę zrezygnować z ich usług, zaproponowali, że w takim razie będą sprzedawać mi energię po 281 zł - triumfuje piekarz. - Zarobiłem dzięki temu na wycieczkę na Malediwy- żartuje. Teraz jako radny zachęca do poszukiwania konkurencyjnych ofert samorządowe instytucje, które nie tylko mogą, ale i powinny poszukiwać oszczędności.
Jak zmienić dostawcę prądu?
Zanim podejmiemy decyzje o zmianie dostawcy, powinniśmy dobrze poznać oferty różnych dostawców. Każda firma ma nieco inne potrzeby - inną ofertę dostawcy mają dla sklepu, który zużywa najwięcej prądu w dzień, a inną dla piekarni, która znaczną część energii zużywa w nocy, gdy prąd jest tańszy. Pamiętajmy, że wysokość ceny jest tylko jednym z kryteriów. Innym jest np. gwarancja ceny - niektóre firmy proponują umowy ze stałą ceną, np. na cztery lata. Można wówczas dużo łatwiej ułożyć wieloletni budżet zakładu, ale cena taka jest zwykle trochę wyższa. Warto skorzystać z internetowej porównywarki ofert np. Verivox.pl.
Kiedy już wybierzemy odpowiednią ofertę, dostaniemy od naszego nowego dostawcy umowę wraz z pełnomocnictwem do załatwienia procedury zmiany dostawcy. Gdy je podpiszemy, nowy dostawca będzie mógł w naszym imieniu rozwiązać umowę ze starym. Procedura nie powinna trwać dłużej niż 30 dni.
Gdy nasza firma zawrze już nową umowę, będzie dostawać dwie faktury - jedną za samą zużytą energię od nowego dostawcy, drugą za jej fizyczną dostawę prądu od tzw. operatora systemu dystrybucji, czyli spółki, która odpowiada za dostawę prądu na danym terenie. Wielu osobom wydaje się, że rezygnacja z usług starego, "zasiedziałego" dostawcy jest niebezpieczna, bo np. prądu może zabraknąć.
Warto jednak wiedzieć, że operator odpowiada cały czas za usuwanie wszystkich awarii - nic się więc nie zmienia, jeśli chodzi o bezpieczeństwo dostaw.
Źródło: Gazeta Wyborcza