W wywiadzie dla gazety biznesmen mówi o przyczynach światowego kryzysu finansowego:
- Błąd polegał na tym, że zaczęto dawać kredyty znacznie wyższe niż wartość zabezpieczeń. Nie było przepisów, które by nakazywały bankom utrzymanie odpowiedniej relacji między swoim kapitałem, zabezpieczeniem a wielkością kredytu. A ta wielkość zrobiła się horrendalna - opowiadał Wejchert "Dziennikowi".
Zaznacza, że kryzysu nie przewidział, ale już 2-3 lata temu nie "potrafił pojąć" na czym polega boom nieruchomościowy w USA. Uważa, że wzrost cen był absurdalny. Sam nie inwestuje w akcje, z wyjątkiem TVN, za to zarabia m.in. na nieruchomościach.
Wejchert przekonuje, że dla jego firmy dużo dramatyczniej wyglądała sytuacja na początku lat 90-tych, kiedy przy szalejącej hiperinflacji firma musiała zamknąć większość swojej działalności. Nastąpiła wtedy zmiana prawa i osoby fizyczne mogły bez podatku sprowadzać elektronikę z zagranicy. ITI handlował wtedy japońskim sprzętem elektronicznym. - Zostaliśmy z naszym sprzętem i z kredytem w Pekao, za który go kupiliśmy. Zaczęło brakować nam gotówki, nie byliśmy w stanie na czas płacić podatków - wspomina Wejchert.
Ten czas firma przetrwała, ale bańka internetowa z 2001 roku dała się jej we znaki przy wprowadzaniu ITI na giełdę. - Miałem przygotowane spotkanie z dużymi inwestorami. Wyglądało ono mniej więcej tak: prowadzimy prezentacje, a tu inwestorzy dostają telefon, mówią "przepraszam" i znikają. Tego dnia giełda spadła o ok. 30 proc - opowiadał "Dziennikowi".
Przekonuje, że kryzys wyjdzie polskiej gospodarce na zdrowie, bo zyskają firmy o stabilnych fundamentach finansowych i biznesowych. - Firmy, które odnoszą sukces są rozpuszczone, to też niebezpieczeństwo - dodaje Wejchert.
Jak długo potrwa dochodzenie gospodarki do zdrowia? - pytają redaktorzy Dziennika. - Jestem optymistą. Myślę, że wszystko powinno zacząć się regulować w drugiej połowie przyszłego roku - opowiedział Wejchert.
Źródło: "Dz"