http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Firma >  Wiadomości

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Firma Gospodarka

Seksbiznes po polsku

Krzysztof Ratnicyn
2008-09-26, ostatnia aktualizacja 2008-10-02 13:24

Seks świetnie sprzedaje wszystkie produkty, ale usługi seksualne funkcjonują prawie bez reklamy.
Seks świetnie sprzedaje wszystkie produkty, ale usługi seksualne funkcjonują prawie bez reklamy.
fot. Josh Gosfield/Corbis

Prywatne anonse seksualne zamieszczone w internecie to tylko fasada, najczęściej stoi za nimi potężny biznes agencji towarzyskich

Wolfgang Prohl, dziennikarz i przedsiębiorca, organizator pierwszych w Europie targów erotycznych.
Wolfgang Prohl, dziennikarz i przedsiębiorca, organizator pierwszych w Europie...
Ulotki domów publicznych i prostytutek dziesiątkami lądują za wycieraczkami samochodów w Warszawie.
Marketing&more
Ulotki domów publicznych i prostytutek dziesiątkami lądują za wycieraczkami...
Przeczytaj rozmowę z organizatorem targów erotycznych

Seksbiznes kwitnie, roczne obroty branży usług erotycznych mogą sięgać nawet 20 mld zł. Wbrew pozorom rynek usług seksualnych nie jest bardzo rozdrobniony. Kontroluje go niewielkie grono zawodowych stręczycieli. O ile znaczących agencji towarzyskich w samej Warszawie jest kilkanaście, to już ogłoszeń indywidualnych - setki. Okazuje się jednak, że nie wszystkie anonse, od których roi się w internecie, to "prywatna inicjatywa".

O złożoności sprawy przekonuje Krzysztof Martyniak , doktorant w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, specjalizujący się w badaniu polskiej prostytucji. - Bez względu na to, czy mamy do czynienia z agencją, czy rzekomo indywidualnym ogłoszeniem, niemal na pewno trafimy na biznes kontrolowany przez jednego szefa. Właściciele agencji zdają sobie sprawę, że rynek wymusza różnorodność, więc dopasowują się z ofertą do potrzeb klientów - przekonuje Martyniak. Oczywiście, zdarzają się prywatne anonse, ale należą do rzadkości. Zwykle tworzone są pozory indywidualnego ogłoszenia, tak jak sobie życzy klient. - W rzeczywistości stoi za tym ten sam biznes, co w przypadku agencji, dojazdów na telefon itp. - dodaje Martyniak. Bezpośrednie relacje osób zaangażowanych w tę branżę mówią, iż każda próba uniezależnienia się jest torpedowana przez wąskie grono osób, które kontrolują rynek. Bez haraczu, zwanego najczęściej gwarancją ochrony, nie ma szans na działalność. Udaje się to nielicznym, przeważnie ekskluzywnym prostytutkom, oferującym na tyle drogie usługi, że stać je na ochronę.

Analiza wskazuje, że "prywatne" oferty zdominowały rynek, spychając na dalszy plan agencje. Ponadto są nawet kilkakrotnie droższe od typowych usług. Nic dziwnego, że szefowie agencji wykorzystują ten trend i sprzedają erotyczne usługi, stwarzając pozory ekskluzywnych, prywatnych ogłoszeń. A klientów skłonnych zapłacić 300-400 zł za godzinne spotkanie nie brakuje. - Wynika to pewnie z tego, że społeczeństwo się bogaci. Stać nas na więcej, to dotyczy każdej dziedziny życia - mówi prof. Ireneusz Krzemiński , socjolog.

Przeczytaj także: o największej polskiej firmie z branży porno

Miłość za 80-400 zł

Ceny usług erotycznych w całym kraju są podobne. Bez względu na to, czy klient skorzysta z prostytutki w Warszawie, Krakowie, czy Poznaniu, zapłaci tyle samo. Godzinne spotkanie w agencji towarzyskiej kosztuje od 80 do 150 zł. Niektóre oferują też półgodzinną wizytę za cenę niższą o ok. 20 zł. Za godzinną usługę z ogłoszenia "prywatnego", zapłacimy od 100 do 400 zł. W tym przypadku o cenie decyduje miejsce, np. to, czy mieszkanie, w którym przyjmuje dziewczyna, znajduje się w centrum miasta, czy na jego peryferiach, liczy się również jego standard. Klient, który w towarzystwie prostytutki chce spędzić całą noc, zapłaci od jednego do 2 tys. zł.

Telefonujemy do jednej z kobiet, której anons znajduje się w serwisie Odloty.tv. - Przyjmuję codziennie, bez ograniczeń. Naturalnie nie przez 24 godziny na dobę, muszę przecież odpocząć i się wyspać - mówi. Po wcześniejszym umówieniu przez telefon spotkanie jest możliwe o każdej porze. Klientów przyjmuje w mieszkaniu w centrum Warszawy, godzina przyjemności z nią to wydatek 200 zł. - W tej cenie oferuję wszystko, z wyjątkiem gwałtu analnego - mówi bez ogródek kobieta. Zna język niemiecki i angielski w stopniu komunikatywnym, więc jak zapewnia, nie ma problemu z obsłużeniem obcokrajowców.

Najwięcej nowych ogłoszeń pojawia się w okresie wakacyjnym - zwłaszcza w Warszawie i ośrodkach nadmorskich. Dla wielu młodych kobiet to sposób na dorobienie, jesienią wracają na studia w zupełnie innym mieście. - Jestem z Krakowa, a tu pracuję tylko przez dwa miesiące - mówi nam dwudziestoletnia dziewczyna, która przyjmuje klientów w centrum Poznania. Dlaczego wyjechała kilkaset kilometrów od domu? - W Krakowie studiuję i mieszkam z rodzicami. Nie potrafiłabym się wytłumaczyć. Tu jestem anonimowa. Klientów przyjmuję w załatwionej przez znajomych kawalerce. Oficjalnie jestem w pracy - śmieje się dziewczyna.

Rozmowa z właścicielką wiedeńskiej kawiarni sado/maso

"Działalność usługowa, gdzie indziej niesklasyfikowana"

W samym tylko centrum Warszawy działa kilkanaście agencji towarzyskich; w każdej z nich usługi świadczy od kilku do kilkunastu kobiet. Większość ulokowano w mieszkaniach przy ul. Chmielnej, Złotej, Chłodnej oraz przy Placu Konstytucji. Bardzo często prostytutkami są tu dziewczyny zza wschodniej granicy, w wieku 20-30 lat. Trudno oszacować liczbę agencji i osób zaangażowanych w ten biznes. - Jeśli ktoś podaje szczegółowe liczby, to moim zdaniem, wyssał je z palca - przekonuje socjolog Krzysztof Martyniak. - Takich danych nie ma, bo to biznes w dużej mierze zakonspirowany. Działa często pod szyldem innych usług - dodaje. Jeśli więc agencje płacą podatki, to z całkiem innej działalności.

Co na to urzędnicy? - Jednostki, które zajmują się świadczeniem usług erotycznych, rejestrowane są pod symbolem 93.05 Z, obejmującym działalność usługową, gdzie indziej niesklasyfikowaną - wyjaśnia Wiesław Łagodziński , rzecznik prasowy prezesa Głównego Urzędu Statystycznego. Do tej działalności zalicza się m.in. działalność astrologiczną, tresurę zwierząt domowych, usługi pucybutów, portierów czy obsługę parkingów. Danych o skali seksbiznesu urząd nie ma.

- GUS nie badał takich jednostek - przyznaje Łagodziński. Według policyjnych danych, liczba agencji towarzyskich w skali całego kraju przekracza 5 tys., a zawodowo prostytucją zajmuje się ponad 200 tys. kobiet. Ponad jedna czwarta z nich to cudzoziemki. Ta liczba obejmuje domy publiczne, prostytucję uliczną i ekskluzywne call girls. Policja notuje przypadki nierządu w Polsce nawet wśród osób w wieku 11-12 lat. Najbardziej "doświadczone" przedstawicielki najstarszego zawodu świata, które można spotkać np. przy ul. Poznańskiej w Warszawie, mają więcej niż 60 lat.

Na szacunkach opierają się także dane dotyczące obrotów tej branży. Ocenia się, że w ogólnokrajowym seksbiznesie mogą one sięgać nawet 20 mld złotych rocznie. Urzędnicy i ekonomiści są zgodni: 99 proc. zysków trafia do szarej strefy.

Najbardziej ekskluzywne prostytutki w Warszawie (ale także np. w Gdańsku i Krakowie) zarabiają miesięcznie nawet ponad 20 tys. zł. W najlepszych agencjach początkująca prostytutka dostaje kilka tysięcy złotych. W większości jednak jest znacznie gorzej. Zwłaszcza dziewczyny ze Wschodu są gorzej opłacane. Po odciągnięciu kosztów zamieszkania i posiłków, zostaje im niewiele.

60 klientów dziennie to słaby dzień

Niewiele też - oficjalnie - można powiedzieć o klientach agencji towarzyskich. Pewne jest, że pod względem częstotliwości korzystania z usług pracujących tam kobiet Polacy są w europejskiej czołówce. Z prostytutką ma regularnie do czynienia co dziesiąty mężczyzna.

Klienci agencji są w każdym niemal wieku i mają różny status społeczny. - Jeśli w ciągu doby przez agencję przewinie się 60 mężczyzn, to dzień był kiepski. W weekendy odwiedza ją ponad stu- mówi o warszawskiej agencji przy ul. Chłodnej osoba związana z tą branżą. - To prawdziwe fabryki, nastawione na ilość - ocenia Martyniak. Dobrze sytuowani klienci korzystają z ogłoszeń "prywatnych" call girls.

- Zawsze udaję się do miejsc poleconych lub znanych. Każdy warszawski taksówkarz ma kilka reklamówek i to naprawdę porządnie przygotowanych: zdjęcia wnętrz lokali i kobiet - mówi nam mieszkaniec Warszawy, który regularnie korzysta z usług prostytutek.

Źródło: Marketing&More

Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości gospodarcze?

Zamów newsletter!

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów