Do tej pory Winobranie było tylko z nazwy. W czasie święta wina, co roku organizowanego w Zielonej Górze, można było kupować miejscowe winogrona, sadzonki winorośli, ocet winogronowy... ale nie wino. Nie było go, choć tradycja produkcji trunku odradza się w regionie (i zresztą w całej Polsce), a zielonogórskie wina są nagradzane na międzynarodowych konkursach.
Sprzedaż prawdziwego polskiego wina uniemożliwiały przepisy. Drobni producenci, czyli tacy, którzy wytwarzają nie więcej niż tysiąc hektolitrów wina rocznie (mają winnice do 10 ha), musieli dotychczas spełniać takie same wymogi jak np. profesjonalne gorzelnie. Musieli m.in. prowadzić kosztowny skład akcyzowy, mieć własne laboratorium oraz obiekty i urządzenia produkcyjne takie same, jakie mają duże firmy. Na spełnienie tak wyśrubowanych wymogów żadnego winiarza nie było stać. I dlatego wielu z nich produkowało tylko na własne potrzeby.
Teraz przepisy się zmieniają. Ostatniego dnia lipca prezydent Lech Kaczyński podpisał ustawę, która łagodzi przepisy dotyczące produkcji wina przez drobnych producentów.
Zgodnie z nowymi regułami, żeby sprzedać swoją produkcję, winiarze będą mieli tylko kilka obowiązków: będą musieli wystąpić o znaki akcyzy, udokumentować stosowany proces produkcji wina i zarejestrować się w warszawskiej centrali Agencji Rynku Rolnego. Warunkiem rejestracji jest posiadanie co najmniej 200 krzewów winorośli (od takiej liczby uprawa zaczyna nazywać się "winnicą"), a szczepy muszą być uznawane w Unii Europejskiej. We wniosku do ARR winiarze muszą jeszcze podać m.in. lokalizację uprawy, zaświadczenie o niekaralności i akt własności budynku, w którym ma być winiarnia. Winnica musi być też wpisana do Centralnego Rejestru Przedsiębiorców prowadzonego w ARR. Producenci wina będą też musieli pogodzić się z kontrolami sanepidu. I na tym w zasadzie ich obowiązki się kończą. Kosztowne inwestycje nie będą potrzebne.
Nowelizacja prawa przyszła zbyt późno, żeby wino można było sprzedawać już na tegorocznym święcie wina. - Młode wina być może będą już gotowe pod koniec listopada czy na początku grudnia. Ale na Winobranie po prostu nie zdążyliśmy zrobić żadnego wina - mówią winiarze. Mimo to już zacierają ręce, bo o zmianę przepisów walczyli od kilku lat. - To ogromny krok do przodu. Wreszcie wiadomo, że warto inwestować w winnice, zakładać nowe, przygotowywać wino. To nie tylko otwarta furtka do sprzedaży wina, ale i możliwość korzystania z pomocy Ministerstwa Rolnictwa - cieszy się Roman Grad, prezes Zielonogórskiego Stowarzyszenia Winiarskiego.
Wtórują mu producenci. - Na pewno chcę rejestrować winnicę, ale jeszcze się zastanawiam, czy w tym roku, czy nie lepiej przygotować wszystko na spokojnie na przyszły rok, bo nadal nie są znane wszystkie wymagania i nie wiem, czy uda mi się tak szybko przystosować - mówi Kinga Kowalewska-Kozierska z winnicy Kinga.
Danuta Krojcig z winnicy Winna Góra w Górzykowie już jest przygotowana. - Czekaliśmy na to od dawna, jesteśmy gotowi. Będziemy rejestrować winnicę jak najszybciej - mówi. Jak przyznaje, od dawna czekała na zmianę przepisów. Od tego uzależniła też powiększenie swojej uprawy, którą prowadzi od 16 lat. - Teraz winnica ma blisko cztery hektary, ale już mamy przygotowaną ziemię pod następne nasadzenia. Teraz już wszystko jest jasne, więc wkrótce nasza winnica powiększy się co najmniej o sześć hektarów - dodaje Krojcig.
Winiarzy niepokoi tylko to, że wciąż niejasne pozostają zasady podatkowe, np. to, czy będą musieli mieć kasy fiskalne, jeśli zechcą sami sprzedawać swoje wino. - Trochę niewiadomych jeszcze jest - przyznaje Grad.