http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

90 proc. pracowników oddaje się internetowemu lenistwu w pracy

Szymon Baranowski
2011-11-07, ostatnia aktualizacja 2011-11-07 15:16

Pracownik wypełniający swoje obowiązki przy użyciu internetu, to dzisiaj standard. Zalety? Łatwe zdobywanie informacji, pozyskiwanie nowych klientów oraz szybki kontakt. Internet w pracy to także zagrożenia. Oprócz cyberslackingu, czyli marnotrawienia czasu na nk czy Pudelku, nasz pracownik może narazić firmę na znaczne straty, poprzez upublicznienie informacji o firmie na portalach społecznościowych.



- Przeciętny pracownik spędza w pracy ok. godzinę na tzw. cyberslackingu, czyli korzystanie z internetu w celach prywatnych - mówi Grzegorz Gawliczek, ekspert w dziedzinie informatyki i członek Stowarzyszenia Aktywnych Przedsiębiorców Śląskich. - Jeśli czas przeznaczony na "internetowe lenistwo" uda się zmniejszyć u każdego pracownika o pół godziny, w skali roku otrzymamy ok. 130 dodatkowych godzin efektywnej pracy. W przeliczeniu na złotówki, w spółce zatrudniającej 100 pracowników, będzie to kwota ok. 280 tys. złotych. Została ona ustalona w oparciu o średnie krajowe wynagrodzenie i 8- godzinny dzień pracy - wylicza Gawliczek, który jest także właścicielem sklepu X-com, sprzedającego sprzęt komputerowy.

Według badań Gemius, do cyberslackingu przyznaje się ok. 90 proc. pracowników w Polce. Większość z nich uważa, że jeżeli pracownik wywiązuje się z obowiązków służbowych, to nie ma w tym nic złego. Skala zjawiska jest tak duża, że wielu przedsiębiorców zaakceptowało fakt istnienia takiego zjawiska i nie walczy z cyberslackingiem, jeżeli są zachowane zdrowe proporcje.

- Nikt nie jest w stanie zmusić pracownika, by był skupiony wyłącznie na pracy przez pełne 8 godzin - uważa Gawliczek. - Jeśli na buszowanie w internecie poświęca ok. 10 proc, a na pozostałe czynności, takie jak przerwa na kawę i papierosa, czy toaletę, kolejne 10 proc, to nie ma powodów do niepokoju. Wszystko mieści się w normie. Jeśli jednak czas faktycznej pracy jest mniejszy niż 70 proc. ogólnego czasu pracy, to warto bliżej przyjrzeć się firmowym komputerom - podkreśla właściel X-Com.

Normą jest przeglądanie prywatnej poczty, odwiedziny na NK czy Facebooku, zakupy na Allegro oraz korzystanie z komunikatorów. Zmorą pracodawców są także gry internetowe, które można bardzo szybko włączyć i wyłączyć np. Wolni Farmerzy i Zielone Imperium. Oczywiście za pomocą programu monitorującego bardzo łatwo możemy wychwycić takie zachowania pracowników. Monitorowanie pozwala się dowiedzieć na jakie strony wchodzi pracownik i ile czasu na nich spędza, ale również co instaluje i usuwa oraz z jaką częstotliwością używa klawiatury i czy faktycznie używa np. Worda. Dzięki większości programów monitorujących możemy robić zrzut ekranu pracownika oraz zdalnie podglądać pulpit. Czasem w dużo prostszy sposób możemy się dowiedzieć, co robią nasi podwładni w pracy.

- Wprowadzenie restrykcyjnej kontroli może obniżyć motywację wewnętrzną pracownika oraz wywołać tzw. efekt reaktancji - pracownik zachowuje się zgodnie z zasadami tylko wtedy, gdy jest kontrolowany, a przy pierwszej nadążającej okazji, oddaje się czynnościom zakazanym chętniej niż przed wprowadzeniem systemu nadzoru - uważa Anna Hełka Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. - Kontrolowanie może być odebrane jako oznaka braku zaufania ze strony pracodawcy, a co za tym idzie zwiększy się dystans pomiędzy pracownikiem, a firmą.

Kontrolować można w dużo prostszy i mniej restrykcyjny sposób. - Nierzadko pracownicy dokonują wpisów na portalach społecznościowych w godzinach pracy - zauważa Gawliczek. - Wystarczy raz na jakiś czas wejść np. na portal facebook, gdzie podawana jest dokładna godzina każdej aktywności użytkownika. Zdarzyło mi się odpowiedzieć na pytanie jednego z moich pracowników, które zadał znajomym na swoim profilu, gdy powinien był pracować. Od tamtej pory już tego nie robi - przyznaje założyciel X-Com.

Zagrożeniem jakie niesie ze sobą internet dla firmy, jest nie tylko cyberslacking, ale także nieumiejętne korzystanie z portali społecznościowych przez pracowników. Eksperci informatyki śledczej alarmują, że większość pracowników polskich firm nie zdaje sobie sprawy z tego, iż korzystanie z portali społecznościowych może zagrozić ich firmie i zostać wykorzystane przez konkurencję lub cyberprzestępców. Niektóre firmy decydują się na blokadę dostępu do wybranych portali. Eksperci uważają, że jest to błędne rozwiązanie, dlatego że nie stanowi żadnej bariery dla komputerów i urządzeń przenośnych, a z większości portali społecznościowych można korzystać przy użyciu telefonu. Ponadto pracownik z powodzeniem może publikować wpisy na temat firmy z prywatnego komputera, po pracy. Niedawno jeden z inżynierów Google przez przypadek opublikował w serwisie Google+ wypowiedzi, w których krytykuje strategię firmy. Pracownik przyznał, że była to opinia, którą chciał się podzielić ze swoimi współpracownikami, jednak przez przypadek opublikował ją dla wszystkich. Zdarzenia takie pokazują, że nawet w największych firmach pojawiają się problemy z social media.

- Według przeprowadzonych przez naszą firmę analiz wpisów na takich portalach, jak Facebook czy NK, zarówno szeregowi pracownicy, jak i menedżerowie średniego i wyższego szczebla ujawniają informacje mogące wprost prowadzić do przejęcia biznesu, sabotażu gospodarczego lub kradzieży firmowych danych - uświadamia Paweł Odor, główny specjalista Kroll Ontrack. - Zamieszczenie informacji dotyczących działań firmy może być wskazówką dla osób pragnących wykorzystać je przeciwko ich organizacji. Wpisy dotyczące panujących w firmie relacji, zmian w strategii czy nawet spotkań biznesowych, mogą bowiem posłużyć do zaplanowania sposobu przejęcia poufnych danych - ostrzega Paweł Odor.

Niebezpieczeństwem płynącym z portali społecznościowych, są także wirusy i oprogramowanie szpiegowskie, które może zainfekować firmowy komputer, smartfon lub tablet, a w efekcie całą sieć firmową. Czasem wystarczy kliknięcie w podejrzaną aplikację.

- Każdy pracownik powinien poważnie zastanowić się nad publikowaniem na portalach społecznościowych informacji na temat swojej firmy - doradza Odor. - W przypadku nieświadomego kontaktu z potencjalnym przestępcą, może to zaszkodzić nie tylko jemu, lecz także innym pracownikom, a nawet klientom. Portale społecznościowe z pewnością nie są miejscem, w którym powinniśmy opowiadać o sprawach wewnętrznych firmy. Ponadto coraz więcej firm korzysta z portali społecznościowych jako źródła informacji o ich kontrahentach. Tym samym wpisy i zdjęcia nie tylko w kontekście biznesowym, ale także te z życia prywatnego mogą pogorszyć relacje z klientem, który obserwuje profil pracowników naszej firmy - mówi specjalista Kroll Ontrack.

  • 17 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów