W poniedziałek o potrzebie reform debatowali w czasie konferencji zorganizowanej przez Business Centre Club. - Premier i minister finansów zdają się skłaniać ku odłożeniu na później starań Polski o wejście do
strefy euro. Premier mówi, że teraz rząd ma inne priorytety niż budowanie kalendarza wejścia do strefy euro, minister finansów o remoncie, którego wymaga euroland. Czy to oznacza, że porzucamy marzenia o przyjęciu euro w 2015 r.? Czy porzucamy plany reformy finansów publicznych? - pytał dramatycznie w imieniu przedsiębiorców prezes BCC Marek Goliszewski.
Przekonywał, że wejście do euro oznacza dla przedsiębiorców m.in. brak wstrząsów w eksporcie i
imporcie wynikających ze zmian kursu złotego, eliminację kosztów wymiany euro na złotówki i odwrotnie, wzrost pewności planowania działalności gospodarczej w oparciu o jednolitą walutę, zwiększony dostęp do rynków zagranicznych. Pokazał wyniki sondażu wśród członków klubu, z którego wynika, że 60 proc. z nich nie chce odłożenia w czasie wejścia do eurolandu. 33 proc. jest przeciwnego zdania.
- Naszym zdaniem
Grecja i związany z nią kryzys w strefie euro to pretekst, by reformy, na które liczymy, spowolnić - mówił Goliszewski.
- W piątek rozmawiałem z ministrem finansów. Zapewnił, że nie rezygnujemy z wejścia do strefy euro w najbliższym możliwym terminie - uspokajał prof. Witold Orłowski, główny ekonomista PricewaterhouseCoopers
Polska, wcześniej szef zespołu doradców ekonomicznych prezydenta Kwaśniewskiego. Przyznał jednak, że rząd powinien jasno mówić, że chodzi o 2015 r. - Jeśli nie mamy daty wejścia, to pokazuje to, że nie mamy determinacji - mówił Orłowski. Przypomniał, że problemem jest stan przygotowania polskiej gospodarki do przyjęcia euro. Trzeba więc ją reformować. - Nie wystarczy tylko osiągnąć wymagany poziom deficytu i długu publicznego. Trzeba wzmocnić finanse publiczne - tłumaczył główny ekonomista PWC. - Gdybyśmy się znaleźli w sytuacji Grecji, już dawno byśmy zbankrutowali, bo jesteśmy poza
strefą euro - dodał.
- Na dziś nie spełniamy żadnego z kryteriów z Maastricht. Wręcz oddalamy się od ich spełnienia. Deficyt i dług rosną - zauważył prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC, były wiceminister finansów. Przypomniał, że na początku roku na konferencji na Politechnice Warszawskiej rząd z pompą pokazał plan naprawy finansów publicznych. - Potem nastąpiło milczenie. Na posiedzenie Rady Gospodarczej przy prezydencie minister finansów przyszedł z planem reform na 5 mld zł oszczędności. Potrzeba 50 mld zł - mówił Gomułka.
- Mamy do czynienia z polityką histeryczną - studził tę krytykę prof. Jan Winiecki, członek Rady Polityki Pieniężnej. - Przedsiębiorcy powinni zachować umiar. Nie widzę chęci odejścia od wejścia do strefy euro. A poważnych reform nie ma, bo blokował je prezydent, nie ma też większości parlamentarnej, która byłaby skłonna je poprzeć - przekonywał.
- Popierałem PO i będę popierał. Ale przedsiębiorcy są nieco rozczarowani rządami Platformy. Rząd nie ma ważniejszych spraw niż reformy państwa, bo gospodarka daje ludziom pracę, pieniądze i dochody do budżetu. Data wejścia do strefy euro stymulowałaby reformy - zżymał się Goliszewski.
Prof. Winieckiego wsparł jednak prof. Gomułka. - Bardzo wiele zależy od wyniku najbliższych wyborów parlamentarnych i wyłonionego po nich rządu - przyznał. - Ale czekanie z reformami może nas doprowadzić do kryzysu. Gdy znajdziemy się pod ścianą, nie będzie wyboru - będziemy musieli reformować - przestrzegał.
Według prof. Orłowskiego, jeśli Polska nie chce zostać bankrutem, niezbędna jest gruntowna naprawa polskich finansów publicznych. - Za bardzo przejmujemy się stanem strefy euro, a za mało stanem strefy złotego. Reformy powinniśmy robić dla dobra naszej gospodarki, a nie dla strefy euro - mówił Orłowski. Jego zdaniem dla własnego bezpieczeństwa musimy przyspieszyć proces ograniczania deficytu.
- Potrzeba nam kogoś takiego jak Margaret Thatcher, kto nie patrzy na to, czy straci władzę, ale reformuje gospodarkę. Potrzeba odwagi. Trzeba zrewidować system zasiłków, bo tędy wyciekają duże pieniądze. Trzeba przyspieszyć zagospodarowywanie funduszy unijnych i być może jeszcze obniżyć podatki. Ograniczać emerytury mundurowe, zreformować KRUS i stopniowo zwiększać wiek emerytalny kobiet. Przynajmniej to zapoczątkować - zachęcał Goliszewski.